A
arturn18
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2013
- Odpowiedzi
- 27
Witam,
opiszę moją sytuację: w 2014 roku pracowałem i mieszkałem w W-wie i w/w mieście zgłaszałem się na wywiad alimentacyjny, pracowałem. W firmie której pracowałem na umowę o pracę jako kierowca zawodowy po zmianie właścicieli na umowę zlecenie z zastrzeżeniem pisemnym że jest to moje jedyne źródło dochodu. Razem z partnerką wynajmowaliśmy mieszkanie i tu urodził sie syn. Osoba która wynajmowała nam mieszkanie podniosła czynsz po rozmowie z moją partnerką stwierdziliśmy że wyjeżdżamy w moje rodzinne strony na Dolny Śląsk. Fakt ten zgłosiłem ustnie do Pani która ze mną przeprowadzała wywiad alimentacyjny podając przyczynę wyjazdu. Po przybyciu do mojego rodzinnego miasta zarejestrowałem się jako bezrobotny. Niestety mojej partnerce która jest chora na padaczkę od 15 roku życia klimat za bardzo tu nie odpowiadał wyjechała do swojego ojca - 500 km ode mnie. Ojciec jej pracował więc w domu zostawała sama z z dwójką dzieci + trójka chodziła do szkoły podstawowej będąc sama dostała parę ataków. Po rozmowie telefonicznej z moją partnerką pojechałem do niej na wieś. Tu też zarejestrowałem się jako poszukujący pracy. I tu będąc na wsi, telefonicznie moja mama poinformowała mnie że dostałem pismo które odebrała na moje imię i nazwisko. Niestety nie zgłosiłem się na wywiad alimentacyjny, pismo zostało wysłane na adres gdy mieszkałem w W-wie ale przepisy administracyjne są takie że nieawizowane i nieodebrane uważa się za dostarczone. W czasie kiedy załatwiałem formalności związane z pracą zaczęły się problemy. Telefon z Wydziału Komunikacji wcześniej pismo o zwrot prawa jazdy. Poinformowałem Panią że jestem w trakcie załatwiania pracy i mam skierowanie na badania, więc Pani z Wydziału przyjęła to do wiadomości i nie kazała zwracać. W ciągu tygodnia kolejna niespodzianka zgłoszenie się na Policję. Na Policji wywiad na polecenie Prokuratora. Po rozpoczęciu pracy jako kierowca autobusu PKS otrzymałem kolejny telefon z Wydz. Komun. o zwrot prawa jazdy gdyż W-wa naciska i każe odebrać mi prawko. Odwołania nie pomogły. Przepracowałem tylko miesiąc po okazaniu pisma o zwrot prawa jazdy mojemu Panu Kierownikowi z PKS-u. W 2015 roku komornik alimentacyjny z wypłaty mojej jedynej miesięcznej zabrał mi około 2500 zł. Na dzień dzisiejszy mając 48 lat jestem zarejestrowany jako poszukujący pracy, po wywiadzie alimentacyjnym gdzie czekam na kolejne wezwanie. w PUP jest praca dla kierowców nawet w PUP wiedzą że mam zabrane prawo jazdy. Mówią mi jak się stawiam w określonym terminie że mam oferty na kierowcę. Pracowałem na CPN na umowę zlecenie kilka miesięcy 2016 roku i komornikowi pracodawca przekazywał część kwoty. Nikogo nie interesuje nawet przeprowadzając ze mną wywiad alimentacyjny że mam trudności w znalezieniu pracy. Pani tylko wyciąga przepisy i każe mi przez 6 miesięcy płacić po 300 zł a nawet więcej bo koszty czyli 50% zasądzonych alimentów. Jedyną moją pracą od 1991 roku była kierownica moje prawo jazdy wyrobione przez MON. Wojsko mi dało, w wojsku jeździłem a po wojsku zawodowo autobusami po kraju i za granicą.
Ze względu na wiek 48 lat mam trudności ze znalezieniem pracy. Nie jestem osobą która unika płacenia alimentów, tylko że podałem Pani w formie ustnej płacę za swój błąd, bo Pani stwierdziła że nic takiego nie mówiłem. Mówiłem i prosiłem żeby to zanotowała. Na dzień dzisiejszy szukam dalej pracy.
opiszę moją sytuację: w 2014 roku pracowałem i mieszkałem w W-wie i w/w mieście zgłaszałem się na wywiad alimentacyjny, pracowałem. W firmie której pracowałem na umowę o pracę jako kierowca zawodowy po zmianie właścicieli na umowę zlecenie z zastrzeżeniem pisemnym że jest to moje jedyne źródło dochodu. Razem z partnerką wynajmowaliśmy mieszkanie i tu urodził sie syn. Osoba która wynajmowała nam mieszkanie podniosła czynsz po rozmowie z moją partnerką stwierdziliśmy że wyjeżdżamy w moje rodzinne strony na Dolny Śląsk. Fakt ten zgłosiłem ustnie do Pani która ze mną przeprowadzała wywiad alimentacyjny podając przyczynę wyjazdu. Po przybyciu do mojego rodzinnego miasta zarejestrowałem się jako bezrobotny. Niestety mojej partnerce która jest chora na padaczkę od 15 roku życia klimat za bardzo tu nie odpowiadał wyjechała do swojego ojca - 500 km ode mnie. Ojciec jej pracował więc w domu zostawała sama z z dwójką dzieci + trójka chodziła do szkoły podstawowej będąc sama dostała parę ataków. Po rozmowie telefonicznej z moją partnerką pojechałem do niej na wieś. Tu też zarejestrowałem się jako poszukujący pracy. I tu będąc na wsi, telefonicznie moja mama poinformowała mnie że dostałem pismo które odebrała na moje imię i nazwisko. Niestety nie zgłosiłem się na wywiad alimentacyjny, pismo zostało wysłane na adres gdy mieszkałem w W-wie ale przepisy administracyjne są takie że nieawizowane i nieodebrane uważa się za dostarczone. W czasie kiedy załatwiałem formalności związane z pracą zaczęły się problemy. Telefon z Wydziału Komunikacji wcześniej pismo o zwrot prawa jazdy. Poinformowałem Panią że jestem w trakcie załatwiania pracy i mam skierowanie na badania, więc Pani z Wydziału przyjęła to do wiadomości i nie kazała zwracać. W ciągu tygodnia kolejna niespodzianka zgłoszenie się na Policję. Na Policji wywiad na polecenie Prokuratora. Po rozpoczęciu pracy jako kierowca autobusu PKS otrzymałem kolejny telefon z Wydz. Komun. o zwrot prawa jazdy gdyż W-wa naciska i każe odebrać mi prawko. Odwołania nie pomogły. Przepracowałem tylko miesiąc po okazaniu pisma o zwrot prawa jazdy mojemu Panu Kierownikowi z PKS-u. W 2015 roku komornik alimentacyjny z wypłaty mojej jedynej miesięcznej zabrał mi około 2500 zł. Na dzień dzisiejszy mając 48 lat jestem zarejestrowany jako poszukujący pracy, po wywiadzie alimentacyjnym gdzie czekam na kolejne wezwanie. w PUP jest praca dla kierowców nawet w PUP wiedzą że mam zabrane prawo jazdy. Mówią mi jak się stawiam w określonym terminie że mam oferty na kierowcę. Pracowałem na CPN na umowę zlecenie kilka miesięcy 2016 roku i komornikowi pracodawca przekazywał część kwoty. Nikogo nie interesuje nawet przeprowadzając ze mną wywiad alimentacyjny że mam trudności w znalezieniu pracy. Pani tylko wyciąga przepisy i każe mi przez 6 miesięcy płacić po 300 zł a nawet więcej bo koszty czyli 50% zasądzonych alimentów. Jedyną moją pracą od 1991 roku była kierownica moje prawo jazdy wyrobione przez MON. Wojsko mi dało, w wojsku jeździłem a po wojsku zawodowo autobusami po kraju i za granicą.
Ze względu na wiek 48 lat mam trudności ze znalezieniem pracy. Nie jestem osobą która unika płacenia alimentów, tylko że podałem Pani w formie ustnej płacę za swój błąd, bo Pani stwierdziła że nic takiego nie mówiłem. Mówiłem i prosiłem żeby to zanotowała. Na dzień dzisiejszy szukam dalej pracy.