R
Romannnnn
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2023
- Odpowiedzi
- 1
Dzień Dobry!
Piszę tutaj do Państwa z prośbą o pomoc, jakąkolwiek radę jak powstrzymać nielegalną egzekucję administracyjną nieistniejącego długu. Wiem, że to co napiszę poniżej może brzmieć jak typowe pieniactwo, ale tak nie jest i uwierzcie, że czasem jednak ludzie niewinni także padają ofiarą działań urzędników.
Zacznijmy od tego, że w tej sprawie mamy aspekt prawny i matematyczny. Matematyka jak wiadomo jest nauką ścisłą w odróżnieniu od prawa. Wg. zasad dodawania i odejmowania DŁUG NIE ISTNIEJE. Podkreślam to bo to kluczowe. Wg. prawa, nawet gdyby wcześniej istniał, to też by „się spłacił”. Egzekucja dotyczy nieistniejącego długu. Można tutaj wskazać wiele argumentów prawnych i faktycznych jak np. potwierdzenia wpłat które są w aktach.
Problem zaczął się od błędnego doręczenia tytułu wykonawczego. Uruchomiło to procedurę w której zobowiązany bronił się de facto nie znając zarzutu. Ale mimo to walec ruszył i jedzie. Jest kompletnie odporny na argumenty faktyczne i prawne. Nic nie jest realnie badane. Organy nadrzędne kryją organy podrzędne. Przykładowo badanie istnienia długu przez SKO sprowadzono do konfrontacji oświadczenia Zobowiązanego, że długu nie ma z oświadczeniem urzędu, że jest i przyjęto wersję urzędu. Wówczas oświadczenie mogło być jedynie ogólne, bo zobowiązany o rzekomym długu dowiedział się z banku w którym zostały zablokowane środki przez NUS. Szczegóły sprawy poznał później, ale pierwsze pismo z ogólnym oświadczeniem skierowane do NUS który zablokował środki z oświadczeniem że zobowiązany nie wie o żadnym długu uznano za zarzuty i tak rozpatrzono i odrzucono. Podkreślam, że „uznano za zarzuty”. Na tym etapie zobowiązany nie wiedział nawet kto jest wierzycielem i z jakiego tytułu jest dług. Nie wiedział także że NUS jest jedynie organem działającym w czyimś imieniu a nie własnym. Znał tylko kwotę zajęcia i NUS który tego dokonał i to był NUS niewłaściwy miejscowo z miejscowości oddalonej o ponad 200 km. NUS pismo uznane przez siebie za zarzuty wysłał wierzycielowi a ten odrzucił. Nie były to zarzuty do tyt. wykonawczego, a oświadczenie zobowiązanego , że wg. jego wiedzy nie posiada nieuregulowanych zobowiązań publiczno-prawnych o których by wiedział, wniosek o ich wskazanie jeśli zdaniem NUS istnieją celem umożliwienia ewentualnej dobrowolnej zapłaty oraz o odblokowanie rachunku bankowego. Następnie to postanowienie wierzyciela zostało skierowane do SKO (zobowiązany znał już wierzyciela ale dalej nie znał treści tyt. wykonawczego ani źródła długu bo NUS wadliwe doręczenie uznał za prawidłowe zastępcze i odmówił ponownego doręczenia) ale SKO realnie nie badało okoliczności sprawy, nie żądało dokumentów itd. Przyklepali istnienie długu. Obecnie SKO już nie jest tego tak pewne, bo ujawniono kolejne dowody w sprawie, które były w posiadaniu urzędu wierzyciela, ale wcześniej nie zostały ujawnione na skutek bałaganu lub świadomego zatajenia. Zdobyte zostały poprzez sztuczne wywołanie innych postępowań przed tym organem. Po przedłożeniu ich do SKO z wnioskiem o ponowne zbadanie z ich uwzględnieniem zarzutów zobowiązanego, SKO odpowiedziało, że za późno, ze teraz trzeba dokończyć obecną procedurę a następnie wznowić postępowanie w nadzwyczajnych trybach podatkowych. Fajnie, że jest na to procedura, tylko oni mnie wcześniej zlicytują! Złożyłem sprawę do WSA i jednocześnie wniosek do SKO o wstrzymanie egzekucji do czasu wydania wyroku przez WSA, ale odmówili. W międzyczasie procedura toczy się dalej. Kolejne dowody co do istnienia długu nie są już brane pod uwagę, nikt ich nie przyjmuje i nie bada. Sprawa przed urzędem skarbowym prowadzącym egzekucję to zwyczajne bezprawie. Podstawy prawne wymyślane. Dosłownie. Sami już w trakcie to przyznali, że nie istnieją przepisy na które się powoływali przez niemal rok. W postanowieniu NUS podstawa prawna określana jest jako „przepis powszechnie znany”. W odpowiedzi żądam wskazania tego przepisu bo go nie znam. Po 30 dniach przysyłają pismo, że sprawa jest skomplikowana i miesiąc to za krótko, żeby wskazać przepis powszechnie znany i zajmie to 60 dni. Po tym czasie przysyłają, że jednak nie ma takiego przepisu, a dalej, że i tak mnie obciąża że się nie zastosowałem do niego. Gdy przywołuję im konkretny przepis (istniejący) dotyczący doręczeń i doręczeń zastępczych, wraz z utrwaloną linią orzeczniczą w tym zakresie wskazując wyroki NSA i WSA w odpowiedzi dostaję, że zdaniem organu wykładnia przepisów dawana przez sądy to jest „pogląd nie do zaakceptowania” i dalej robią swoje. Nie uznają aktualnego adresu bo „wskazanie go w korespondencji nie świadczy o zamieszkiwaniu pod nim”. Wskazanie, że w PL obowiązuje domniemanie działania obywatela zgodnego z prawem a nie przeciwnego i że poprawny adres został zgłoszony np. do PESEL w związku z dopełnieniem obowiązku meldunkowego w miejscu zamieszkania – zgodnie z obowiązującym prawem, odpowiedź że KAS ma swoje bazy, baza PESEL jest „bezużyteczna” (tego słowa użyli) bo zawiera dane meldunkowe, a nie o zamieszkaniu, a ludzie nie dopełniają obowiązku meldunkowego itd… Sprawa w WSA leży i czeka już 3 mies. i nawet wokandy nie ma wyznaczonej. Organ egzekucyjny nie uważa tego za podstawę wstrzymania egzekucji. Sprawy nielegalności egzekucji nie mogę wnieść do WSA bo skarbówka zastosowała obstrukcję proceduralną w taki sposób, że WSA zapewne sprawy nie będzie rozpatrywał. Wprawdzie do wniosku już złożonego dołączyłem wniosek aby WSA objął badaniem oba postępowania ale prawdopodobnie to odrzucą, chociaż wiele wskazuje, że należy badać całość bo to w istocie jedno postępowanie toczone przed dwoma organami a postępowanie przed jednym skutkuje w drugim. Była opcja, że złożę sprawę dot. postępowania egzekucyjnego z wnioskiem o połączenie spraw i wspólne rozpatrzenie, co jak czytałem mogłoby przejść, ale to zapewne załapali w US i dlatego zablokowali możliwość złożenia sprawy do WSA.
W tej chwili lada dzień rozpoczną egzekucję. Ja realnie nawet nie wiem jaką kwotę chcą egzekwować, bo nawet tego nikt nie wskazuje, abym mógł np. dobrowolnie zapłacić.
Gdy próbowałem ustalić które z moich pism kierowanych do organu egzekucyjnego zostały przekazane wierzycielowi zgodnie z KPA gdyż organ egzekucyjny nie był właściwy do ich rozpatrzenia w odpowiedzi dostałem, że osoba obecnie prowadząca sprawę, bo w międzyczasie się zmieniła osoba i NUS, nie ma dostępu do informacji nt. tego co było wcześniej więc nie wie co było przekazywane, a co nie, a ona odkąd prowadzi to nie przekazywała, a NUS wcześniej prowadzący już przekazał sprawę i też nie ma dostępu – tak wygląda dostęp strony do sprawy. A to istotne, bo nie mając formalnej wiedzy na początku sprawy kto jest wierzycielem, pisma kierowałem do organu egzekucyjnego i także od niego odbierałem odpowiedzi. Realnie w tej chwili nie wiem czy przekazywali wierzycielowi czy sami prokurowali odpowiedzi. Wierzyciel w ogóle się nie kontaktował. Pierwszym pismem od wierzyciela jakie otrzymałem od momentu rozpoczęcia egzekucji było odrzucenie zarzutów. A przekazywałem informacje o zapłatach i ich kwotach. Z organu egzekucyjnego otrzymałem, ze wpłaty wierzyciel potwierdził ale na niższą kwotę i nikt tej rozbieżności nie wyjaśnia, ale nawet przyjmując tą niższą kwotę i wytyczne ordynacji podatkowej wskazujące że w pierwszej kolejności wpłaty zalicza się na koszty upomnień i długów to z samego tego wynika, że dług nie istnieje, nawet gdyby wcześniej istniał. Prosta matematyka. Ale to i tak nikogo nie obchodzi i nikt tego już nawet nie wyjaśnia, bo rzekomo, skoro sprawę długu przyklepało SKO to już załatwione, a że jest w WSA to bez znaczenia. Rozumiem, że może kiedyś to wygram, pewnie za parę lat, ale co mogę dziś żeby ten walec zatrzymać. Mam wrażenie, że tutaj wszyscy wbrew okolicznościom i zdrowemu rozsądkowi prą naprzód, i co gorsza, chyba już mają tego świadomość i przy okazji poczucie pełnej bezkarności.
Powtórzę jeszcze raz. Ten dług nie istnieje. A gdyby istniał to i tak byłby spłacony gdyby organ wierzyciela działał zgodnie z prawem tj. poprawnie księgował wpływy zgodnie z OP i zasadami rachunkowości. Oczywiście w takim przypadku jeśli by zaksięgować późniejszą wpłatę na pokrycie wcześniejszych zobowiązań, to powstałoby nowe zadłużenie, ale wówczas należałoby rozpocząć nową procedurę egzekucyjną i wystawić nowy tytuł na nowy dług z innego tytułu, a tego też nie zrobiono, bo realnie nie ma żadnego długu.
Przecież to jest chore, że SKO pisze, że są podstawy do wszczęcia ponownego postępowania w trybach nadzwyczajnych podatkowych w związku z nowymi dowodami podważającymi istnienie długu, wie o tym zarówno wierzyciel jak i egzekutor i zobowiązany, i jednocześnie są zdania, że należy dokończyć bezprawie, przeprowadzić bezpodstawną egzekucję, zamknąć sprawę, a następnie rozpocząć ją od nowa. Nie rozumiem procedury która każe brnąć w bezprawie. Każe przeprowadzić egzekucję wątpliwego długu, a dopiero potem sprawdzać czy on istnieje. Przecież i tak mam blokady na kontach. Mówią o hipotece urzędowej. Nie wiem czy już zrobili? Chyba można wstrzymać egzekucję i najpierw wyjaśnić wątpliwości a nie później, gdy wyląduję pod mostem. Przecież skutków tego nie da się cofnąć. Nie mam dostępu do własnych pieniędzy, mam zerową zdolność kredytową tylko dlatego, że US wprowadził do systemów bankowych informację o postępowaniu egzekucyjnym, wiedzą o tym wszystkie banki, nawet te z którymi nic mnie nie łączy, teraz już realnie zaczynam popadać w długi, bo przez blokady nie mogę regulować zobowiązań a na większe wydatki muszę pożyczać. Przecież jak zrobią hipotekę, to środki na ewentualną spłatę będą mieli zabezpieczone, mogą pozwolić normalnie żyć do wyjaśnienia sprawy. Obecna wartość zabezpieczeń to już niemal 8-10 krotność domniemanego długu. Z hipoteką będzie kilkanaście razy więcej. Po co to zwiększają?
Piszę tutaj do Państwa z prośbą o pomoc, jakąkolwiek radę jak powstrzymać nielegalną egzekucję administracyjną nieistniejącego długu. Wiem, że to co napiszę poniżej może brzmieć jak typowe pieniactwo, ale tak nie jest i uwierzcie, że czasem jednak ludzie niewinni także padają ofiarą działań urzędników.
Zacznijmy od tego, że w tej sprawie mamy aspekt prawny i matematyczny. Matematyka jak wiadomo jest nauką ścisłą w odróżnieniu od prawa. Wg. zasad dodawania i odejmowania DŁUG NIE ISTNIEJE. Podkreślam to bo to kluczowe. Wg. prawa, nawet gdyby wcześniej istniał, to też by „się spłacił”. Egzekucja dotyczy nieistniejącego długu. Można tutaj wskazać wiele argumentów prawnych i faktycznych jak np. potwierdzenia wpłat które są w aktach.
Problem zaczął się od błędnego doręczenia tytułu wykonawczego. Uruchomiło to procedurę w której zobowiązany bronił się de facto nie znając zarzutu. Ale mimo to walec ruszył i jedzie. Jest kompletnie odporny na argumenty faktyczne i prawne. Nic nie jest realnie badane. Organy nadrzędne kryją organy podrzędne. Przykładowo badanie istnienia długu przez SKO sprowadzono do konfrontacji oświadczenia Zobowiązanego, że długu nie ma z oświadczeniem urzędu, że jest i przyjęto wersję urzędu. Wówczas oświadczenie mogło być jedynie ogólne, bo zobowiązany o rzekomym długu dowiedział się z banku w którym zostały zablokowane środki przez NUS. Szczegóły sprawy poznał później, ale pierwsze pismo z ogólnym oświadczeniem skierowane do NUS który zablokował środki z oświadczeniem że zobowiązany nie wie o żadnym długu uznano za zarzuty i tak rozpatrzono i odrzucono. Podkreślam, że „uznano za zarzuty”. Na tym etapie zobowiązany nie wiedział nawet kto jest wierzycielem i z jakiego tytułu jest dług. Nie wiedział także że NUS jest jedynie organem działającym w czyimś imieniu a nie własnym. Znał tylko kwotę zajęcia i NUS który tego dokonał i to był NUS niewłaściwy miejscowo z miejscowości oddalonej o ponad 200 km. NUS pismo uznane przez siebie za zarzuty wysłał wierzycielowi a ten odrzucił. Nie były to zarzuty do tyt. wykonawczego, a oświadczenie zobowiązanego , że wg. jego wiedzy nie posiada nieuregulowanych zobowiązań publiczno-prawnych o których by wiedział, wniosek o ich wskazanie jeśli zdaniem NUS istnieją celem umożliwienia ewentualnej dobrowolnej zapłaty oraz o odblokowanie rachunku bankowego. Następnie to postanowienie wierzyciela zostało skierowane do SKO (zobowiązany znał już wierzyciela ale dalej nie znał treści tyt. wykonawczego ani źródła długu bo NUS wadliwe doręczenie uznał za prawidłowe zastępcze i odmówił ponownego doręczenia) ale SKO realnie nie badało okoliczności sprawy, nie żądało dokumentów itd. Przyklepali istnienie długu. Obecnie SKO już nie jest tego tak pewne, bo ujawniono kolejne dowody w sprawie, które były w posiadaniu urzędu wierzyciela, ale wcześniej nie zostały ujawnione na skutek bałaganu lub świadomego zatajenia. Zdobyte zostały poprzez sztuczne wywołanie innych postępowań przed tym organem. Po przedłożeniu ich do SKO z wnioskiem o ponowne zbadanie z ich uwzględnieniem zarzutów zobowiązanego, SKO odpowiedziało, że za późno, ze teraz trzeba dokończyć obecną procedurę a następnie wznowić postępowanie w nadzwyczajnych trybach podatkowych. Fajnie, że jest na to procedura, tylko oni mnie wcześniej zlicytują! Złożyłem sprawę do WSA i jednocześnie wniosek do SKO o wstrzymanie egzekucji do czasu wydania wyroku przez WSA, ale odmówili. W międzyczasie procedura toczy się dalej. Kolejne dowody co do istnienia długu nie są już brane pod uwagę, nikt ich nie przyjmuje i nie bada. Sprawa przed urzędem skarbowym prowadzącym egzekucję to zwyczajne bezprawie. Podstawy prawne wymyślane. Dosłownie. Sami już w trakcie to przyznali, że nie istnieją przepisy na które się powoływali przez niemal rok. W postanowieniu NUS podstawa prawna określana jest jako „przepis powszechnie znany”. W odpowiedzi żądam wskazania tego przepisu bo go nie znam. Po 30 dniach przysyłają pismo, że sprawa jest skomplikowana i miesiąc to za krótko, żeby wskazać przepis powszechnie znany i zajmie to 60 dni. Po tym czasie przysyłają, że jednak nie ma takiego przepisu, a dalej, że i tak mnie obciąża że się nie zastosowałem do niego. Gdy przywołuję im konkretny przepis (istniejący) dotyczący doręczeń i doręczeń zastępczych, wraz z utrwaloną linią orzeczniczą w tym zakresie wskazując wyroki NSA i WSA w odpowiedzi dostaję, że zdaniem organu wykładnia przepisów dawana przez sądy to jest „pogląd nie do zaakceptowania” i dalej robią swoje. Nie uznają aktualnego adresu bo „wskazanie go w korespondencji nie świadczy o zamieszkiwaniu pod nim”. Wskazanie, że w PL obowiązuje domniemanie działania obywatela zgodnego z prawem a nie przeciwnego i że poprawny adres został zgłoszony np. do PESEL w związku z dopełnieniem obowiązku meldunkowego w miejscu zamieszkania – zgodnie z obowiązującym prawem, odpowiedź że KAS ma swoje bazy, baza PESEL jest „bezużyteczna” (tego słowa użyli) bo zawiera dane meldunkowe, a nie o zamieszkaniu, a ludzie nie dopełniają obowiązku meldunkowego itd… Sprawa w WSA leży i czeka już 3 mies. i nawet wokandy nie ma wyznaczonej. Organ egzekucyjny nie uważa tego za podstawę wstrzymania egzekucji. Sprawy nielegalności egzekucji nie mogę wnieść do WSA bo skarbówka zastosowała obstrukcję proceduralną w taki sposób, że WSA zapewne sprawy nie będzie rozpatrywał. Wprawdzie do wniosku już złożonego dołączyłem wniosek aby WSA objął badaniem oba postępowania ale prawdopodobnie to odrzucą, chociaż wiele wskazuje, że należy badać całość bo to w istocie jedno postępowanie toczone przed dwoma organami a postępowanie przed jednym skutkuje w drugim. Była opcja, że złożę sprawę dot. postępowania egzekucyjnego z wnioskiem o połączenie spraw i wspólne rozpatrzenie, co jak czytałem mogłoby przejść, ale to zapewne załapali w US i dlatego zablokowali możliwość złożenia sprawy do WSA.
W tej chwili lada dzień rozpoczną egzekucję. Ja realnie nawet nie wiem jaką kwotę chcą egzekwować, bo nawet tego nikt nie wskazuje, abym mógł np. dobrowolnie zapłacić.
Gdy próbowałem ustalić które z moich pism kierowanych do organu egzekucyjnego zostały przekazane wierzycielowi zgodnie z KPA gdyż organ egzekucyjny nie był właściwy do ich rozpatrzenia w odpowiedzi dostałem, że osoba obecnie prowadząca sprawę, bo w międzyczasie się zmieniła osoba i NUS, nie ma dostępu do informacji nt. tego co było wcześniej więc nie wie co było przekazywane, a co nie, a ona odkąd prowadzi to nie przekazywała, a NUS wcześniej prowadzący już przekazał sprawę i też nie ma dostępu – tak wygląda dostęp strony do sprawy. A to istotne, bo nie mając formalnej wiedzy na początku sprawy kto jest wierzycielem, pisma kierowałem do organu egzekucyjnego i także od niego odbierałem odpowiedzi. Realnie w tej chwili nie wiem czy przekazywali wierzycielowi czy sami prokurowali odpowiedzi. Wierzyciel w ogóle się nie kontaktował. Pierwszym pismem od wierzyciela jakie otrzymałem od momentu rozpoczęcia egzekucji było odrzucenie zarzutów. A przekazywałem informacje o zapłatach i ich kwotach. Z organu egzekucyjnego otrzymałem, ze wpłaty wierzyciel potwierdził ale na niższą kwotę i nikt tej rozbieżności nie wyjaśnia, ale nawet przyjmując tą niższą kwotę i wytyczne ordynacji podatkowej wskazujące że w pierwszej kolejności wpłaty zalicza się na koszty upomnień i długów to z samego tego wynika, że dług nie istnieje, nawet gdyby wcześniej istniał. Prosta matematyka. Ale to i tak nikogo nie obchodzi i nikt tego już nawet nie wyjaśnia, bo rzekomo, skoro sprawę długu przyklepało SKO to już załatwione, a że jest w WSA to bez znaczenia. Rozumiem, że może kiedyś to wygram, pewnie za parę lat, ale co mogę dziś żeby ten walec zatrzymać. Mam wrażenie, że tutaj wszyscy wbrew okolicznościom i zdrowemu rozsądkowi prą naprzód, i co gorsza, chyba już mają tego świadomość i przy okazji poczucie pełnej bezkarności.
Powtórzę jeszcze raz. Ten dług nie istnieje. A gdyby istniał to i tak byłby spłacony gdyby organ wierzyciela działał zgodnie z prawem tj. poprawnie księgował wpływy zgodnie z OP i zasadami rachunkowości. Oczywiście w takim przypadku jeśli by zaksięgować późniejszą wpłatę na pokrycie wcześniejszych zobowiązań, to powstałoby nowe zadłużenie, ale wówczas należałoby rozpocząć nową procedurę egzekucyjną i wystawić nowy tytuł na nowy dług z innego tytułu, a tego też nie zrobiono, bo realnie nie ma żadnego długu.
Przecież to jest chore, że SKO pisze, że są podstawy do wszczęcia ponownego postępowania w trybach nadzwyczajnych podatkowych w związku z nowymi dowodami podważającymi istnienie długu, wie o tym zarówno wierzyciel jak i egzekutor i zobowiązany, i jednocześnie są zdania, że należy dokończyć bezprawie, przeprowadzić bezpodstawną egzekucję, zamknąć sprawę, a następnie rozpocząć ją od nowa. Nie rozumiem procedury która każe brnąć w bezprawie. Każe przeprowadzić egzekucję wątpliwego długu, a dopiero potem sprawdzać czy on istnieje. Przecież i tak mam blokady na kontach. Mówią o hipotece urzędowej. Nie wiem czy już zrobili? Chyba można wstrzymać egzekucję i najpierw wyjaśnić wątpliwości a nie później, gdy wyląduję pod mostem. Przecież skutków tego nie da się cofnąć. Nie mam dostępu do własnych pieniędzy, mam zerową zdolność kredytową tylko dlatego, że US wprowadził do systemów bankowych informację o postępowaniu egzekucyjnym, wiedzą o tym wszystkie banki, nawet te z którymi nic mnie nie łączy, teraz już realnie zaczynam popadać w długi, bo przez blokady nie mogę regulować zobowiązań a na większe wydatki muszę pożyczać. Przecież jak zrobią hipotekę, to środki na ewentualną spłatę będą mieli zabezpieczone, mogą pozwolić normalnie żyć do wyjaśnienia sprawy. Obecna wartość zabezpieczeń to już niemal 8-10 krotność domniemanego długu. Z hipoteką będzie kilkanaście razy więcej. Po co to zwiększają?