K
karate
Użytkownik
- Dołączył
- 08.2013
- Odpowiedzi
- 95
Witam
Moja sytuacja pokręcona.
Przyjąłem dwumiesięczne zlecenie. Idzie mi bardzo dobrze. Zbieram pochwały od wszystkich. Umowy przedłużyć nie chcę. Na samym początku kulturalnie, acz stanowczo zastrzegłem, że raczej nie, ale wystarzczyły dwa tygodnie, bym nabrał stuprocentowej pewności. Szefowa zmierza do stworzenia - jak to żartobliwie określił pracownik innego działu - własnego imperium w firmie. Manipuluje, dzieli i rządzi, używa przemocy - słownej i fizycznej!! - w tak wyrafinowany sposób, że ludziom umyka to pod radarem, a ja - wstyd się przyznać - nie nadążam. Pozostaje mi jedynie skupiać się na pracy i starać trzymać emocje na wodzy, a także starać się zachować poprawne stosunki ze współpracownikami.
Kto nie przychodzi do naszego biura, stwierdza że jest fantastycznie, bo atmosfera jest wesoła, chwilami głupawa, ale ludzie pracują rzetelnie, ale gdy, na przykład, najstarsza pracownica biura zwróciła się z prośbą o możliwość wyjścia o godzinę wcześniej (później okazało się że miała wizytę u psychiatry, bo cierpi na depresję), Cruella tak z nią rozmawiała, że ta sponiewierana tłumaczyła się, przepraszała i w końcu wyszła za późno. Formalnie, nic się nie stało, a jednak sposób dobierania słów, wyraz twarzy, intonacja i pretensjonalnie powtarzane 'nic się nie martw; ja jestem twoją line manadżerką') sprawiało okropne wrażenie.
Niedawno Cruella poprosiła mnie o to, bym został przynajmniej do końca roku (2 tygodnie dłużej). Przystałem, bo przed końcem roku mam pracę, a także ponieważ przedłużenie umowy dobrze będzie wyglądać w CV.
Na ponowioną po raz nasty propozycję pozostania na stałe - jak zwykle grzecznie odmówiłem.
Uff. To tyle w kwestii sytuacji.
Dręczą mnie następujące pytania.
1. Czy nie powinienem porozmawiać z kimś wyżej z HR'u. Niestety, osoba do której się zwróciłem o poradę w sprawie dalszych kroków po nowym roku - jak się okazało - lubi się z tamtą. Obawiam się mojej słabej znajomości angielskich realiów - do czego wolno menadżerom się posunąć, jeśli ogólnie pracownicy wyrażają gorący entuzjazm.
Problem jest prozaiczny: brak dowodów. Gdy kilka dni temu usłyszałem odgłosy kuksańców w głowę starszego od niej o 15 lat irakijczyka z innego działu na oczach jego nowej pracownicy, zabrakło mi odwagi, a także refleksu, by rzucić okiem, co się dzieje. Nie wiem, czy nie zareagowałbym w sposób, który przyniósłby więcej szkód.
Trzeba przyznać, że jej rozegrania to majstersztyki. Jestem pewien, że po jednym uderzeniu nie byłoby drugiego, gdybym się obejrzał. Cała sytuacja to był majstersztyk terroryzowania ludzi całkowicie 'pod radarem' świadków. Dzień później zaatakowany przyszedł z uśmiechem grzecznie się przywitać. Nie było tematu....
2. Jak potem radzić sobie z kwaśną recenzją, jeśli potencjalni pracodawcy zwrócą się do Cruelli? Przecież nawet nie będę wiedział, dlaczego mnie nie przyjmują!
Być może ktoś był już w podobnej sytuacji lub zna kontekst angielski. Co robić??!
Moja sytuacja pokręcona.
Przyjąłem dwumiesięczne zlecenie. Idzie mi bardzo dobrze. Zbieram pochwały od wszystkich. Umowy przedłużyć nie chcę. Na samym początku kulturalnie, acz stanowczo zastrzegłem, że raczej nie, ale wystarzczyły dwa tygodnie, bym nabrał stuprocentowej pewności. Szefowa zmierza do stworzenia - jak to żartobliwie określił pracownik innego działu - własnego imperium w firmie. Manipuluje, dzieli i rządzi, używa przemocy - słownej i fizycznej!! - w tak wyrafinowany sposób, że ludziom umyka to pod radarem, a ja - wstyd się przyznać - nie nadążam. Pozostaje mi jedynie skupiać się na pracy i starać trzymać emocje na wodzy, a także starać się zachować poprawne stosunki ze współpracownikami.
Kto nie przychodzi do naszego biura, stwierdza że jest fantastycznie, bo atmosfera jest wesoła, chwilami głupawa, ale ludzie pracują rzetelnie, ale gdy, na przykład, najstarsza pracownica biura zwróciła się z prośbą o możliwość wyjścia o godzinę wcześniej (później okazało się że miała wizytę u psychiatry, bo cierpi na depresję), Cruella tak z nią rozmawiała, że ta sponiewierana tłumaczyła się, przepraszała i w końcu wyszła za późno. Formalnie, nic się nie stało, a jednak sposób dobierania słów, wyraz twarzy, intonacja i pretensjonalnie powtarzane 'nic się nie martw; ja jestem twoją line manadżerką') sprawiało okropne wrażenie.
Niedawno Cruella poprosiła mnie o to, bym został przynajmniej do końca roku (2 tygodnie dłużej). Przystałem, bo przed końcem roku mam pracę, a także ponieważ przedłużenie umowy dobrze będzie wyglądać w CV.
Na ponowioną po raz nasty propozycję pozostania na stałe - jak zwykle grzecznie odmówiłem.
Uff. To tyle w kwestii sytuacji.
Dręczą mnie następujące pytania.
1. Czy nie powinienem porozmawiać z kimś wyżej z HR'u. Niestety, osoba do której się zwróciłem o poradę w sprawie dalszych kroków po nowym roku - jak się okazało - lubi się z tamtą. Obawiam się mojej słabej znajomości angielskich realiów - do czego wolno menadżerom się posunąć, jeśli ogólnie pracownicy wyrażają gorący entuzjazm.
Problem jest prozaiczny: brak dowodów. Gdy kilka dni temu usłyszałem odgłosy kuksańców w głowę starszego od niej o 15 lat irakijczyka z innego działu na oczach jego nowej pracownicy, zabrakło mi odwagi, a także refleksu, by rzucić okiem, co się dzieje. Nie wiem, czy nie zareagowałbym w sposób, który przyniósłby więcej szkód.
Trzeba przyznać, że jej rozegrania to majstersztyki. Jestem pewien, że po jednym uderzeniu nie byłoby drugiego, gdybym się obejrzał. Cała sytuacja to był majstersztyk terroryzowania ludzi całkowicie 'pod radarem' świadków. Dzień później zaatakowany przyszedł z uśmiechem grzecznie się przywitać. Nie było tematu....
2. Jak potem radzić sobie z kwaśną recenzją, jeśli potencjalni pracodawcy zwrócą się do Cruelli? Przecież nawet nie będę wiedział, dlaczego mnie nie przyjmują!
Być może ktoś był już w podobnej sytuacji lub zna kontekst angielski. Co robić??!
Ostatnia edycja: