A
Artur_G
Użytkownik
- Dołączył
- 07.2010
- Odpowiedzi
- 55
Witam,
Mam mały problem.
Miałem zaległość w opłatach za mieszkanie (wiem; moja wina, ale niestety zdarzyło mi się z powodów losowych).
Dostałem od Wspólnoty Mieszkaniowej nakaz zapłaty z informacją, że w przeciwnym razie będą dochodzić należności na drodze sądowej.
Należność zapłaciłem ... ale zaczął się problem, bo w międzyczasie Wspólnota zdążyła już wystąpić na drogą sądową (o czym zresztą nie wiedziałem).
Niestety; to co zadziało się później przypomina "proces" Franza Kafki.
Okazało się, że kancelaria prawnicza reprezentująca Wspólnotę Mieszkaniową podała w sądzie mój błędny adres zamieszkania (nie wiem czy na skutek pomyłki, czy też z czystą premedytacją), wskutek czego nie miałem najmniejszych szans dowiedzieć się o tym że jakakolwiek rozprawa się odbywa, bo nie dostawałem kolejnych listów z sądu w tej sprawie.
O tym, że rozprawa miała miejsce dowiedziałem się dopiero post factum z maila od Wspólnoty Mieszkaniowej (!!!), w której przesłali mi skan decyzji sądu. A decyzja mówiła że mam zapłacić ok. 4000zł zaległości (którą już wcześniej zapłaciłem!) + niecałe 700 zł kosztów sądowych i zastępstwa procesowego.
To co w tej sytuacji zrobiłem to:
1) Napisałem maila do kancelarii prawniczej, reprezentującej Wspólnotę z opisem zaistniałej sytuacji. Kancelaria odpisała, że mnie przeprasza za zaistniałą sytuację i że "nie zostanę obciążony żadnymi kosztami związanymi z zaistniałą omyłką".
2) Napisałem do sądu sprzeciw do decyzji z informacją, iż po pierwsze zaległość została przeze mnie spłacona jeszcze przed terminem rozprawy, a dodatkowo, że powód podał mój błędny adres zamieszkania pozbawiając mnie mojego elementarnego prawa do obrony.
Sądziłem, że to wyjaśni temat.
Sąd rozpatrywał sobie moje odwołanie jakieś 3 miesiące (!!!), aż w końcu po 3 miesiącach odpowiedział, jednak w ogóle nie ustosunkowując się merytorycznie do treści mojego sprzeciwu.
Jedyne co zrobił, to zaktualizował sobie mój adres zamieszkania na właściwy, po czym wysłał mi na ten adres oryginalny nakaz zapłaty (czyli na 4700 zł) z informacją, że mogę się od niego odwołać. Ręce mi opadły!
Co mam zrobić aby nie płacić drugi raz kwoty, którą już dawno zapłaciłem i aby nie ściągnął mi jej komornik? Mogę oczywiście jeszcze raz napisać analogiczne odwołanie jak napisałem poprzednio, ale pytanie czy ma to sens? Jak sobie radzić w takiej sytuacji?
Będę wdzięczny za wszelkie sugestie.
Mam mały problem.
Miałem zaległość w opłatach za mieszkanie (wiem; moja wina, ale niestety zdarzyło mi się z powodów losowych).
Dostałem od Wspólnoty Mieszkaniowej nakaz zapłaty z informacją, że w przeciwnym razie będą dochodzić należności na drodze sądowej.
Należność zapłaciłem ... ale zaczął się problem, bo w międzyczasie Wspólnota zdążyła już wystąpić na drogą sądową (o czym zresztą nie wiedziałem).
Niestety; to co zadziało się później przypomina "proces" Franza Kafki.
Okazało się, że kancelaria prawnicza reprezentująca Wspólnotę Mieszkaniową podała w sądzie mój błędny adres zamieszkania (nie wiem czy na skutek pomyłki, czy też z czystą premedytacją), wskutek czego nie miałem najmniejszych szans dowiedzieć się o tym że jakakolwiek rozprawa się odbywa, bo nie dostawałem kolejnych listów z sądu w tej sprawie.
O tym, że rozprawa miała miejsce dowiedziałem się dopiero post factum z maila od Wspólnoty Mieszkaniowej (!!!), w której przesłali mi skan decyzji sądu. A decyzja mówiła że mam zapłacić ok. 4000zł zaległości (którą już wcześniej zapłaciłem!) + niecałe 700 zł kosztów sądowych i zastępstwa procesowego.
To co w tej sytuacji zrobiłem to:
1) Napisałem maila do kancelarii prawniczej, reprezentującej Wspólnotę z opisem zaistniałej sytuacji. Kancelaria odpisała, że mnie przeprasza za zaistniałą sytuację i że "nie zostanę obciążony żadnymi kosztami związanymi z zaistniałą omyłką".
2) Napisałem do sądu sprzeciw do decyzji z informacją, iż po pierwsze zaległość została przeze mnie spłacona jeszcze przed terminem rozprawy, a dodatkowo, że powód podał mój błędny adres zamieszkania pozbawiając mnie mojego elementarnego prawa do obrony.
Sądziłem, że to wyjaśni temat.
Sąd rozpatrywał sobie moje odwołanie jakieś 3 miesiące (!!!), aż w końcu po 3 miesiącach odpowiedział, jednak w ogóle nie ustosunkowując się merytorycznie do treści mojego sprzeciwu.
Jedyne co zrobił, to zaktualizował sobie mój adres zamieszkania na właściwy, po czym wysłał mi na ten adres oryginalny nakaz zapłaty (czyli na 4700 zł) z informacją, że mogę się od niego odwołać. Ręce mi opadły!
Co mam zrobić aby nie płacić drugi raz kwoty, którą już dawno zapłaciłem i aby nie ściągnął mi jej komornik? Mogę oczywiście jeszcze raz napisać analogiczne odwołanie jak napisałem poprzednio, ale pytanie czy ma to sens? Jak sobie radzić w takiej sytuacji?
Będę wdzięczny za wszelkie sugestie.
Ostatnia edycja: