H
hedzik
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2025
- Odpowiedzi
- 2
Dzień dobry.
Jestem w trakcie rozwodu, dostałem pozew z orzeczeniem o mojej winie.
Nie zgadzam się z tym, wina dotyczy nałogu hazardu.
Jestem świadom że przegrałem sporo pieniędzy, że miałem z tym problem. Ale nie uważam żeby tylko to miało wpływ na rozpad małżeństwa.
Sytuacja wyglądała tak że po ślubie zamieszkaliśmy w moim domu rodzinnym na poddaszu (remontowałem je z własnych pieniędzy) a na dole mieszkała moja mama - umowa dożywocia. Z czasem tworzył się i narastał konflikt między "żona" a moją mamą. Żona wyprowadzała się kilkukrotnie a ostatnim powodem było to że gdy zeszła na dół, moja mama nie zaproponowała jej kawy gdyż akurat podlewała kwiaty. Kłótnie między nimi były doslownie o wszystko co zrobiła lub czego nie zrobiła moja mama. Ja byłem między młotem a kowadłem, zawsze stałem po stronie żony, ale obrywalem od jednej i od drugiej. Popadłem w hazard. Gdy wyszło na jaw to że przegrałem sporą ilość pieniędzy żona uważa że próbowała mi pomóc zapisując mnie do psychologa i mówiąc że jak nie pójdę to odchodzi. Dla mnie nie była to pomoc tylko ciągła presja, dobijanie mnie że zostanę sam. Nie mieliśmy nawet rozmowy w 4 oczy tylko zawsze była żona, moja mama, i teściowa. W pozwie przedstawia hazard jako główną przyczynę rozpadu małżeństwa. Ja obecnie nie mam styczności z hazardem, chodzę do terapeuty nie dla tego że muszę tylko poprostu chce. Jaką linię obrony mogę przyjąć aby przekonać sąd że rozwód jest z winy obojga? Dodam że żona ma adwokata, ja nie, spłata zobowiązań poprostu mi nie pozwala na to.
Jestem w trakcie rozwodu, dostałem pozew z orzeczeniem o mojej winie.
Nie zgadzam się z tym, wina dotyczy nałogu hazardu.
Jestem świadom że przegrałem sporo pieniędzy, że miałem z tym problem. Ale nie uważam żeby tylko to miało wpływ na rozpad małżeństwa.
Sytuacja wyglądała tak że po ślubie zamieszkaliśmy w moim domu rodzinnym na poddaszu (remontowałem je z własnych pieniędzy) a na dole mieszkała moja mama - umowa dożywocia. Z czasem tworzył się i narastał konflikt między "żona" a moją mamą. Żona wyprowadzała się kilkukrotnie a ostatnim powodem było to że gdy zeszła na dół, moja mama nie zaproponowała jej kawy gdyż akurat podlewała kwiaty. Kłótnie między nimi były doslownie o wszystko co zrobiła lub czego nie zrobiła moja mama. Ja byłem między młotem a kowadłem, zawsze stałem po stronie żony, ale obrywalem od jednej i od drugiej. Popadłem w hazard. Gdy wyszło na jaw to że przegrałem sporą ilość pieniędzy żona uważa że próbowała mi pomóc zapisując mnie do psychologa i mówiąc że jak nie pójdę to odchodzi. Dla mnie nie była to pomoc tylko ciągła presja, dobijanie mnie że zostanę sam. Nie mieliśmy nawet rozmowy w 4 oczy tylko zawsze była żona, moja mama, i teściowa. W pozwie przedstawia hazard jako główną przyczynę rozpadu małżeństwa. Ja obecnie nie mam styczności z hazardem, chodzę do terapeuty nie dla tego że muszę tylko poprostu chce. Jaką linię obrony mogę przyjąć aby przekonać sąd że rozwód jest z winy obojga? Dodam że żona ma adwokata, ja nie, spłata zobowiązań poprostu mi nie pozwala na to.