4
4nd
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2016
- Odpowiedzi
- 5
Zastanawia mnie pewna kwestia - zauważyłem, że na ogół pierwszeństwo to pierwszeństwo i nie ma znaczenia, czy ktoś jechał za szybko. Ale wszystko powinno mieć swoje granice.
Spróbowałem przygotować symulację dość dosadnie obrazującą to, o co mi chodzi:
***mod***
Mamy znak stop, mały samochód się zatrzymuje i sprawdza czy coś nie jedzie. Nie widać. Rusza, a z prawej strony, zza wzniesienia, z impetem wyskakuje SUV, prędkość 150 km/h (dozwolona 50 km/h - teren zabudowany). SUV uderza w bok drugiego auta i robi z niego sieczkę.
SUV miał pierwszeństwo, ale prawa fizyki sprawiają, że ten drugi pojazd nie miał szans go dostrzec przy takim niefortunnym układzie. I kto tutaj byłby winnym wypadku? Czy zawsze musi być to ten, co "wjeżdża wprost pod auto z pierwszeństwem przejazdu"?
Czy winę ponosi ten co wyjechał przed SUVa, a kierowca SUVa dostałby mandat za przekroczenie prędkości po jej ustaleniu przez biegłego?
Spróbowałem przygotować symulację dość dosadnie obrazującą to, o co mi chodzi:
***mod***
Mamy znak stop, mały samochód się zatrzymuje i sprawdza czy coś nie jedzie. Nie widać. Rusza, a z prawej strony, zza wzniesienia, z impetem wyskakuje SUV, prędkość 150 km/h (dozwolona 50 km/h - teren zabudowany). SUV uderza w bok drugiego auta i robi z niego sieczkę.
SUV miał pierwszeństwo, ale prawa fizyki sprawiają, że ten drugi pojazd nie miał szans go dostrzec przy takim niefortunnym układzie. I kto tutaj byłby winnym wypadku? Czy zawsze musi być to ten, co "wjeżdża wprost pod auto z pierwszeństwem przejazdu"?
Czy winę ponosi ten co wyjechał przed SUVa, a kierowca SUVa dostałby mandat za przekroczenie prędkości po jej ustaleniu przez biegłego?
Ostatnią edycję dokonał moderator: