kara za udostepnianie plików na bitorrent

  • Autor wątku Autor wątku olsztynianka90
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
O

olsztynianka90

Nowy użytkownik
Dołączył
12.2013
Odpowiedzi
8
Witam,

wiem, że temat był już poruszany, ale tak naprawdę nikt nic konkretnego nie odpowiedział. Dostałam pierwszą karę za udostępnianie plików, ok 500 Euro, za 3 minuty . Kara przyszła na właściciela, ja wynajęłam adwokata, tak jak wszyscy radzą na forum, czy adwokat jest naprawdę w stanie mi w tej sprawie pomóc, czy tak czy siak będę musiała tą karę zapłacić? Ale właścicielowi nie podoba się pomysł z adwokatem, uważa, że jest kara więc muszę ją zapłacić. Oczywiście przyznałam się, że to byłam ja, ale czy coś mogę zrobić, jeśli on nie zgodzi się na podpisanie oświadczenia u adwokata???

Jeśli te udostępnianie nie było jednorazowe, jakie jest prawdopodobieństwo, że przyjdą kolejne listy? Czy ktoś ma z tym doświadczenie?

Wiem, że źle zrobiłam, ale nie miałam pojęcia, że za to są takie kary.

Proszę o pomoc!
 
Właściciel nie musi podpisywać żadnego oświadczenia. Wystarczy, żeby udostępnił Ci kopię tego pisma, które w tej sprawie otrzymał. Skoro sprawę zleciłaś do adwokata, to przypuszczam, że miałaś to pismo w ręku i przedstawiłaś je adwokatowi, a on - jeśli je przeczytał - to będzie wiedział, że chodzi o pismo innej kancelarii adwokackiej, która reprezentuje właściciela praw autorskich na utworze, które w tym pliku (plikach) ściągnęłaś z internetu. I napewno będzie wiedział, że od paru miesięcy obowiązuje znowelizowany przepis § 97a Urheberrechtgsetz, który jest podstawą wyliczania kosztów adwokackich adwokatów dochodzących roszczeń z naruszenia praw autorskich. I jeślibyś przeczytała dokładnie pismo, które otrzymał Twoj "właściciel" (myślę, że chodzi o właściciela nieszkania), to zauważyłabyś, że jakaś kancelaria adwokacka żąda od Ciebie zaniechania naruszeń praw autorskich i podpisania oświadczenia o tym zaniechaniu (Unterlassungserklärung) oraz zwrotu kosztów adwokackich za tę czynność, a ta czynność nazywa się "Abmahnung" (Upomnienie). Ale wszystko to, co tu piszę wytłumaczył Ci już (przynajmniej powinien) adwokat, z którym rozmawiałaś i którego wynajęłaś, i któremu będziesz musiała też zapłacić za jego usługę. Tak naprawdę najważniejsze jest w tej sprawie, jak wyliczona jest tak kwota 500,- Euro, której domaga się ta inna kancelaria adwokacka, od której pismo dostał właściciel. Jeśli w tym piśmie podany jest "Streitwert/Gegenstandswert", czyli "wartość przedmiotu sporu" kwotą powyżej 1.000,- Euro, to żądanie zapłaty jest sprzeczne z prawem, a konkretnie z § 97a Urheberrechthesetz (niem. ustawa o prawach autorskich), ponieważ ta podstawa do wyliczania opłat adwokackich, czyli ta "wartość przedmiotu sporu", nie może przekraczać 1.000,- Euro). Jeśli Twój adwokat wszystko to wie, a to nie jest w dzisiejszych czasach takie oczywiste, to Ci pomoże, bo kwota, którą będziesz musiała ostatecznie zapłacić tej innej kancelarii, jest o wiele niższa od 500,- Euro. Z drugiej strony Twój adwokat też będzie chciał od Ciebie zapłaty swojego wynagrodzenia, i wówczas może się okazać, że per saldo, czyli w ostatecznym wyniku, na to samo wyjdzie; oby przypadkiem nie było jeszcze więcej, niż te 500,- Euro.
 
Ostatnia edycja:
Adwokat chce ode mnie 150 Euro, z tym, że powiedział, że potrzebuje podpisu właściciela, że będzie działał w jego imieniu, a właściciel nie chce tego podpisać. Zapłaciłabym tą karę, ale obawiam się, że kiedy to zrobię to przyjdą kolejne listy. Oczywiście, jeśli uda się adwokatowi zmniejszyć kwotę, albo w ogóle ją anulować, jeśli w ogóle jest to możliwe, to również liczę się z tym, że może coś przyjść. Właściciel jest poprostu zdania, że jest kara więc ją muszę zapłacić, nie chce zupełnie współpracować, w tym też tkwi problem.
 
Wcale nie dziwię się temu właścicielowi. Przecież on z tym naruszeniem praw autorskich nie ma nic wspólnego; to przecież Ty sciągnęłaś te pliki z internetu, a nie on. On jest tylko właścicielem tego mieszkania i tych połączeń telekomunikacyjnych. I jeśli on, ten właściciel, poda tej kancelarii, która żąda 500,- Euro, że to nie on siągał, lecz Ty, i poda Twoje dane, to wówczas zostawią go w spokoju. Dlaczego więc ma podpisywać jakiemuś adwokatowi pełnomocnictwo i zlecać mu działanie w tej sprawie, która m,ało go dotyczy? Ta propozycja Twojego adwokata jest conajmniej dziwna. Dlaczego nie chce formalnie reprezentować Ciebie, lecz właściciela? Przecież odpisałałby tamtej kancelarii w Twoim imieniu, że to Ty sciągnęłaś te pliki, i że zaniechasz tego w przyszłości, ale kwota 500,- Euro, jest sprzeczna z przepisami, i dlatego jesteś gotowa zapłacić, ale nie 500,- Euro, lecz taką kwotę, która wynika z przepisów, a konktretnie z § 97a Urheberrechtgesetz, gdzie wartość przedmiotu sporu może najwyżej wynosić 1.000,- Euro. A od kwoty 1.000,- Euro opłaty adwokackie wynoszą dokładnie 147,56 Euro (stawka 104,- Euro plus 20,- ryczałt pocztowo-telekomunikacyjny plus 19% Umsatzsteuer). I to jest sedno tej sprawy, bo jak Ci wcześniej pisałem, to pismo, które dostał właściciel, to tak naprawdę wezwanie tej innej kancelarii do zapłaty kosztów adwokackich, tyle że te koszty nie wynoszą 500,- Euro i są zawyżone. A poza tym, z czego wynika ta kwota 150,- Euro??? Przecież Twoj adwokat też zobowiązany jest przestrzegać przepisy o opłatach adwokackich? Przecież zajmuje się sprawą o 500,- Euro, i powinien policzyć z tabeli opłat taką należność, która policzona jest od kwoty 500,- Euro, a od 500,- Euro to nigdy nie będzie to kwota 150,- Euro?
Wiem, że jesteś trochę zagubiona w tym wszystkim, ale weź do ręki to pismo, które dostał właściel i poczytaj w nim, jak ta inna kancelaria policzyła te koszty, które rzekomo wynoszą 500,- Euro. I jeśli zauważysz w tym piśmie słowo "Streitwert lub Gegenstandswert" a przy tym słowie kwotę wyższą niż 1000,- Euro, to będzie oznaczało, że ich żądanie jest niesłuszne, bo sprzeczne z prawem (§97a Urheberrechtgesetz). Porozmawiaj jeszcze raz z Twoim adwokatem; niech nie robi jakichś sztuczek z "reprezentowaniem właściciela" i niech nie czeka, że ten coś mu podpisze, bo właściciel na pewno mu nic nie podpisze, lecz niech reprezentuje Ciebie, tzn. niech odpowie im, że zaniechasz naruszeń i sicągania w przyszłości, ale zapłacisz tylko 147,56 Euro, a nie jakieś z powietrza wzięte 500,- Euro.
 
Ostatnia edycja:
Więc tak, najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli właściciel bądź mój adwokat napisze do tamtej kancelarii wyjaśnienie, że to nie on tylko ja udostępniłam te pliki i że to ja jestem odpowiedzialna za to?

Hmm nie wiem skąd 150 Euro, ma tak ustaloną stawkę z góry, za każdy taki Abmahnung.

I jeśli mieszkam już w Polsce, nie jestem zameldowana już w Niemczech, czy te dokumenty prześlą jeszcze raz, tylko że do Polski?

Tam jest 300 Euro- Schadenersatz dla firmy FOX
i 170 Euro właśnie tego Streitwert/Gegenstandswert
 
Najpierw jeśli chodzi o tego adwokata i jego 150,- Euro: W Niemczech, inaczej niż w Polsce, adwokat nie ma wręcz żadnej dowolności w liczeniu klientom swoich należności. Jest ustawa, a w ustawie tabela, w której od konkretnej wartości przedmiotu sporu jest konkretna stawka, i adwokatowi nie wolno stosować swoich stawek, bo jeśli będzie miał pecha, to może z tego powodu mieć sprawę karną; wynika to z § 352 StGB (niem. kodeks karny). Wyjątkiem byłoby, że umówi się z klientem indywidualnie i na piśmie na wyższe niż ustawowe wynagrodzenie.
A teraz w samej sprawie: Najrozsądniej będzie, jeśli albo Twój adwokat, albo Ty sama (to nie jest wielka sztuka), po prostu napiszecie do tamtej kancelarii, że to Ty sciągnęłaś te pliki, i że tego w przyszłości zaniechasz.
Jeśli chodzi o tę żądaną kwotę, to widzę, że ona składa się z odszkodowania i opłaty adwokackiej, ale te 170,- Euro to na pewno nie "Streitwert/Gegenstandswert)", popatrz dokładniej.
Takie wyliczenie w tym ich piśmie trochę zmienia postać rzeczy, bo tych swoich opłat chyba (?) nie zawyżyli; piszę "chyba", ponieważ nadal nie wiem, jaką wartość przedmiotu sporu przyjęli do wyliczania swoich należności adwokackich. Sama kwota odszkodowania nie jest moim zdaniem zawyżona, ale w razie sporu przed sądem nigdy nie udowodnią, że ich klient (właściciel praw autorskich) poniósł akurat taką szkodę, a obowiązek udowodnienia tego przed sądem będą mieli, i to jest słaba strona ich pozycji. A zatem on wiedzą, że najlepiej byłoby, jeśli obyłoby się bez sporu, dlatego nie mal zawsze da się z nimi negocjować wysokość kwoty, której żądają.
Jeszcze raz moja rada: porozmawiaj z tym adwokatem, niech przynajmniej w Twoim imieniu "pohandluje" z tamtą kancelarią na temat wysokości ich żądań. Jeśli powie im na przykład, że mieszkasz i żyjesz w Polsce, że jesteś obecnie bez pracy, i że w razie czego musieliby ściągać to od Ciebie w Polsce, to będą problemy, ale że np. uznanie i zapłata połowy (?) tej kwoty wchodzi w rachubę. Właśnie tak postępują w takich sprawach doświadczeniu adwokaci.
 
Ostatnia edycja:
Dziękuję bardzo za poradę, narazie mam mętlik w głowie i nie wiem co mam robić, bo wygląda na to, że adwokat z którym się konsultowałam, ma trochę odmiennie zdanie, ponieważ właściciel powiedział właśnie, że napisze do tej kancelarii, że nie był on tylko ja, natomiast adwokat powiedział, aby nic takiego nie wysyłał, ponieważ to jest równoznaczne z przyznaniem się do winy i sam sobie zaszkodzi.
Może powinnam znaleźć innego adwokata, temu jeszcze nic nie zapłaciłam.
 
Rozumiem, że po tym wszystkim możesz mieć "mętlik w głowie". Ale gorzka prawda jest taka, że jeżeli właściciel mieszkania, który dostał to pismo, będzie "naciskany, przez tamtą kancelarię, od której to pismo dostał, to raczej na pewno poda im Twoje dane, i w ten sposób będzie wolny od tych roszczeń, i on o tym wie. A "przyznawać" się nie musi do niczego, bo tamta kancelaria ma dowód na to, że ściągnięcie tego pliku miało miejsce z jego połączenia telekomunikacyjnego w jego mieszkaniu. A więc jakieś nieprzyznawanie się lub zaprzeczanie nie ma najmniejszego sensu, a bronić się może ten właściciel tylko tym, że wskaże osobę, która ten plik w mieszkaniu ściągnęła, czyli Ciebie. I musisz się liczyć z tym, że na pewno tak zrobi. A zatem co ten Twój adwokat "kombinuje"? Weź tę sprawę w Twoje własne ręce: Napisz krótko do tej kancelarii, że to Ty ściągałaś te pliki, że oświadczasz, że tego w przyszłości zaniechasz, i że kwota, jakiej chcą jest za wysoka, i że zpłacisz im np.najwyżej 200,- Euro, w ratach (np. po 50,- Euro miesięcznie, albo jeszcze mniejszą ratę) i zobaczysz, że na tym sprawa się skończy. A Twojemu adwokatowi powiedz, żeby właśnie tak załatwił tę sprawę, i że za to dostanie od Ciebie zgodne z prawem wynagrodzenie, które wynosi według przepisów 83,54 Euro, a które składa się z:
stawka 1,3 od kwoty 500,- Euro wg.RVG VV= 58,50, plus 11,70 ryczałt pocztowo-telekomunikacyjny, plus 19% Umsatzsteuer 13,34 Euro, razem: 83,54 Euro. Jestem przekonany, że wystarczyłby jeden jego telefon do tej kancelarii przeciwnika, i poszliby na takie porozumienie, jakie podałem wyżej. Jeśli nie chce albo nie potrafi tej prostej sprawy załatwić w prosty i zgodny z prawem sposób w Twoim interesie, to nie płać mu ani grosza, i pójdź do kogoś bardziej rozsądnego, a najlepiej, jeśli umiesz mówić i trochę pisać po niemiecku to sama to załatw i nie proś się o jakąś pomoc u kogoś, kto chce od Ciebie 150,- Euro wzięte z kapelusza lub z powietrza. Mam nadzieję, że nie pogłębię Ci twojego "mętlika", tym, co Ci tu napisałem.
 
Dziękuje jeszcze raz za radę,

a jakie jest prawdopodobieństwo, że przyjdą następne listy, czy wyłapują wszystkich i wszystko? Czy mam się obawiać?
I co wtedy robić?
Orientujesz się w tym?
 
Jeśli to była ta sama firma, której prawa autorskie naruszyłaś tym sciągnięciem, to Twoje oświadczenie o zaniechaniu i zapłata jakiejś tam wynegocjowanej mniejszej kwoty załatwiałoby sprawę ostatecznie, nawet, jeśli ściągałaś więcej aniżeli jeden raz. Jeśli jednak ściągałaś jakieś utwory jakichś innych firm, to nie da się wykluczyć, że jakaś inna kancelaria też może się zgłosić. Ale tym nie zaprzątaj sobie głowy. Załatw to co jest na razie na "tapecie".
 
Witam,

zrobiliśmy tak jak pisałeś, wysłaliśmy list do kancelarii, w którym oświadczyliśmy, że to nie właściciel ściągnął ten plik tylko mój chłopak, który mieszka już w Polsce i aby wszelką dokumentację kierować na adres w Polsce. Otrzymaliśmy oczywiście list zwrotny z propozycją rozłożenia tej kary na raty po 50 euro, aby jednak było to możliwe, zastrzegli sobie, że należy podpisać wszystkie "Erklärungi", zamieszczone w tym liście. Co mamy teraz zrobić? Przecież wszyscy radzą, aby tych oświadczeń nie podpisywać.
 
Powrót
Góra