karta kredytowa zmarłego męża

  • Autor wątku Autor wątku Klaklynka
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
K

Klaklynka

Nowy użytkownik
Dołączył
02.2009
Odpowiedzi
1
Witam
Mam problem z bankiem od czerwca 2008 r. Mąż miał kartę z limitem 6500 do dnia śmierci wybrał 5900. 4 dni po jego śmierci razem z teściem zgłsiliśmy w oddziale ten fakt - powiedziano nam, że karta była ubezpieczona na kwotę 6500. Przedstawiliśmy akt zgonu, poni pocieła karty, odnotowała sobie i powiedziała, że mam spokojnie czekać na decyzję ubezpieczyciela. Pojechaliśmy do domu i po około 2 tygodniach przyszło pierwsze pismo adresowane na męża, że stan konta jest taki, że zapłacić tyle itp. zadzwoniłam do oddziału z pytaniem o co chodzi - pani na to: to system generuje pisma, że ok, czekać spokojnie itp. czekałam, pisma przychodziły, dzwoniłam, pani - czekać. Do października. W październiku zaczeło się coś dziać - wydzwaniała pani z windykacji, że ubezpieczyciel nie ma kompletu dokumentów, że jak chce przyśpieszyć sprawę to mam dostarczyć kilka rzeczy. Dostarczyłam. pani dzwoniła...... W listopadzie ubezpieczyciel wypłacił bankowi 5900 i mi resztę. Równolegle dowiedziałam się telefonicznie, że ja mam pokryć odsetki od tej kwoty itp ok 1600 zł. Pani dzwoniła - ja mówiłam, że to nie logiczne bo to nie moja wina, a pani swoje, że mam płacić i że bank łaskawie może mi część podarować ble ble. pisma nie dostałam tylko telefony. Pisałam do ubezpieczyciela - wyjaśnił, że czekał na dokumenty - bank dopiero 1 miesiąc po śmierci wysłał goły wniosek. Dziś dowiedziałam się przez przypadek, że sprawa trafiła do adwokata i tylko z nim mam się kontaktować. Boje się kosztów, ale nie zgadzam się że to ja mam płacić. czy ja mam jakieś wyjście?
 
Powrót
Góra