Abstrahując nieco od strony prawnej - za moich czasów (jakkolwiek egzotycznie to brzmi) "zbierało się" linijką po łapach, brudną gąbką w głowę, spędzało 45 minut na półprzysiadzie pod ścianą na korytarzu pod pokojem nauczycielskim, było "prowadzanym" za włosy a gdy tych zabrakło (wydatny udział fryzjera) za ucho po korytarzu ...
Jakoś skrzywdzony się nie czuję. Wręcz przeciwnie, to pokazywało bardzo wyraźnie, że każda akcja wywoła reakcję.. teraz się nauczycielom wkłada kosze na głowy, wyzywa od pań lekkich obyczajów, nasyła rodziców z kodeksem karnym w łapach.. Kiedyś za takie zagrywki wyleciałoby się z futryną przez ZAMKNIĘTE okno !!
A co do ujęcia prawnego - w teorii szkoła nie jest uprawniona do zatrzymania ucznia poza zajęciami lekcyjnymi jak również do przydzielania mu "prac społecznych". Wszelkie zastrzeżenia w tym zakresie należy kierować do dyrekcji szkoły a w przypadku braku reakcji do kuratorium oświaty pod które placówka podlega.