kazus- wyprzedzanie

  • Autor wątku Autor wątku Trybun_Ludowy
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Trybun_Ludowy

Trybun_Ludowy

Użytkownik
Dołączył
11.2008
Odpowiedzi
70
Witam,
Mój kolega, nazwijmy go X jechał w terenie niezabudowanym, przed nim podążał samochód Y. Samochód Y jechał „nierównomiernie”: raz to przyspieszał, raz zwalniał. X upewniając się, iż może wykonać bezpiecznie wyprzedzanie rozpoczął manewr. W tej chwili samochód Y (wyprzedzany) zaczął przyspieszać uniemożliwiając tym samym X prawidłowe i bezpieczne wyminięcie wyprzedzonego pojazdu. W przebiegu tej sytuacji X musiał dodać „gazu” i zakończenie manewru wyprzedzania zakończyło się na podwójnej linii ciągłej. Z przeciwnej strony do jazdy X jechał radiowóz policyjny, który na widok samochodu wyprzedzającego na podwójnej linii ciągłej zawrócił i zatrzymał X. Policjant nie przyjął do wiadomości wyjaśnień X i postanowił go ukarać mandatem + punkty karne. Z uwagi na okoliczności zdarzenia, których policjant nie wziął pod uwagę X odmówił przyjęcia mandatu. X twierdzi, że gdyby nie dokończył manewru wyprzedzania, np. gwałtownie hamując, mógłby spowodować zderzenie z samochodem jadącym z naprzeciwka. X wybrał złamanie prawa (koniec manewru na podwójnej ciągłej) dla zachowania bezpieczeństwa swojego oraz innych uczestników ruchu. Czy w takim przypadku można się powołać na stan wyższej konieczności? Jak sąd grodzki waży dowody w oparciu o zeznania policjantów i zeznania kierowcy X ??? Słowo przeciwko słowu?? Proszę opinie, a szczególnie zależy mi na zdaniu Markiza (chyba jest policjantem). Pozdrawiam
 
Podwójna linia ciągła to podwójna . Za tą podwójną często jest np. skrzyżowanie i co by było gdyby ten wyprzedzany chciał skręcać w lewo będąc pewnym że na podwójnej ciągłej i na skrzyżowaniu nikt go nie wyprzedzi ?
 
Wszystko się zgadza- podwójna ciągła oznacza bezwzględny zakaz wyprzedzania. Jednak w tej konkretnej sytuacji manewr wyprzedzania X rozpoczął w miejscu dozwolonym. W trakcie jego wykonywania Y zaczął zabawę w "wyścigi". (Pewnie nie raz zdarzyła się Wam taka sytuacja na drodze, gdzie wyprzedzany kierowca pojazdu chciał pokazać "kto tu rządzi" i znacznie przyspieszając utrudniał lub uniemożliwiał wykonanie manewru. Jest to zwykłe chamstwo z którym niestety mamy do czynienia na polskich drogach.) Ze względu na powyższe okoliczności X zakończył manewr zahaczając już o podwójną ciągłą. W sytuacji gdzie Y nie zmieniałby prędkości (czyli zachował zgodnie z przepisami i kulturą na drodze) nie doszłoby do złamania przepisów przez X. Moje pytanie związane z tą sytuacją dotyczyło ewentualnej możliwości powołania się na stan wyższej konieczności ponieważ zachodziło rzeczywiste i bezpośrednie zagrożenie zderzenia się z samochodem jadącym z naprzeciwka (w przypadku wyhamowywania X).
 
Podbijam temat- nie dostałem żadnej merytorycznej odpowiedzi:rolleyes:
 
Fachowcy nie chcą się tu wypowiadać. Ale moim zdaniem gdybyś miał dowody na zachowanie tego kierowcy X to Paragraf dałby chyba mandaty dla X i Y .
Może po tej mojej prowokacji zajmie jakieś stanowisko.
Poza tym być może ktoś cię specjalnie prowokował na tej drodze żebyś zapłacił ?
 
Trybun_Ludowy napisał:
Podbijam temat- nie dostałem żadnej merytorycznej odpowiedzi:rolleyes:
To se podbijaj. Nikt tutaj nie ma obowiązku natychmiastowego odpowiadania. Od czasu do czasu odchodzimy (stali użytkownicy) od monitorów, wiesz, rodzina, praca, sen... Jak Ci się śpieszy i chcesz supermerytoryczną odpowiedź, to skorzystaj z płatnych serwisów.
maro#20 napisał:
gdybyś miał dowody na zachowanie tego kierowcy X to Paragraf dałby chyba mandaty dla X i Y
Gdyby były dowody... Jeżeli jedzie przede mną jakiś dziwny kierowca, to albo redukcja, gaz i wyprzedzam gościa, albo jak nie mogę go wyprzedzać, to zwalniam. Zabronione jest zarówno najeżdżanie na podwójną ciągłą jak i przyspieszanie pojazdu wyprzedzanego. Wyprzedzający gdy zbliża się do podwójnej ciągłej powinien zrezygnować z wyprzedzania odpowiednio wcześniej, zwłaszcza że na naszych drogach rzadko występują podwójne ciągłe bez innych znaków (np. zakaz wyprzedzania, przejścia dla pieszych, skrzyżowania).
Trybun, dobrze kombinujesz, ale nie zachodzi tutaj stan wyższej konieczności. Nawet jak w sądzie kolega zeznałby to co napisałeś w pierwszym poście, to - moim zdaniem - miałby małe szanse na uniknięcie kary.
maro#20 napisał:
Paragraf (...) po tej mojej prowokacji zajmie jakieś stanowisko.
Nie musisz mnie prowokować... Nie bądź taki pewny, co ja bym zrobił, nie znasz mnie...
 
Panie Pargraf- niech się Pan tak nie bulwersuje. Temat postu założyłem 30 czerwca 2009r, dlatego spodziewałem się wcześniejszej odpowiedzi od użytkowników. Niekoniecznie od Pana, chociaż Jego zdanie mogłoby coś istotnego wnieść do zaistniałego problemu (takie miałem przypuszczenia). Niestety rozczarowałem się. Po pierwsze: antypatycznym i prostackim tonem Pana odpowiedzi: „To se podbijaj. Nikt tutaj nie ma obowiązku natychmiastowego odpowiadania. Od czasu do czasu odchodzimy (stali użytkownicy) od monitorów, wiesz, rodzina, praca, sen... Jak Ci się śpieszy i chcesz supermerytoryczną odpowiedź, to skorzystaj z płatnych serwisów”. Po drugie: pan Paragraf nie przeczytał dokładnie posta, którego zamieściłem i Jego odpowiedź nie jest w żaden sposób merytoryczna i obiektywna.
 
Na mój gust sprawa jest nie do wygrania, mając za świadka tylko kolegę.
Jest to trochę podobne do przypadku naszej pływaczki , gdzie było gorzej i zginął jej brat.
Ale tam byli biegli , experci itd. Ona podobnie wyprzedzała przed wzniesieniem, chyba w 1-ej instancji wygrała nawet.
Chyba też podobnie się tłumaczyła ?
 
Nie wiem, jak tłumaczyła się Otylia, z pewnością to jej wielka tragedia. Faktem jest, iż kolega będzie musiał udowodnić, że w tym konkretnym przypadku wystąpiły przesłanki do zastosowania instytucji stanu wyższej konieczności. Ciekawy byłem zdania praktyków, czy kiedykolwiek spotkali się z taką linią obrony przy wykroczeniu drogowym. Jeśli tak, to z jakim skutkiem?
 
maro#20 napisał:
Jest to trochę podobne do przypadku naszej pływaczki (...) chyba w 1-ej instancji wygrała nawet.
Prokuratura uznała, że pływaczka popełniła błąd, bo wyprzedzała zbyt ryzykownie z prędkością 110km/h. Została uznana winną w pierwszej i drugiej instancji. Dokładnie to II instancja podtrzymała wyrok - kara 9 miesięcy ograniczenia wolności i prac społecznych w wymiarze 30 godzin oraz zakaz prowadzenia pojazdów przez jeden rok.
Co do stanu wyższej konieczności - polega polega na poświęceniu jednego dobra w celu ratowania drugiego dobra w momencie bezpośredniego niebezpieczeństwa, a dobro ratowane przedstawia wartość wyższą niż dobro poświęcone. W sytuacji opisanej w pierwszym poście nie było bezpośredniego niebezpieczeństwa tylko gdybanie.
 
Zdaję sobie sprawę, że problemu który tutaj przedstawiłem nie rozwiążemy na forum. Ciekaw byłem opinii praktyków, czy przy wykroczeniach drogowych spotkali się z taką linią obrony kierujących. Sprawa znajdzie finał w sądzie grodzkim a o jej wyniku Was poinformuję.
 
Powrót
Góra