A
antyk
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2008
- Odpowiedzi
- 2
Witam, mam kilka pytań.
Prawie 4 lata temu miałem "pierwszy" konflikt z prawem (pierwszy zakończony sprawą i wyrokiem, wcześniej był już jeden lecz został umorzony), obecnie mam kolejny. Kilku tzw. "kolegów" zeznało na policji, że handlowałem marihuaną. Policja niczego u mnie nie znalazła, nie miała żadnych dowodów na potwierdzenie tych zarzutów. Mimo to doszło do sprawy i otrzymałem dozór kuratora, całe szczęście dla mnie byłem sądzony jako nieletni, choć w chwili procesu miałem już powyżej 18 lat (ach, to tempo pracy polskich sądów). Jak już napisałem, policja nie miała nic oprócz fałszywych zeznań kilku byłych już znajomych. Oczywiście dla policji i sądu fałsz był prawdą. Nigdy w życiu nie handlowałem żadnymi narkotykami, jedynie paliłem marihuanę i raz jadłem grzybki halo. Niestety to był mój największy życiowy błąd, bo nie dość, że nabawiłem się lęków, to jeszcze koledzy tak mnie załatwili. I teraz mam pytanie - czy po tylu latach mogę jeszcze jakoś odkręcić całą tę sprawę? Czy mógłbym podać tych dwóch kłamczuchów do sądu za pomówienie za które na dodatek zostałem niesłusznie skazany? A jeśli nie, to co musiałbym zrobić, żeby sąd wszystko odszczekał i wydał wyrok uniewinniający w tej sprawie? Bo nie chcę mieć na koncie wyroku za kłamstwa dwóch kolesi, którzy w ten sposób ratowali swoje tyłki i uniknęli wyroku wygadując na mój temat głupoty.
Druga sprawa. Jakiś kretyn wymyślił zboczony wierszyk o pewnej 14-latce, znanej w Polsce, która się zabiła po tym, jak jej koledzy udawali, że ją gwałcą na lekcji. Umieszczał go na różnych forach. Nie ja go napisałem i nie ja go rozsyłałem w sieci, przynajmniej nie pamiętam abym to robił i raczej pamięć mnie nie zawodzi. Mimo wszystko okazało się, że jedna kopia tego tekstu została napisana z mojego IP. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, to to, że ktoś mi się włamał na kompa i rozsyłał z niego te bzdury. Policja wpadła na chatę, zabrała nowy komputer i trzyma go do tej pory (a to było w maju tego roku) i teraz chcą mi (i mojemu ojcu oraz bratu) postawić zarzuty za, uwaga, rozpowszechnianie pornografii z udziałem nieletnich poniżej 15 roku życia. Na mózgi im padło? Czy sam tekst, bez żadnych rysunków i zdjęć może być pornograficzny? Jak długo policja może trzymać mój komputer, ponoć do końca sprawy, tak? I czy jest ryzyko, że ci cwaniacy już mi nie oddadzą komputera? Z całą pewnością stwierdzam, że nie miałem na dyskach żadnych nielegalnych treści, więc chyba muszą mi oddać kompa? Czy sąd może skazać kogoś z trzech osób, które korzystały z komputera za to przestępstwo? Bo teoretycznie każdy mógł to zrobić a przecież odpowiedzialność zbiorowa w Polsce nie istnieje, prawda?
I jeszcze jedna sprawa - otóż podczas przesłuchania w w.w. sprawie pani prokurator zadała mi kilka osobistych pytań, na które dla świętego spokoju odpowiedziałem. Otóż - czy mam dziewczynę? Jaka mam orientację seksualną? Czy lubię ostrą pornografię? Plus kilka osobistych pytań dotyczących mojego ojca i brata, na które odpowiedziałem "nie wiem". Czy musiałem na nie odpowiadać? Prokurator stwierdziła, że tak, bo świadek musi odpowiadać na wszystkie pytania, a w takim charakterze byłem przesłuchiwany (cholerne cwaniaczki, przesłuchują jako świadków a dopiero potem będą stawiać zarzuty już nie przesłuchując ponownie jako oskarżonych). W końcu w Konstytucji pisze, że nikt nie może mnie zmusić do ujawnienia poglądów, wyznania, orientacji i kilku innych osobistych rzeczy, prawda? Czy mogę więc oskarżyć tę prokuratorkę o złamanie Konstytucji i bezprawne grożenie mi utrudnianiem śledztwa, gdy odmawiałem odpowiedzi na te pytania? Wtedy odpowiedziałem tej cwaniarze, bo już nie chciało mi się słuchać jej wywodów na temat, co mi grozi w razie odmowy odpowiedzi i teraz tego żałuję, że jednak nie postawiłem na swoim... Heh, przynajmniej pierwsza odpowiedź brzmiała "a co to panią obchodzi?, co jednak mnie nie satysfakcjonuje.
Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
EDIT: Zapomniałem dodać, że to przesłuchanie odbywało się w obecności biegłej psycholog sądowej, z racji tego, że leżałem kilka razy w psychiatryku, ale to szczegół.
Prawie 4 lata temu miałem "pierwszy" konflikt z prawem (pierwszy zakończony sprawą i wyrokiem, wcześniej był już jeden lecz został umorzony), obecnie mam kolejny. Kilku tzw. "kolegów" zeznało na policji, że handlowałem marihuaną. Policja niczego u mnie nie znalazła, nie miała żadnych dowodów na potwierdzenie tych zarzutów. Mimo to doszło do sprawy i otrzymałem dozór kuratora, całe szczęście dla mnie byłem sądzony jako nieletni, choć w chwili procesu miałem już powyżej 18 lat (ach, to tempo pracy polskich sądów). Jak już napisałem, policja nie miała nic oprócz fałszywych zeznań kilku byłych już znajomych. Oczywiście dla policji i sądu fałsz był prawdą. Nigdy w życiu nie handlowałem żadnymi narkotykami, jedynie paliłem marihuanę i raz jadłem grzybki halo. Niestety to był mój największy życiowy błąd, bo nie dość, że nabawiłem się lęków, to jeszcze koledzy tak mnie załatwili. I teraz mam pytanie - czy po tylu latach mogę jeszcze jakoś odkręcić całą tę sprawę? Czy mógłbym podać tych dwóch kłamczuchów do sądu za pomówienie za które na dodatek zostałem niesłusznie skazany? A jeśli nie, to co musiałbym zrobić, żeby sąd wszystko odszczekał i wydał wyrok uniewinniający w tej sprawie? Bo nie chcę mieć na koncie wyroku za kłamstwa dwóch kolesi, którzy w ten sposób ratowali swoje tyłki i uniknęli wyroku wygadując na mój temat głupoty.
Druga sprawa. Jakiś kretyn wymyślił zboczony wierszyk o pewnej 14-latce, znanej w Polsce, która się zabiła po tym, jak jej koledzy udawali, że ją gwałcą na lekcji. Umieszczał go na różnych forach. Nie ja go napisałem i nie ja go rozsyłałem w sieci, przynajmniej nie pamiętam abym to robił i raczej pamięć mnie nie zawodzi. Mimo wszystko okazało się, że jedna kopia tego tekstu została napisana z mojego IP. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, to to, że ktoś mi się włamał na kompa i rozsyłał z niego te bzdury. Policja wpadła na chatę, zabrała nowy komputer i trzyma go do tej pory (a to było w maju tego roku) i teraz chcą mi (i mojemu ojcu oraz bratu) postawić zarzuty za, uwaga, rozpowszechnianie pornografii z udziałem nieletnich poniżej 15 roku życia. Na mózgi im padło? Czy sam tekst, bez żadnych rysunków i zdjęć może być pornograficzny? Jak długo policja może trzymać mój komputer, ponoć do końca sprawy, tak? I czy jest ryzyko, że ci cwaniacy już mi nie oddadzą komputera? Z całą pewnością stwierdzam, że nie miałem na dyskach żadnych nielegalnych treści, więc chyba muszą mi oddać kompa? Czy sąd może skazać kogoś z trzech osób, które korzystały z komputera za to przestępstwo? Bo teoretycznie każdy mógł to zrobić a przecież odpowiedzialność zbiorowa w Polsce nie istnieje, prawda?
I jeszcze jedna sprawa - otóż podczas przesłuchania w w.w. sprawie pani prokurator zadała mi kilka osobistych pytań, na które dla świętego spokoju odpowiedziałem. Otóż - czy mam dziewczynę? Jaka mam orientację seksualną? Czy lubię ostrą pornografię? Plus kilka osobistych pytań dotyczących mojego ojca i brata, na które odpowiedziałem "nie wiem". Czy musiałem na nie odpowiadać? Prokurator stwierdziła, że tak, bo świadek musi odpowiadać na wszystkie pytania, a w takim charakterze byłem przesłuchiwany (cholerne cwaniaczki, przesłuchują jako świadków a dopiero potem będą stawiać zarzuty już nie przesłuchując ponownie jako oskarżonych). W końcu w Konstytucji pisze, że nikt nie może mnie zmusić do ujawnienia poglądów, wyznania, orientacji i kilku innych osobistych rzeczy, prawda? Czy mogę więc oskarżyć tę prokuratorkę o złamanie Konstytucji i bezprawne grożenie mi utrudnianiem śledztwa, gdy odmawiałem odpowiedzi na te pytania? Wtedy odpowiedziałem tej cwaniarze, bo już nie chciało mi się słuchać jej wywodów na temat, co mi grozi w razie odmowy odpowiedzi i teraz tego żałuję, że jednak nie postawiłem na swoim... Heh, przynajmniej pierwsza odpowiedź brzmiała "a co to panią obchodzi?, co jednak mnie nie satysfakcjonuje.
Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
EDIT: Zapomniałem dodać, że to przesłuchanie odbywało się w obecności biegłej psycholog sądowej, z racji tego, że leżałem kilka razy w psychiatryku, ale to szczegół.
Ostatnia edycja: