J
Justfil
Dzień dobry!
Prosimy o pomoc!
Ostatnio podpisaliśmy umowę z klientem na wykonanie pewnego dzieła. Po
długich i uciążliwych walkach z ekipą remontową lokalu, w którym
mieliśmy postawić nasze dzieło, udało się wykończyć ową pracę.
Podczas pracy klient był bardzo zadowolony z naszych poczynań i
czystości pracy. Dobrze się pracowało, w dobrych warunkach, dobry
kontakt z klientem itd... Wszystko było na dobrej drodze do
finalizacji pracy...
"Odbiór" dzieła nastąpił kilka dni temu. Wszystko zostało wykonane tak
jak klient chciał. Podczas odbioru klient zaczął marudzić, że jest
ohydny produkt, że mu się nie podoba, itp. Zaczęliśmy prowadzić
dyskusję dlaczego tak a nie inaczej produkt działa. Klient zmieniał w
trakcie pracy warunki budowlane, tzn. chciał większy produkt, inaczej
osadzony, itp. Na to, na co się zgodziliśmy, to tak wykonaliśmy.
Zmiany przez klienta pociągnęły nas finansowo, gdyż musieliśmy
dopłacić do tej budowy aby było dobrze. Nie chcąc za to dopłaty ze
strony klienta aby być fair, ponieważ nie było żadnego punktu w umowie
jak duże ma to być dzieło. Była tylko umowa słowna o gabaryty głównego
produktu w dziele.
Przelew pieniędzy za wykończenie dzieła miał odbyć się następnego
dnia.
W godzinach porannych otrzymaliśmy telefon.
Z rozmowy wyniknęło kilka niejasności, a w zasadzie zmiana umowy
słownej.
Mianowicie klient naubliżał nam brakiem kompetencji (co było chyba
aktem desperacji) i oświadczył, że mu się nasze dzieło jednak nie
podoba, jest okropne i co gorsza, nie zapłaci nam ani złotówki.
Na każdej umowie, którą zawieramy mamy dopisek, że do momentu
uiszczenia 100% wartości produktu pozostaje on naszą własnością.
Klient wykrzyczał, że jedynie zapłaci nam 10% kwoty, którą miał nam
przelać, pod warunkiem zrzeknięcia się prawa własności produktu.
Problem wynika z tego tytułu, gdyż my wywiązaliśmy się z umowy
podpisanej przez nas i klienta. Wszystkie punktu zawarte w umowie są
wykonane PRAWIDŁOWO (w pewnych kwestiach nawet z przesadyzmem
perfekcyjnie). Absolutnie nie został zaniedbany żaden punkt z umowy,
aby móc się przyczepić. Po prostu klient stwierdził, że mu się
odwidziało i nie zapłaci.
W jaki sposób możemy odzyskać nasze pieniądze?
Wysłać fakturę pocztą?
Pójść do prawnika, aby wysłał stosowne pismo z pieczątką z kancelarii
prawnej? Wysłać takiego straszaka? później ponownie i oddać na dwa
lata sprawę do sądu?
Czy może po prostu zdemontować całe dzieło i zabrać wszystkie nasze
materiały? To jest raczej mało profesjonalne, źle potem może wpłynąć na naszą opinię... A tego nie chcemy. Ponadto klient powiedział, że jeśli zdemontujemy nasze dzieło, to mamy mu zwrócić zaliczkę. Na umowie było napisane słowo "zaliczka".
Czy klient ma prawo zażądać zwrotu zaliczki, jeśli to klient nie wywiązał się z umowy? (czyt. nie zapłacił za dzieło skończone)
Prosimy o porady..
Z poważaniem,
Filip.
Prosimy o pomoc!
Ostatnio podpisaliśmy umowę z klientem na wykonanie pewnego dzieła. Po
długich i uciążliwych walkach z ekipą remontową lokalu, w którym
mieliśmy postawić nasze dzieło, udało się wykończyć ową pracę.
Podczas pracy klient był bardzo zadowolony z naszych poczynań i
czystości pracy. Dobrze się pracowało, w dobrych warunkach, dobry
kontakt z klientem itd... Wszystko było na dobrej drodze do
finalizacji pracy...
"Odbiór" dzieła nastąpił kilka dni temu. Wszystko zostało wykonane tak
jak klient chciał. Podczas odbioru klient zaczął marudzić, że jest
ohydny produkt, że mu się nie podoba, itp. Zaczęliśmy prowadzić
dyskusję dlaczego tak a nie inaczej produkt działa. Klient zmieniał w
trakcie pracy warunki budowlane, tzn. chciał większy produkt, inaczej
osadzony, itp. Na to, na co się zgodziliśmy, to tak wykonaliśmy.
Zmiany przez klienta pociągnęły nas finansowo, gdyż musieliśmy
dopłacić do tej budowy aby było dobrze. Nie chcąc za to dopłaty ze
strony klienta aby być fair, ponieważ nie było żadnego punktu w umowie
jak duże ma to być dzieło. Była tylko umowa słowna o gabaryty głównego
produktu w dziele.
Przelew pieniędzy za wykończenie dzieła miał odbyć się następnego
dnia.
W godzinach porannych otrzymaliśmy telefon.
Z rozmowy wyniknęło kilka niejasności, a w zasadzie zmiana umowy
słownej.
Mianowicie klient naubliżał nam brakiem kompetencji (co było chyba
aktem desperacji) i oświadczył, że mu się nasze dzieło jednak nie
podoba, jest okropne i co gorsza, nie zapłaci nam ani złotówki.
Na każdej umowie, którą zawieramy mamy dopisek, że do momentu
uiszczenia 100% wartości produktu pozostaje on naszą własnością.
Klient wykrzyczał, że jedynie zapłaci nam 10% kwoty, którą miał nam
przelać, pod warunkiem zrzeknięcia się prawa własności produktu.
Problem wynika z tego tytułu, gdyż my wywiązaliśmy się z umowy
podpisanej przez nas i klienta. Wszystkie punktu zawarte w umowie są
wykonane PRAWIDŁOWO (w pewnych kwestiach nawet z przesadyzmem
perfekcyjnie). Absolutnie nie został zaniedbany żaden punkt z umowy,
aby móc się przyczepić. Po prostu klient stwierdził, że mu się
odwidziało i nie zapłaci.
W jaki sposób możemy odzyskać nasze pieniądze?
Wysłać fakturę pocztą?
Pójść do prawnika, aby wysłał stosowne pismo z pieczątką z kancelarii
prawnej? Wysłać takiego straszaka? później ponownie i oddać na dwa
lata sprawę do sądu?
Czy może po prostu zdemontować całe dzieło i zabrać wszystkie nasze
materiały? To jest raczej mało profesjonalne, źle potem może wpłynąć na naszą opinię... A tego nie chcemy. Ponadto klient powiedział, że jeśli zdemontujemy nasze dzieło, to mamy mu zwrócić zaliczkę. Na umowie było napisane słowo "zaliczka".
Czy klient ma prawo zażądać zwrotu zaliczki, jeśli to klient nie wywiązał się z umowy? (czyt. nie zapłacił za dzieło skończone)
Prosimy o porady..
Z poważaniem,
Filip.