Kolizja drogowa - regres

  • Autor wątku Autor wątku szwelx
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
S

szwelx

Nowy użytkownik
Dołączył
04.2023
Odpowiedzi
5
Dzień dobry,
rok temu doprowadziłem do kolizji podczas cofania - śmieciarka zastawiła drogę, zacząłem cofać na półsprzęgle, jedna kobieta mnie ominęła, za nią był kolejny kierowca, którego widziałem i w pewnym momencie zatrąbił. Patrząc na niego w lusterku wstecznym nie widziałem żadnych oznak że coś się stało, dlatego gdy mnie ominął dokończyłem cofanie i pojechałem dalej do pracy. Po kilku godzinach pod sklepem zauważyłem delikatne przerysowanie lakieru, które nie skojarzyłem z poranną sytuacją. Niedługo później patrol policji zapukał do drzwi i wyjaśnił, że dostali zgłoszenie o kolizji i ustalili że byłem jej sprawcą na podstawie udostępnionego monitoringu przez właściciela domu obok miejsca zdarzenia. Mandat przyjąłem i opłaciłem (1100 zł, brak pkt karnych). Policjant zrobił zdjęcie uszkodzenia twierdząc, że miejsce się zgadza i u poszkodowanego szkoda była zbliżona - przerysowanie wierzchniej warstwy lakieru na zderzaku i pęknięty klosz lampy (Mitsubishi ASX). Zarysowania do tej pory nie usunąłem na swoim samochodzie, bo szkoda mi było czasu na taką drobnostkę.

Parę dni temu dostałem wezwanie do zapłaty 7900 zł od firmy windykacyjnej w związku z tym zdarzeniem. Po kontakcie z infolinią UNIQA potwierdzili, że wystąpili z roszczeniem regresowym z powodu ucieczki z miejsca zdarzenia. W opisie zdarzenia na wezwaniu znajduje się wyrażenie "oddalił się z miejsca zdarzenia".

Napisałem do firmy windykacyjnej poleconym, że przyznaję że kolizja miała miejsce, ale nie zgadzam się na zapłatę takiej kwoty, gdyż nie zostałem zapoznany z materiałem dowodowym, a uważam ją za rażąco zawyżoną. Ponadto oświadczyłem, że oddaliłem się z miejsca zdarzenia nieświadomy dokonania kolizji, co jest zgodne z prawdą.

Na jakiej podstawie TU przekazała po tak długim czasie moją sprawę firmie windykacyjnej (Vindicat), dlaczego nie zostałem o niczym poinformowany, mimo że na wezwaniu widnieje informacja, że już 3 tygodnie po zdarzeniu TU stało się moim wierzycielem na podstawie art. 43 ustawy o ubezpieczeniach (regres)? Dlaczego nie udowodniono mi w żaden sposób, że faktycznie uciekłem z miejsca zdarzenia? Byłem na komisariacie policji, bo liczyłem na to, że mają zarchiwizowane zdjęcia wykonane tego dnia, ale stwierdzili, że raczej nie ma tego i jedyne co mogę zrobić, to wystąpić z wnioskiem o wydanie notatki policyjnej z opisem zdarzenia na podstawie dzienników służbowych (co już zrobiłem). Nie spodziewam się jednak, że będzie tam opis bardziej szczegółowy niż to, co widnieje na wezwaniu do zapłaty.

Rozumiem, że ceny aso mogą podbić wycenę, nie miałbym problemu z zapłaceniem za szkodę, gdybym dokonał jej będąc nietrzeźwym lub była ona proporcjonalna do wyrządzonej przeze mnie szkody. W takiej sytuacji to chyba zrozumiałe, że czuję się pokrzywdzony.

Co sądzicie o takiej sytuacji? Czy ta kwota wydaje się wam realna odnośnie powstałych szkód? Co mogę zrobić w dalszej kolejności i czy według was istnieje szansa, że regres zostanie oddalony? Jeżeli tak, to co powinienem zrobić w dalszych krokach i czy sprawa skończy się w sądzie?
 
Powrót
Góra