L
lopek22
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2015
- Odpowiedzi
- 3
Witam,
pomóżcie proszę z odpowiedzią na sytuację kolizji na parkingu podziemnym w galerii handlowej. Mianowicie dziewczyna wyjeżdżała z parkingu i w pewnym momencie z prawej strony tyłem z miejsca parkingowego wyjeżdżać zaczął inny samochód i nie zauważył przejeżdżającej mojej dziewczyny i uderzył w nią w prawy bok przy kole. Na miejscu moja dziewczyna nie zrobiła w sumie nic co powinna, tzn. nie było ani policji ani zdjęć uszkodzeń, a oświadczenie zostało spisane tylko odręcznie i ten facet, który był sprawcą napisał tylko na kartce papieru, że przyznaje się do winy, uszkodzenia auta, data i podpis. I tyle. Moja dziewczyna, licząc na to, że trafiła na normalnego odpowiedzialnego faceta, zadzwoniła do niego (miała numer - prawdziwy na szczęście, ale żadnych danych nie, ani numeru rejestracyjnego, ani danych z dowodu osobistego) i próbowała się umówić na spotkanie i napisanie pełnego oświadczenia. Facet ją i mnie potem zbywał i zbywał i w końcu się nie umówił. Ale ubezpieczyciel przyjął to oświadczenie ku zdziwieniu nas i jego też, gdyż w końcu napisaliśmy mu że nie musimy się spotykać bo ubezpieczyciel przyjął ten świstek. Wtedy to facet zaczął wydzwaniać, ale nie odbieraliśmy. W tym czasie samochód dziewczyny poszedł do wyceny uszkodzeń i do warsztatu - koszt około 3 tysięcy jeżeli dobrze pamiętam + na ten czas dostaliśmy samochód zastępczy z wypożyczalni - dosyć dobry, który normalnie kosztuje za wypożyczenie około 180 zł na dobę, a mieliśmy go 7 dni. Wszystko fajnie, bo ten facet miał ze swojego OC pokryć te koszty, ale nagle zadzwonił do ubezpieczyciela po otrzymaniu informacji o realizacji szkody czy czegoś takiego i poinformował że wycofuje to oświadczenie i nie jest winny i w ogóle wszystko wyglądało inaczej niż moja dziewczyna przedstawiła. Wypożyczalnia domaga się pieniędzy za samochód i warsztat również od mojej dziewczyny. Poszliśmy na policję złożyć zawiadomienie o tej sytuacji i powiedzieli że się tym zajmą, chcieli zrobić oględziny ale to już kilka miesięcy po zdarzeniu, więc nici z tego. Galeria handlowa na 99% nie ma już taśm, bo raczej ich tyle nie przetrzymują, ale zawsze możemy się dowiedzieć + nie wiadomo czy w ogóle tam kamera to łapała. Moja dziewczyna była tam z koleżanką więc ma jednego świadka naocznego i nic więcej poza tym oświadczeniem.
Bardzo proszę o wskazówki, co możemy zrobić, żeby ten fr.... odpowiedział za zdarzenie.
pomóżcie proszę z odpowiedzią na sytuację kolizji na parkingu podziemnym w galerii handlowej. Mianowicie dziewczyna wyjeżdżała z parkingu i w pewnym momencie z prawej strony tyłem z miejsca parkingowego wyjeżdżać zaczął inny samochód i nie zauważył przejeżdżającej mojej dziewczyny i uderzył w nią w prawy bok przy kole. Na miejscu moja dziewczyna nie zrobiła w sumie nic co powinna, tzn. nie było ani policji ani zdjęć uszkodzeń, a oświadczenie zostało spisane tylko odręcznie i ten facet, który był sprawcą napisał tylko na kartce papieru, że przyznaje się do winy, uszkodzenia auta, data i podpis. I tyle. Moja dziewczyna, licząc na to, że trafiła na normalnego odpowiedzialnego faceta, zadzwoniła do niego (miała numer - prawdziwy na szczęście, ale żadnych danych nie, ani numeru rejestracyjnego, ani danych z dowodu osobistego) i próbowała się umówić na spotkanie i napisanie pełnego oświadczenia. Facet ją i mnie potem zbywał i zbywał i w końcu się nie umówił. Ale ubezpieczyciel przyjął to oświadczenie ku zdziwieniu nas i jego też, gdyż w końcu napisaliśmy mu że nie musimy się spotykać bo ubezpieczyciel przyjął ten świstek. Wtedy to facet zaczął wydzwaniać, ale nie odbieraliśmy. W tym czasie samochód dziewczyny poszedł do wyceny uszkodzeń i do warsztatu - koszt około 3 tysięcy jeżeli dobrze pamiętam + na ten czas dostaliśmy samochód zastępczy z wypożyczalni - dosyć dobry, który normalnie kosztuje za wypożyczenie około 180 zł na dobę, a mieliśmy go 7 dni. Wszystko fajnie, bo ten facet miał ze swojego OC pokryć te koszty, ale nagle zadzwonił do ubezpieczyciela po otrzymaniu informacji o realizacji szkody czy czegoś takiego i poinformował że wycofuje to oświadczenie i nie jest winny i w ogóle wszystko wyglądało inaczej niż moja dziewczyna przedstawiła. Wypożyczalnia domaga się pieniędzy za samochód i warsztat również od mojej dziewczyny. Poszliśmy na policję złożyć zawiadomienie o tej sytuacji i powiedzieli że się tym zajmą, chcieli zrobić oględziny ale to już kilka miesięcy po zdarzeniu, więc nici z tego. Galeria handlowa na 99% nie ma już taśm, bo raczej ich tyle nie przetrzymują, ale zawsze możemy się dowiedzieć + nie wiadomo czy w ogóle tam kamera to łapała. Moja dziewczyna była tam z koleżanką więc ma jednego świadka naocznego i nic więcej poza tym oświadczeniem.
Bardzo proszę o wskazówki, co możemy zrobić, żeby ten fr.... odpowiedział za zdarzenie.