Kolizja z sarną i co na to OC?

  • Autor wątku Autor wątku weles1
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
W

weles1

Nowy użytkownik
Dołączył
04.2010
Odpowiedzi
9
25-04-2010...

Kolizja z sarną. Warunki:
Droga publiczna, teren zabudowany, na wym. odcinku drogi brak oznakowania dot. ew. kontaktu ze zwierzyną dziką i jakąkolwiek. Krótko nieoznakowana. Pomimo tego stadko saren w l. szt 4 wyłoniło się z nikąd i przegalopowało w poprzek drogi, a jedna z nich wpadła na bok mojego auta.

Wezwana została policja, służby weterynaryjne itp. (sarna nie przeżyła). Oczywiście sporządzona notatka przez policję, rutynowe oględziny auta, badanie stanu trzeźwości (mojej), opis uszkodzeń i stwierdzony brak uchybień z mojej strony. Oczywiście szkoda materialna wynikła z powyższego zdarzenia jest znacząca.


Zwierzę, pomimo iż dzikie było uczestnikiem kolizji drogowej. Ponadto raczej nie jest bezpańskie (własność prawna kogoś, bo jednak za kłusownictwo bulimy). To samo zwierzę np. jeśli wyżre rolnikowi kawałek plonów, skutkuje to odszkodowaniem dla rolnika. Itp,itp... Jak się to ma w przypadku kolizji drogowej? AC nie posiadam...

Przyznam, iż mam dylemat, choć logika mi podpowiada, że OC winno obejmować i powyższe zdarzenie. "Sprawca" kolizji zidentyfikowany, wypadek opisany przez odpowiednie organa... Fakt, że sarna nie ma OC komunikacyjnego nie zwalnia chyba właściciela sarny (nie wiem kto on imiennie...) z odpowiedzialności cywilnej za szkody jednak komunikacyjne z uczestnictwem zwierząt.

Mam więc pytanie. Jak to się ma do ubezpieczenia OC? Jakimi przepisami mam się ew. "podpierać" zgłaszając szkodę ubezpieczycielowi?
Proszę mi poradzić jak mam dochodzić (i u kogo(?)-sądzę jednak że u ubezpieczyciela od szkód komunikacyjnych) zadośćuczynienia? Będę wdzięczny za pomoc w rozwikłaniu tego rebusu.

Pozdrawiam
 
Z tego co wiem, to nic z tego nie będzie. O ile nie było polowania i nagonki to raczej zapomnij o odszkodowaniu. Jeśli jest jakies rozwiąznie tej sytuacji to chętnie się z nim zapoznam, bo raz na jakis czas zdarza się taki przypadek.
 
Jestem po pierwszych "krokach"... tzn.

1. Ustaliłem do jakiego Nadleśnictwa należy obszar mnie interesujący.
a./ rozmawiałem już w temacie z Nadleśnictwem i odesłano mnie do koła łowieckiego danego obszaru jako użytkownika (dzierżawcy) terenów łownych.

2. Ustaliłem Koło łowieckie i przedyskutowaliśmy problem. Oczywiście koło nie ubezpiecza się na podobne wypadki. Czyli jestem w tym samym miejscu. Zdobyłem jedynie info. i pewność, że właścicielem zwierząt jest skarb państwa.

3. Ustaliłem wstępnie potrzebne kroki do załatwienia sprawy oczami ubezpieczyciela. Wtedy ubezpieczyciel włączy się z pomocą...

4. Ustaliłem koszt naprawy ( mechanikiem) rzeczonych szkód. Jest to ok 1 tys. zł...

5. Rozmawiałem z Komendą obsługującą teren i poruszyłem też tę kwestię. I z grubsza ustalenia są takie jak wymieniłeś, oraz to że w wypadku Twojej (mojej) winy jest kara i konsekwencje. A w wypadku braku winy "przypadek losowy" i cierpi kieszeń użytkownika.

Jakoś mi to nie przemawia do przekonania zważywszy tzw. równość wobec prawa. AC jest ubezpieczeniem dobrowolnym obejmującym głównie "samookaleczenia" pojazdu z winy użytkownika. Dotyczy także okaleczeń z powodów "niezidentyfikowanych"

Za moimi racjami przemawia tu: teren zabudowany i dodatkowo brak znaków ostrzegawczych. Poza tym po (jeszcze) dzisiejszej rozmowie z członkiem zarządu k. łowieckiego (tu obsługującym to zdarzenie wczoraj weterynarzem) skądinąd sympatycznym dowiedziałem się o 4-tnej jego interwencji w terenie po wym. fakcie mojej kolizji, w tym 3x do zwierzyny dzikiej. Oczywiście też była rozmowa w temacie -przepisy no i końcowa konkluzja, co do właścicielstwa zwierząt. Tu aż się prosi jednak o działania władz lokalnych w celu "skanalizowania" dróg przemieszczania się zwierząt dzikich i o oznakowanie. Okolice są naprawdę malownicze, zadbane i te kilka metrów siatki, jakieś oznakowane "drogi migracji" przez pola ( bo w pobliżu spore połacie lasów) nie stanowiłoby tu problemu.

Jeśli stan mojego wk... utrzyma się jeszcze, to pewnie założę pozew cywilny na skarb państwa. Jakoś korci mnie... Póki co, to sprawa się ma jak piszesz. Wk... mnie taka dyskryminacja i tyle. Można oczywiści obwarować to zjawisko koniecznymi już i przekonywującymi dowodami - u mnie zgłoszenie, wizja lokalna i badanie stanu trzeźwości. Mało, jeszcze miałem świadków zdarzenia z pobliskich zabudowań. Brakowało tylko przyznania się do winy sarny... hehehe. To chore i dyskryminujące użytkowników układy. Dodatkowo impuls dla lokalnych władz terenów na nic-nierobienie w temacie i narażanie na koszty bogu ducha winnych kierowców. O niebezpieczeństwach typu "odruch" nie wspomnę.

Jeśli będzie jakieś cdn... postaram się napisać, bo temat (co zauważam) jest dość istotny, o czym przekonuję się dłubiąc przy nim.

Pozdrawiam
 
Ostatnia edycja:
Mało pocieszające...

cyt...
______________________________________________________________
Warto, by przy sporządzaniu notatki policja określiła dokładnie odcinek drogi, na którym doszło do zdarzenia.
Odszkodowania można dochodzić w następujący sposób:

1. występując o odszkodowanie do podmiotów odpowiedzialnych za gospodarkę łowiecką na danym terenie, tj. do dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego, bądź właściwego przedstawiciela Skarbu Państwa, jeśli do wypadku doszło z powodu zaniedbań we właściwym oznakowaniu odcinka drogi, poprzez który migrowały zwierzęta łowne;

2. od zarządcy drogi w przypadku, gdy odcinek drogi, na którym doszło do zdarzenia z udziałem zwierząt dziko żyjących nie był oznakowany znakiem ostrzegawczym A18b –„Uwaga! Dzikie zwierzęta”;

3. występując o odszkodowanie do podmiotów odpowiedzialnych za gospodarkę łowiecką na danym terenie, tj. do dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego bądź właściwego przedstawiciela Skarbu Państwa – jeśli do zdarzenia doszło przy wykonywaniu polowania, np. na skutek płoszenia zwierzyny przez nagonkę.

W przypadku, gdy droga była prawidłowo oznakowana, w praktyce nie ma szans na uzyskanie odszkodowania i pozostaje nam zgłoszenie roszczenia odszkodowawczego do zakładu ubezpieczeń, z którym mamy zawartą umowę dobrowolnego ubezpieczenia autocasco. Brak AC w takim wypadku powoduje, iż szkodę będziemy musieli zlikwidować na własną rękę, co niestety zwykle jest bardzo kosztowne.

Likwidacja szkód powstałych w wyniku wtargnięcia dziko żyjących zwierząt pod nadjeżdżające auto przebiega niestety bardzo opieszale. Jest to spowodowane głównie tym, iż tak naprawdę w prawie łowieckim nie ma przepisu, na podstawie którego można dochodzić odszkodowania za szkodę powstałą w wyniku zderzenia ze zwierzyną leśną.

Z kolei w przypadku zgłaszania roszczeń wobec zarządcy drogi warto powołać się na rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 23 września 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków zarządzania ruchem na drogach oraz wykonywania nadzoru nad tym zarządzaniem, z którego wynikają obowiązki zarządców dróg: „Organ zarządzający ruchem w szczególności: (…) współpracuje w zakresie organizacji ruchu i jego bezpieczeństwa z innymi organami zarządzającymi ruchem, zarządami dróg i kolei, policją oraz innymi jednostkami.

Ponadto organ sprawujący nadzór nad zarządzaniem ruchem dokonuje oceny organizacji ruchu w zakresie:
a) zgodności z obowiązującymi przepisami,
b) bezpieczeństwa ruchu drogowego”.

Zatem do obowiązków ciążących na zarządcy drogi będzie również dbałość o bezpieczeństwo ruchu drogowego, w tym jego uczestników. Działania w zakresie zarządzania ruchem realizowane są m.in. przez nadzór i analizę istniejącej organizacji ruchu w zakresie bezpieczeństwa ruchu i jego efektywności. Stąd też zarządca drogi winien w ramach nadzoru analizować i uaktualniać dane dotyczące natężenia ruchu na danej drodze, zasięgać opinii dotyczących m.in. wypadków drogowych po to, by wykonując zobowiązanie na nim ciążące, prawidłowo reagować na pojawiające się na przedmiotowej drodze zagrożenia wynikające w tym konkretnym przypadku z migracji zwierzyny leśnej. W przypadku, gdy odcinek drogi, na którym doszło do zdarzenia nie był prawidłowo oznakowany, świadczy to o zaniechaniu zarządcy, a zatem dochodzenie odszkodowania w takim wypadku powinno zakończyć się sukcesem.

A jak wygląda praktyka?
W naszej Kancelarii wielokrotnie spotykamy się z tego rodzaju sprawami. Często okoliczności zdarzeń z udziałem zwierzyny leśnej są bardzo tragiczne. Nagłe wtargnięcie dzika, którego waga u dorosłych osobników może wynosić nawet 320 kg (samce) i 140 kg (samice) przy prędkości pojazdu rzędu 70 km/h skutkować może doznaniem bardzo poważnych obrażeń ciała, a nawet śmiercią uczestników wypadku.

Wśród wielu spraw będących obecnie w toku, na uwagę zasługuje przypadek, w którym doszło do zderzenia samochodu z dzikiem. Odcinek drogi przecinającej niejako tereny leśne, na którym doszło do przedmiotowego zdarzenia, w dacie wypadku nie był oznakowany znakiem A18b – „Uwaga! Dzikie zwierzęta”. Zarządca tej drogi postawił znak dopiero kilka miesięcy po wypadku.

Ubezpieczyciel zarządcy drogi oddalił roszczenia odszkodowawcze, uzasadniając to następująco:
„… A mianowicie czy gdyby znak był ustawiony, a na drodze znalazł się dzik w okolicznościach identycznych do opisanych w niniejszym przypadku, to do zdarzenia by nie doszło. Kierujący pojazdem nie mógł uniknąć zderzenia ze zwierzyną, ponieważ wtargnęła nagle na drogę. Tym samym do tego samego zdarzenia mogłoby dojść nawet wówczas, gdyby znak ostrzegawczy A18b był ustawiony na przedmiotowym odcinku drogi. Normalnym następstwem nieustawienia znaku ostrzegawczego A18b nie jest przecież wbiegnięcie dzika na jezdnię i kolizja pojazdu ze zwierzęciem, ponieważ takie zdarzenie jest normalnym następstwem zamieszkiwania w przydrożnych lasach przez dzikie zwierzęta”.

Powyższe uzasadnienie pokazuje metodykę stosowaną przez zakłady ubezpieczeń w tego typu sprawach, sprowadzającą się do tego, że obojętnie, czy znak ostrzegający o możliwości wystąpienia dziko żyjących zwierząt jest, czy też go nie ma, ubezpieczyciel nie przyjmuje odpowiedzialności za takie zdarzenie z udziałem zwierząt leśnych na nieoznakowanej drodze.
Ze względu na to, iż tego typu wypadków przybywa, a zakłady ubezpieczeń odmawiają przyjęcia odpowiedzialności w ramach polisy OC zarządcy drogi, podając podobne wyjaśnienia, jak cytowane powyżej, wystąpiliśmy do Rzecznika Praw Ubezpieczonych, pani Haliny Olędzkiej, z prośbą o podjęcie interwencji w tej sprawie.

Do dnia publikacji artykułu nie otrzymaliśmy ostatecznego stanowiska ubezpieczyciela.

Mamy nadzieję, iż powyższe informacje pozwolą Państwu uzmysłowić sobie, jak trudno dochodzić swoich praw w sytuacji, gdy do zdarzenia na drodze doszło z udziałem zwierzyny leśnej. Stąd też zdecydowanie zalecamy ostrożność, szczególnie wtedy, gdy poruszamy się po drogach, które przecinają tereny leśne. W takich przypadkach warto zwolnić i zachować czujność. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie uchronić siebie i naszych pasażerów przed wypadkiem i jego dotkliwymi konsekwencjami.

(...)

Tekst pochodzi z magazynu "Auto Firmowe"

_______________________________________________________
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Panie mec. Król czy powyższy post nie jest bezpłatną reklamą? Co na to administrator tego forum i Okręgowe Izby Adwokatów i Radców Prawnych?
 
Sorki.... ;);)

Nie jestem mec. Król...

Po prostu wkleiłem żywcem tekst z innego forum(lub blogu), bo szperam w temacie. Proszę moderatora o usunięcie danych mogących być zarzewiem podejrzeń... o coś.

Oczywiście za to przepraszam i postaram się cytując artykuły (czy inne teksty) nie naruszać zasad. Temat jednak wydaje się być dość istotny...

Pozdrawiam:beer:
 
Czytając artykuł widać było, że jest to dosłowny cytat, ale na wskazaną wyżej prośbę dane usunąłem.
 
Ostatnia edycja:
Dzięki magnatex :)

W sumie czasem "z rozpędu" niechcący wklei się jakaś...krypto-reklama. Zadziwia mnie jeszcze jedno zjawisko. A mianowicie potoczna wiedza w temacie. Oczywiście zajechałem do mechanika i ciąłem koszty. Przy okazji oczywiście była rozmowa nt. mojej kolizji. Było tam kilku panów zapewne wieloletnich kierowców, których "naiwność" i wiara w prawo była podobna mojej z przed kolizji.

Nurtuje mnie np. jeszcze jedna sprawa. Założę sprawę, poniosę koszty ("wpisowe" przy złożeniu pozwu). Czy strona przegrana (zakładam wygram) pokryje koszty procesu, jakiś ekspertyz? Czy odzyskam "wpisowe" itp? Jak od tej strony to wygląda?

Pozdrawiam
 
Ostatnia edycja:
Tak, jeżeli sprawę wygrasz, zostaną zasądzone również koszty. Jeżeli przegrasz, Tobie przepadają koszty wpisu i musisz zapłacić koszty stronie przeciwnej.
 
miałem kolizję z sarną i dziwię się, że do dnia dzisiejszego nie ma regulacji prawnych w tym zakresie i muszę przecierać szlaki. Nie jest oczywistą sytuacja, gdy mam kolizję w terenie leśnym na drodze wojewódzkiej nie posiadającej znaku "uwaga zwierzęta" A - 18b. Ubezpieczyciel zarządcy dróg stwierdził, że było to "zdarzenie losowe" !!!?? Otóż moim zdaniem nie jest to odosobniona, jednostkowa, wyjątkowa sytuacja. Każdy teoretycznie odpowiedzialny ( a szukałem wszędzie ) zarządca dróg-jego ubezpieczyciel, lasy państwowe, koło łowieckie zachowuje się, jakby spotkał się z taką sytuacją poraz pierwszym i potrąciłbym jedynego na świecie jednorożca, albo dinosaura ! Moim zdaniem są to kpiny ! Wkurzam się tylko i załamuję ręce !
Była policja na miejscu zdarzenia i była sarna ( martwa ), wszelkich formalności dopełniłem i co ? i nic !!! Beprawie w tym zakresie, ogromna dziura powstała i nikt się nie kwapi, żeby ją zalepić. Rządzących stać na ubezpieczenie AC i nie ma szans, żeby ktoś z nich miał kolizję i wkurzył się na tyle, żeby zareagować.... najgorsza w tym wszystkim jest niemoc i totalna "zlewka" ze strony pracowników w/w instytucji
 
Mam podobne odczucia... Po oszacowaniu strat związanych z wydarzeniem, po "przewertowaniu" wielu stron w necie, po konsultacjach z innymi dochodzę do tych samych wniosków.
Dałem sobie spokój z dochodzeniem swoich "praw", bo udało mi się wynegocjować przy okazji naprawy b. korzystną cenę na kilka innych usterek, które "utopiły" koszty w/w zdarzenia. Zresztą suma szkód była dość niska (Błotnik UNO, lakier, kierunkowskaz, porysowany zderzak) wyceniony na ok 1200-1500zł u pobliskiego lakiernika. Wydałem 1100zł na dużo szerszy zakres prac u innego (konkurencja) i to ukoiło mocno moją frustrację.

Jednak problem istnieje. Gdy się ma bardziej wypasione auto, a nie jest się milionerem to można się zawziąć. Potrzeba pewnie determinacji, chęci i spokojnego drążenia tematu. Nie ma co liczyć na opłacalność tej drogi, ale jak kto chce być pionierem?

Niby sprawa prosta. Zawini pies(lub inne zwierzę) - nietrudno uzyskać odszkodowanie od właściciela. W przypadku zwierząt dzikich też jest właściciel (skarb państwa). Każe się nam szukać odpowiedzialnego, co jest dość proste. Jeśli jest ubezpieczony, a jego ubezpieczyciel odmawia to jest tylko podstawa do wytoczenia sprawy samemu odpowiedzialnemu (zarząd dróg, urząd gminy itp- różnie). Bo w sumie zakres ubezpieczenia odpowiedzialnego to jego brocha, a nie poszkodowanego. Można więc wytoczyć sprawę z powództwa cywilnego. A droga sądowa jest dość długa... Przy dużych stratach można się o to pokusić. Właściciel zabuli i niech on się droczy z ubezpieczycielem o zwrot.

Znając jednak karkołomność tego pomysłu większość rezygnuje. Teoretycznie prawo jest OK, ale praktyka odstrasza.

Pozdrawiam
 
Coraz więcej osób z tym samym problemem a niestety ustawy jak od lat nie było tak nie ma. W praktyce trzeba przeczytać tony makulatury, żeby dowiedzieć się - że nic nam się nie należy bo przecież jesteśmy pechowcami losu.

Skoro sarna jest własnością skarbu państwa to skarb państwa powinien ubezpieczyć się od tego typu zdarzeń i tak jak jest ubezpieczenie OC dróg tak powinno być ubezpieczenie od tego typu zdarzeń które nie są rzadkie. Niestety żyjemy w takim kraju jakim żyjemy a władze wolą zajmować się pedałami żeby mogli się razem ... niż codziennymi problemami obywateli.

Jedyny sposób na odzyskanie odszkodowania to fakt, że występowała tam migracja zwierząt - wyślij takie pisemko do nadleśnictwa i powołaj się na ustawę o dostępie do informacji publicznych - napisz powód dlaczego chcesz ten wykaz. Jeżeli przyjdzie Ci potwierdzenie, że na dzień kolizji występowała tam migracja to sprawę masz wygraną - bo zarządca drogi ma obowiązek ustawiać znaki tam gdzie występują migracje.
 
zgadzam się z tym, ale co zrobić kiedy w wyniku kolizji z sarną ktoś spowoduje szkodę innego pojazdu? Jestem w takiej sytuacji i nie miałam kolizji z sarną, pani po potrąceniu sarny wjechała na mój pas, policja uznała, że pani ta zachowała się 'prawidłowo" zjeżdzając na mój pas i powodując moje szkody... TU też się będzie na pewno 'migać' od odpowiedzialności widząc taką notatkę policyjną..
 
Skoro zjechała na twój pas to jest to jej wina. Pokrycie kosztów naprawy powinno być z jej OC - tutaj sprawa powinna być prosta.
Policja ukarała kogoś mandatem? Opisz mi dokładnie sytuację ze szczegółami.
 
sprawę opisałam tu:
http://forumprawne.org/ubezpieczeni.../402585-kolizja-z-samochodem-winna-sarna.html

policja nie ukarała nikogo mandatem, bo stwierdzili, że kierująca drugim pojazdem zachowała się właściwie i uznali ogólnie winę sarny. Wiem, że to nie jest wina tej pani, że jej sarna wyskoczyła, ale też nie moja wina że akurat wtedy znalazłam się w tym miejscu i w tym czasie... Przecież na ogół nikt nikomu specjalnie nie wyrządza szkody- wiadomo, często jest to nadmierna prędkość, alkohol bądź inne wykroczenie- ale są nie takie sytuacje losowe, od których chyba powinno chronić OC- ja tak myślę, ale znawcą w tej dziedzinie nie jestem.

Czekam więc na odpowiedź od TU- jestem prawie pewna że to będzie odmowa.
 
wypadek przez sarne nie moim samochodem

BARDZO PROSZE O POMOC
siostra mojego męża ma firme miedzynarodowy przewóz osób polska holandia, posiadaja dwa busy jeden zarejestrowany na firme drugi NIEzarejestrowany na firme tylko specjalnie na brata jej partnera ale równiez tym autem przewoza ludzi na "czarno", siostra meza poprosiła go o przysługę zeby zebrał jej tym NIEzarejestrowanym busem ludzi, jadac po osoby miał wypadek sarny wyszły mu na droge, chcac uniknac kolizji odbił kierownica wpadł w poslizg i dachował, na miejsce przyjechała policja, moj maz jechał przepisowo był trzezwy. jego siostra domaga sie teraz zwrotu kosztów naprawy za auto w wysokosci 15tysiecy zł maz nie pracuje nie stac nas na to , nie mamy nawet własnego auta Ona teraz grozi ze pojdzie do sadu czy moj maz ma obowiezek zapłacic za szkody? to nie jego wina i nie brał auta na własny uzytek tylko został poproszony o to, dodam ze auto nie miało AC i jak sie pozniej okazalo stan techniczny opon był taki ze nie nadawały sie do jazdy bardzo prosze o pomoc czy jak sprawa pojdzie do sądu moj maz bedzie musiał zaplacic z szkode??
pozdrawiam malwina
 
Witam też miałem kolizje z sarną ale sarna uciekła a samochód dachował była policja sporządziła notatkę zadzwoniła do mojego ubezpieczyciela ico?padło tylko pytanie o AC i całkowita zlewka Pan z ubezpieczenia powiedział w beszczelny sposób jak nie mam AC to niech mu głowy nie zawracam trzeba było wykupić i się rozłączył samochód na lawecie pojechał na złom a sam musiałem jeszcze zapłacić za lawetę okrągłą sumkę.Próbowałem coś z tym zrobić ale wszędzie byłem traktowany jak intrus a walka z państwem to jak z wiatrakami .
 
Dzień dobry,
Miałem zderzenie z dzikiem na odcinku drogi wojewódzkiej, jej zarządcą jest WZDW. Dodam, że nie mam polisy AC a na tym odcinku nie było znaku typu A-18b. Policja została wezwana na miejsce zdarzenia, dowód rejestracyjny został zabrany, ponieważ uszkodzenie jest duże, może przekroczyć wartość auta które nie jest zdolne do jazdy. Zwróciłem się z prośbą o udostępnienie notatki policyjnej oraz wysłałem pismo do Komendy czy w poprzednich latach były jakieś kolizję w udziałem dzikich zwierząt na tym odcinku - czekam na odpowiedź. Sprawdziłem czy w momencie wypadku miało miejsce polowanie - niestety nie. Poprosiłem zarządce drogi o numer polisy, sprawę zgłosiłem do ubezpieczalni WZDW. Dziś był rzeczoznawca, wnioski zostały przyjęte do rozpatrzenia. Zwróciłem się do nadleśnictwa z prośba o informację czy droga znajduję się na odcinku szlaków dzikich zwierząt oraz czy zarządca był o tym poinformowany - w załączniku pismo jakie otrzymałem. Nie wiem jak je interpretować, czy jest ono na moją korzyść w sprawie? Czy dołączać je do wniosku o odszkodowanie do ubezpieczalni? Proszę o porady.
Czy są jeszcze jakieś kroki, które pomogą mi pomóc w otrzymaniu odszkodowanie z polisy zarządcy, czy powinienem po prostu złożyć wniosek i czekać, a po ewentualnie odmowie odpuścić i naprawić szkodę z własnej kieszeni?
 

Załączniki

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą przeglądać załączniki.
Powrót
Góra