W
wladcadusz
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2011
- Odpowiedzi
- 4
Witam.
Sprzedawałem samochód terenowy KIA SPORTAGE. Kupujący na prawde specyficzny. Taki typowy dziwak. Stał i patrzył, musiałem mu zaproponować żeby sobie zaczął oglądać samochód. Wyglądało to tak, że obszedł w koło i już. Jeździć nawet nie chciał, tylko mnie poprosił zebym go przewiózł...
Samochód kupił i niby ok. Po około miesiącu czasu przychodzi pismo: Pan chcę zwrócić samochód. Coś mu się w zawieszeniu urwało parę dni po kupnie i że spód jest pognity. Facet nawet nie raczył zadzwonić że coś jest nie tak (telefon jest na fakturze).
Ja odpisałem, że nie ma opcji, minęło już dużo czasu, samochód był za dużo niższą cenę niż rynkowa (5000zł), za igłe trzeba dać 2 razy tyle.
Tłumaczyłem się tym że autko ma 17 lat, ma prawo mieć korozję od spodu, nic nie ukrywałem- wystarczyło się schylić. W dodatku jak to samochód terenowy- jeździ się po bagnach błotach, kamieniach- jest podatny na korozję i awarię zawieszenia- normalka.
Po jakimś czasie przyszło pismo już od kancelarii prawniczej. Gość żąda zwrotu samochodu+koszt lawety 600zł i jeszcze ja mam jechać odebrać samochód. W dodatku jest orzeczenie sądowo/lekarskie (lewe lub nie) że facet jakiś niepoczytalny jest czy coś i umowa jest nie ważna! Szczerze mówiąc nie chce mi się włóczyć po sądach, więc zgodziłem się na zwrot, ale jak samochód dowiezie do mnie i ja nie mam zamiaru pokrywać kosztów lawety.
Facet na to nie przystał i mam wezwanie do sądu.
Jeśli się nie dogadam to główny problem jest taki- firma jest na tate, on był wtedy nieobecny przy sprzedaży, faktura była tylko przez niego podpisana. Czy ja jako syn mogłem sprzedać samochód pod jego nieobecność i czy ja mógłbym reprezentować go w sądzie?
Pytanie nr 2- jak z moimi szansami na wygranie sprawy
Sprzedawałem samochód terenowy KIA SPORTAGE. Kupujący na prawde specyficzny. Taki typowy dziwak. Stał i patrzył, musiałem mu zaproponować żeby sobie zaczął oglądać samochód. Wyglądało to tak, że obszedł w koło i już. Jeździć nawet nie chciał, tylko mnie poprosił zebym go przewiózł...
Samochód kupił i niby ok. Po około miesiącu czasu przychodzi pismo: Pan chcę zwrócić samochód. Coś mu się w zawieszeniu urwało parę dni po kupnie i że spód jest pognity. Facet nawet nie raczył zadzwonić że coś jest nie tak (telefon jest na fakturze).
Ja odpisałem, że nie ma opcji, minęło już dużo czasu, samochód był za dużo niższą cenę niż rynkowa (5000zł), za igłe trzeba dać 2 razy tyle.
Tłumaczyłem się tym że autko ma 17 lat, ma prawo mieć korozję od spodu, nic nie ukrywałem- wystarczyło się schylić. W dodatku jak to samochód terenowy- jeździ się po bagnach błotach, kamieniach- jest podatny na korozję i awarię zawieszenia- normalka.
Po jakimś czasie przyszło pismo już od kancelarii prawniczej. Gość żąda zwrotu samochodu+koszt lawety 600zł i jeszcze ja mam jechać odebrać samochód. W dodatku jest orzeczenie sądowo/lekarskie (lewe lub nie) że facet jakiś niepoczytalny jest czy coś i umowa jest nie ważna! Szczerze mówiąc nie chce mi się włóczyć po sądach, więc zgodziłem się na zwrot, ale jak samochód dowiezie do mnie i ja nie mam zamiaru pokrywać kosztów lawety.
Facet na to nie przystał i mam wezwanie do sądu.
Jeśli się nie dogadam to główny problem jest taki- firma jest na tate, on był wtedy nieobecny przy sprzedaży, faktura była tylko przez niego podpisana. Czy ja jako syn mogłem sprzedać samochód pod jego nieobecność i czy ja mógłbym reprezentować go w sądzie?
Pytanie nr 2- jak z moimi szansami na wygranie sprawy