Koszty poborcy - pytanie

  • Autor wątku Autor wątku MS_PL
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

MS_PL

Użytkownik
Dołączył
03.2010
Odpowiedzi
35
Pytanie moje dotyczy następującej sytuacji:
miałem zaległość w zapłacie należnych podatków do urzędu miasta (grunt, budynki). Wynikły one z nieporozumienia i kwota była niewielka, lecz to nieistotne. Sprawa po kilku miesiącach zaocznie trafiła do poborcy skarbowego, czyli odpowiednika komornika. Po jakimś czasie otrzymałem tytuł wykonawczy i kopię pisma do odpowiedniej komórki organizacyjnej banku, w którym posiadam konto osobiste, żądające nałożenie blokady na to konto i przekazanie należnej kwoty (w wysokości stu paru złotych...) na rachunek US. Bank odmówił nałożenia blokady, zapewne zasłaniając się tym, że warunki ustawowe nie zostały spełnione. Nie wiem tego, ponieważ z banku nie otrzymałem żadnej korespondencji, a po kilku tygodniach w drzwiach mojego domu znalazłem wezwanie od poborcy skarbowego. Wezwanie zignorowałem, ponieważ należna kwota (z nadwyżką na zabezpieczenie odsetek) została już wcześniej wpłacona na konto wierzyciela - urzędu miasta, czyli dług przestał istnieć.
Mam w związku z powyższym pytanie natury formalnej: jak wygląda dalsza procedura, czy UM zawiadamia US o wygaśnięciu zadłużenia i sprawa się automatycznie zamyka, czy za jakieś pół roku zacznie się do mnie dobijać poborca, że mu wiszę jakieś koszty i za może 20zł będzie zachodu i napisanych papierów, których zrobienie kosztowało 30zł (przypominają mi się słynne stare sprawy o wysyłanie przez chyba energetykę do ludzi wezwań do zapłaty opiewających na kwotę kilku groszy, co było głośne w mediach).
Pytam tutaj, ponieważ poborca telefonicznie niewiele mi powiedział, bo ciągle jest w terenie i nie ma wszystkich dokumentów przy sobie, a ja - niestety - też dużo pracuję i nie mam czasu do niego jeździć, gdy w dany dzień on jest godzinę w swoim biurze :). Poza tym sprawy skarbowe chyba są prowadzone w jakiś ujednolicony i standardowy sposób.
Proszę jakąś dobrą duszyczkę o wyjaśnienie kwestii.
 
Pierwszy raz rozmawiałam z poborcą. Nie wydawał się on w ogóle chętny do rozwiązania problemu (mimo że mam tylko parę groszy zaległości i za każdym razem podkreślam, że chętnie ureguluję). Raczej traktował mnie jako zło konieczne. Mimo że ja byłam miła i próbowałam znaleźć rozwiązanie to on rzucił słuchawką.
Jedyne czego się dowiedziałam, to to że on chce mnie zobaczyć żebym podpisała jakiś tytuł egzekucyjny.

Dlatego mam pytanie do bardziej doświadczonych osób.
O co to w ogóle chodzi i czemu to takie nieżyciowe?
Nie wiem ile, na jaki rachunek i dlaczego. Dopiero po podpisaniu tytułu egzekucyjnego, który ma poborca dowiem się tego?
Nie ma jakiejś prostrzej metody w XXI wieku niż faktyczne spotykanie się z tym poborcą?
 
Powrót
Góra