Kradzież utargu

  • Autor wątku Autor wątku eldekor
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
E

eldekor

Nowy użytkownik
Dołączył
06.2007
Odpowiedzi
6
Zatrudniam kilka osób, wśród nich młodego chłopaka, który ma już dość duże doświadczenie w pracy. Coś mnie tknęło kilka dni temu, gdy zadzwonił z firmy z prośbą, czy może wziąć sobie z kasy zaliczkę - wydało mi się to co najmniej nietaktowne, ale zaskoczona zgodziłam się. Sprawdzając potem utarg zdziwiłam się, że jest taki niski (zaliczkę także wzięłam pod uwagę ). Tego samego dnia zrobiłam z mężem remanent i sprawdziłam stan kasy. Następnego dnia zrobiliśmy to samo i następnego także. Okazało się, że Młodzieniec "pożycza" sobie coraz większe kwoty - zaczęło się od około 100 zł, teraz przekracza już 200.
Proszę doradzić, co zrobić z tym fantem? Czy tylko wywalić z pracy, czy pociągnąć do odpowiedzialności, jeżeli tak, to jakie muszę mieć dowody tej kradzieży? Szczerze mówiąc najbardziej wkurza mnie fakt, że ten jegomość uważa nas chyba za debili, którzy nie mogą się połapać we własnym interesie... O tempora o mores!!!
 
Proponuję zawiadomić odpowiednie organy wymiaru sprawiedliwości - czyli policję, jeżeli rzeczywiście miała miejsce "kradzież".
 
No dobrze, ale jak udowodnić ten fakt? To tylko my zrobiliśmy remanent i my wiemy o braku kasy. Gdyby ot tak po prostu można było oskarżyć kogoś o kradzież, bez jakichkolwiek dowodów, to ludzie wykorzystywali by to w odwrotną stronę...
 
Jeśli w sklepie jest zatrudnionych kilka osób, to nie wyobrażam sobie żeby nie było kas fiskalnych (poprzeczka 40.000 zł musiała być przekroczona). :)
 
Jezeli kasa fiskalna -wówczas robi sie raport na koniec dnia pracy- pieniądze w kasie muszą grać z wydrukiem raportu kasowego- rozlicza się pracownika- więc w czym problem z tą kradzieżą?
 
Po dłuższej przerwie... To nie jest sklep, tylko klub studencki, obroty jeszcze nie przekroczyły magicznej kwoty - lada chwila tak się stanie. Nie ma na razie kas fiskalnych, a sprawdzamy pracowników robiąc remanenty - nieco żmudne, ale cóż - bez tego się nie da utrzymać kontroli. Wkrótce zakładam monitoring - może to rozwiąże po części problem. Wiem od wielu znajomych, że firmy bez kas mają ten sam problem - często jesteśmy tak zmęczeni, że odpuszczamy dzień czy dwa... Więc jak namacalnie udowodnić temu delikwentowi kradzież?
 
"Złapać za rękę" - inaczej się nie udowodni.
 
Jestem po konfrontacji z pracownikiem - przyznał się, bojąc się konsekwencji... Co dalej? Darować, czy skarżyć?
 
[cytat="eldekor"]Jestem po konfrontacji z pracownikiem - przyznał się, bojąc się konsekwencji... Co dalej? Darować, czy skarżyć?[/cytat]

Proszę ocenić czy w ogóle będzie skłonny znowu to zrobić, czy wyraził czynny żal, skruchę, jak z jego kulturą osobistą?

A tak w ogóle - ma Pani alternatywę co do tego pracownika/stanowiska?
 
Po rozmowie z mężem postanowiliśmy jednak, że oddamy sprawę na policję. Wydaje nam się, że to nie pierwszy raz się zdarzyło. Czekamy na opinie z poprzednich zakładów pracy. Chłopak uznał nas za naiwniaków i debili, kradnąc ponad 1000 złotych. Doskonale zorientował sie w sytuacji - zrobił to w czasie, kiedy zajęci byliśmy organizowaniem kolejnego punktu, czyli ma w tym jakieś doświadczenie... Dziękujemy wszystkim za sugestie, komentarze...
 
Opinie z poprzednich zakładów?
Czyżby powrót dawnych lat PRL-u?
Oj, nie podoba mi się to.
 
Powrót
Góra