Krzywoprzysięstwo funkcjonariusza publicznego.

  • Autor wątku Autor wątku Lelek
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
L

Lelek

Nowy użytkownik
Dołączył
01.2007
Odpowiedzi
18
Na rozprawie sądowej zeznawał świadek funkcjonariuszka publiczna, która w dużej mierze zeznała nieprawdę. Ułożoną dykteryjkę odegrali ze swoim mecenasem a dotyczyła ona tego, że była świadkiem pewnego wydarzenia. Historia, którą opowiadała i której jak twierdzi była świadkiem (była to rozmowa kilku innych osób) trwała 4-5 min. Podała sporo różnych szczegółów jak to wszystko wyglądało z dokładnymi opisami sytuacji a nie pamiętała innych, dość istotnych. Poza tym szczegóły te trwały tak długo, że nie ma miejsca na to kiedy miała by wysłuchać o czym była rozmowa a opisywała ją też dość długo i szczegółówo. Poza tym cała chronologia zdarzeń była mocno chaotyczna i wybiórcza. Ewidentnie było to wszystko "uszyte" że sprytnym zamysłem ale wykonanie trochę wyszło mówiąc delikatnie "słabo", funkcjonariuszka chciała być tak bardzo przekonująca, że wyszedł zakalec. Pomijając to, że takiej sytuacji nie było nigdy i nie mogła być świadkiem takich zdarzeń to jednak zeznanie było i poszło na protokół.
Wydaje mi się, że nawet sędzia prowadzący sprawę zrozumiał co jest grane, wywnioskowałem to po jego pytaniach, no ale to było moje odczucie.
Jakie mam pole manewru w tym momencie? Czy warto odnosić się na piśmie do tych zeznań, rozsmarować swoje wątpliwości i złożyć coś takiego do sądu? Czy będzie to wogóle wzięte pod uwagę? Jak to jest postrzegane przez sędziów?
Czy wnosić o pociągnięcie funkcjonariuszki do odpowiedzialności karnej? Jest to szczególnie dla mnie rażące, że takie rzeczy robi funkcjonariuszka publiczna, która powinna szczególnie dbać o to żeby nie kłamać, w tym przypadku w sądzie pod przysięgą. To będzie słowo przeciw słowu ale chodzi mi głównie o to, żeby podać przekaz do sądu o braku jakiejkolwiek wartości tych zeznań.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra