Kto powinien zwrócić gminie koszty za transport sanitarny - ja czy szpital?

  • Autor wątku Autor wątku bioneti
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
B

bioneti

Użytkownik
Dołączył
05.2014
Odpowiedzi
147
Nie odebrałam w terminie ojca ze szpitala.
Przywieźli go do domu transportem sanitarnym na koszt gminy.
Zgodnie z przepisami gmina może teraz ode mnie dochodzić zwrotu kosztów na podstawie ustawy o działalności leczniczej, jednakże...

Mój ojciec był uprawniony do bezpłatnego transportu sanitarnego do miejsca zamieszkania na podstawie innych przepisów, o świadczeniach gwarantowanych w zakresie opieki zdrowotnej (z ubezpieczenia zdrowotnego). Szpital powinien zlecić bezpłatny transport sanitarny, a środki otrzymałby z NFZ. Poszedł na łatwiznę i zrobił transport na koszt gminy...

Pytanie: czy muszę zapłacić gminie, a potem dochodzić zwrotu środków z NFZ/od szpitala?
Czy mogę nie zapłacić gminie, bo to szpital poprzez swoje zaniechanie niejako wyrządził szkodę, narażając gminę na niepotrzebny koszt i t on powinien zwrócić bezpośrednio gminie te koszty?
 
Na co konkretnie powołuje się gmina w swoim piśmie?

na podstawie innych przepisów, o świadczeniach gwarantowanych w zakresie opieki zdrowotnej (z ubezpieczenia zdrowotnego

Na podstawie jakie dokładnie przepisu był uprawniony do bezpłatnego?
 
Art. 30 ust. 2 i 3 ustawy o działalności leczniczej. Gminie przysługuje zwrot kosztów.
Natomiast art. 41 ust. 2 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej był uprawniony do bezpłatnego transportu, ponieważ nie chodzi, jest leżący.

Szpital nie zastosował tego uprawnienia, tylko zorganizował transport na koszt gminy z art. 30 ustawy o działalności leczniczej. Zatem niepotrzebnie naraził mnie i ojca na koszty.
 
Art. 41 mówi o transporcie do "do najbliższego podmiotu leczniczego" a nie do miejsca zamieszkania.
 
Art. 41 ust. 2 ... i z powrotem. Dom - szpital. Odebrali z domu, przywożą z powrotem.
 
No dobra a na podstawie jakiego przepisu wzywali cię do odbioru ojca w terminie x?
 
Jest napisane, że transport do podmiotu leczniczego i z powrotem (ostatni werset). Rzecznik Praw Pacjenta na infolinii potwierdził powyższe - prawo do bezpłatnego transportu na podstawie art. 41 ust. 2 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej. Mnie jednak zastanawia, czy w takim przypadku, jeśli szpital nie zastosował się do tego, a zorganizował transport na koszt gminy przez zastosowanie innego też aktualnego przepisu art. 30 o działalności leczniczej, to czy ja, czy szpital powinien te koszty gminie zwrócić. W końcu to błąd szpitala.

Art. 30 o działalności leczniczej. Kolejne ustępy. Tam jest napisane, że w razie nieodebrania pacjenta w terminie, szpital organizuje niezwłocznie transport na koszt gminy, której przysługuje zwrot tych kosztów od pacjenta/opiekuna. A więc z jednej strony ustawa daje szpitalowi taką możliwość, a z drugiej strony inna ustawa (art. 41 ust. 2 o świadczeniach opieki zdrowotnej) daje temu samemu pacjentowi uprawnienie do bezpłatnego transportu. Gdyby szpital zastosował się do ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej, a nie o działalności leczniczej, to nie poniosłabym żadnego kosztu - nie musiałam go ponosić. Szpital wybrał sobie inny przepis, inna ustawę, a mógł postąpić inaczej - z korzyścią dla mnie i pacjenta, bo koszty sfinansowałby NFZ, a nie gmina.

Czy w tym przypadku można tak sobie wybierać, na podstawie której ustawy zorganizuje się transport, jeżeli obie obowiązują, dotyczą tego samego, a jedna jest korzystna, a druga niekorzystna dla pacjenta?

Nie byłoby wątpliwości, gdyby pacjent nie był ubezpieczony w NFZ, ale był...
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Nie, zawieziono go z powodu nagłego zachorowania - wezwania karetki do domu - w takim stanie rzeczy też został zabrany bezpłatnie.
Jednak jeśli jest niepełnosprawny, niechodzący, leżący (unieruchomiony), to mimo wszystko transport z powrotem do domu po leczeniu przysługuje mu bezpłatny z ubezpieczenia zdrowotnego. Przepisy nie stanowią, że ma to być usługa kompleksowa "tam" i "z powrotem" na podstawie tego samego przepisu. Chodzi o drogę z - do ośrodka leczniczego. Zresztą pytałam o to Rzecznika Praw Pacjenta. Szpital (lekarz leczący pacjenta w szpitalu) po zakończonym leczeniu powinien wystawić zlecenie na transport ze szpitala do miejsca zamieszkania. Transport odbyłby się bezpłatnie, a NFZ zwróciłoby szpitalowi koszty (refundacja). Wówczas pacjent nie płaci. Jednak szpital zamiast poświęcić czas na na wypisywanie zleceń, wypełnianie dokumentów na transport itp., wolał zastosować łatwiejszą i prostszą procedurę, zabierającą mniej czasu - zrobić transport na koszt gminy, a gmina teraz żąda zwrotu kosztów od pacjenta. Czy trzeba zatem płacić gminie, a potem od NFZ lub szpitala dochodzić zwrotu za nieuwzględnienie uprawnień przysługujących pacjentowi, czy można nie zapłacić i powołać się, że to szpital z powodu swojego zaniechania i zaniedbania swojego obowiązku spowodował niepotrzebny koszt, szkodę, po stronie gminy?
 
Ostatnia edycja:
Tak czy siak nikt nie wystawił zlecenia w ramach art 41.
A na podstawie jakiego art. chciałaś kogoś zmusić by takie zlecenie wystawił? To jest tylko i wyłącznie decyzja lekarza.
 
Przecież w art. 41 jest napisane, że pacjentowi przysługuje bezpłatny transport (...) w przypadku dysfunkcji narządu ruchu uniemożliwiającej korzystanie ze środków transportu publicznego
. Pacjent nie chodzi. Jest unieruchomiony. Według mnie tutaj nie może mieć zastosowanie swobodna decyzja lekarza, bo gdyby tak było, to przepis miałby charakter wyłącznie uznaniowy (lekarz może wystawić zlecenie), a jednak to jest obowiązek nałożony przez prawo (pacjentowi przysługuje, tzn. lekarz jest obowiązany takie zlecenie wystawić. Nie jest to zatem jego dobra wola, tym bardziej że składka na ubezpieczenie zdrowotne jest co miesiąc opłacana, bo idąc takim tokiem rozumowania lekarz zawsze mógłby nadużywać swojego prawa i uchylać się od wypisywania zleceń na bezpłatny transport w każdym przypadku, tylko dlatego, że nie ma takiej woli albo czasu, zupełnie bezzasadnie naruszając ten przepis - byłby on "martwy". To jest oczywiście sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
 
Ostatnia edycja:
Nie jestem specjalistką z tego tematu, natomiast znam go nieco z praktyki, gdyż miałam styczność z organizowaniem takiego transportu.

Z tego co kojarzę, żeby skorzystać z uprawnienia do bezpłatnego transportu, należy wyrazić taką wolę (na to też wskazuje przepis, świadczeniobiorcy przysługuje prawo do bezpłatnego transportu, a nie szpital jest obowiązany do jego zapewnienia). W praktyce wyglądało to tak, że sygnalizowało się lekarzowi potrzebę transportu, ustalało dzień i godzinę, lekarz wystawiał zlecenie, na podstawie którego odbywał się transport (może było to bardziej zagmatwane, ale tak to wyglądało z boku).

Kluczem jednak była sygnalizacja chęci uzyskania bezpłatnego transportu. Z tego co piszesz, zostałaś wezwana do odebrania ojca ze szpitala i się z nimi nie skontaktowałaś - nie poinformowałaś, że nie możesz tego zrobić, a przede wszystkim nie poinformowałaś, że istnieje potrzeba zapewnienia transportu. Skoro świadczeniobiorca nie prosił o transport, dlaczego lekarz miałby od razu wystawiać zlecenie? Przecież miał zostać odebrany. Natomiast w momencie pozostawienia ojca ze szpitala spełnione zostały przesłanki z ustawy o działalności leczniczej.

W skrócie - z mojego doświadczenia wynika, że transport organizowany jest na wniosek. Trzeba poinformować o takiej potrzebie, a nie zostawiać ojca w szpitalu i liczyć, że lekarz domyśli się że ma zostać dowieziony do domu.
 
Lathi napisał:
Nie jestem specjalistką z tego tematu, natomiast znam go nieco z praktyki, gdyż miałam styczność z organizowaniem takiego transportu.

Z tego co kojarzę, żeby skorzystać z uprawnienia do bezpłatnego transportu, należy wyrazić taką wolę (na to też wskazuje przepis, świadczeniobiorcy przysługuje prawo do bezpłatnego transportu, a nie szpital jest obowiązany do jego zapewnienia). W praktyce wyglądało to tak, że sygnalizowało się lekarzowi potrzebę transportu, ustalało dzień i godzinę, lekarz wystawiał zlecenie, na podstawie którego odbywał się transport (może było to bardziej zagmatwane, ale tak to wyglądało z boku).

Kluczem jednak była sygnalizacja chęci uzyskania bezpłatnego transportu. Z tego co piszesz, zostałaś wezwana do odebrania ojca ze szpitala i się z nimi nie skontaktowałaś - nie poinformowałaś, że nie możesz tego zrobić, a przede wszystkim nie poinformowałaś, że istnieje potrzeba zapewnienia transportu. Skoro świadczeniobiorca nie prosił o transport, dlaczego lekarz miałby od razu wystawiać zlecenie? Przecież miał zostać odebrany. Natomiast w momencie pozostawienia ojca ze szpitala spełnione zostały przesłanki z ustawy o działalności leczniczej.

W skrócie - z mojego doświadczenia wynika, że transport organizowany jest na wniosek. Trzeba poinformować o takiej potrzebie, a nie zostawiać ojca w szpitalu i liczyć, że lekarz domyśli się że ma zostać dowieziony do domu.

Generalnie to co mówisz ma sens, chociaż zgodzić się do końca nie mogę.

Mówisz o pewnej procedurze postępowania, która może nawet jest poprawna – nie podważam, ale musi być osadzona w istniejącym stanie prawnym czyli uwzględniać poza stroną techniczną którą opisałaś obowiązujące prawo, czyli aby ją zastosować należy też wykonać inne czynności które zapewne nie znajdują się w tej procedurze „biurokratycznej” ale to nie znaczy, że ich nie ma. Osobna sprawa, czy personel szpitala ma ich świadomość?

Po pierwsze, kto tu jest stroną? Ciężko mi czasem odciąć aspekt etyczno-moralny od prawnego ale jesteśmy na forum prawnym. Nie widzę podstawy aby to oczekiwać w tym zakresie jakichkolwiek wniosków od córki. Brak przymiotu strony. Jeśli pacjent był świadomy to on jest stroną i on powinien wnioskować o transport sanitarny. Stąd ewentualne zaniedbania córki (nieodebranie w terminie, niewnioskowanie o transport itd…) w związku z opieką nad chorym ojcem pozostają bez znaczenia. Nawet gdyby córka taki wniosek złożyła, mam wątpliwość czy można by mu nadać dalszy bieg i rozpatrywać?

Po drugie, I TO WARTO LUDZIOM PRZYPOMINAĆ I UŚWIADAMIAĆ, że szpital w tym momencie jest też „urzędem” – wykonuje świadczenie publiczne – a co za tym idzie ma obowiązki wynikające z KPA w tym informowania strony o przysługujących jej prawach, dbania o to aby strona nie poniosła negatywnych konsekwencji nieznajomości prawa itd... I tutaj ewidentnie tego nie dopełniono. Lekarz / szpital w tym momencie, będąc świadomym stanu pacjenta podejmował decyzję administracyjną a nie medyczną o zleceniu transportu i powinien przed jej podjęciem pouczyć stronę o stanie prawnym i sytuacji faktycznej oraz umożliwić wypowiedzenie się. Pytanie czy ktokolwiek z personelu szpitalnego wyjaśnił pacjentowi aspekt prawny transportu co by umożliwiło pacjentowi złożenie odpowiedniego wniosku? Przypominam, że procedury administracyjne „toczą się na piśmie”… Jeśli nie, to mamy zaniedbanie po stronie szpitala i jego skutki.

I po trzecie, pacjent to nie worek kartofli który można wrzucić na pakę i zawieźć w inne miejsce składowania. Skoro pacjent jest niesamodzielny to obowiązkiem szpitala było upewnienie się, ze miejsce "dostawy" zapewni jemu dostateczną opiekę, a na przewóz pacjent musiał wyrazić zgodę.
W wielu szpitalach tacy nieodebrani pacjenci zalegają, i chociaż to też patologia, to jednak prawo obowiązuje.
 
Ostatnia edycja:
Jeszcze tak się zastanowiłam nad tymi dwoma przepisami regulującymi to samo w różny sposób. Moim zdaniem to kolizja pozorna przepisów. A szpital zastosował niewłaściwe prawo.

W szpitalach lądują pacjenci z różnymi tytułami prawnymi regulującymi ich prawo do leczenia. Stąd i przepisy dotyczące transportu muszą uwzględniać różne sytuacje. Podstawowym jest NFZ. Ale są też inne wynikające z różnych ustaw i one obejmują także nieubezpieczonych. Przykładowo choroby zakaźne są leczone na koszt państwa niezależnie od ubezpieczenia, choroby psychiczne, zabiegi ratujące życie np. ofiar wypadków itd… W takich przypadkach nieubezpieczonego chorego np. ofiarę wypadku samochodowego nie można pozostawić na drodze aby dogorywał, bo nie ma ubezpieczenia. Takich pacjentów leczy się na koszt państwa z budżetu miasta/gminy, a tym przysługuje regres do pacjenta. Jeśli taki pacjent wymaga transportu to transport także jest na koszt miasta/gminy którym przysługuje regres. W tym przypadku ponieważ pacjent miał ubezpieczenie NFZ to tego przepisu nie było podstaw stosować. Stąd także stanowisko RPP że transport powinien być na NFZ i ja się z tym zgadzam.
Nie ma podstaw, do żądania od pacjenta zapłaty.

Gmina przyjmując takie zobowiązanie powinna sprawdzić podstawy prawne i faktyczne. Z urzędu ma obowiązek sprawdzić zgodność z prawem w tym czy zastosowano właściwą podstawę prawną. Jeśli wydała tobie decyzję o zapłacie to ją podważ. Jeśli gmina zapłaciła to niech sama sobie dochodzi zwrotu. Organy działają na podstawie prawa. Skoro wydają publiczne pieniądze to powinny najpierw upewnić się czy są ku temu podstawy prawne i faktyczne. Tu ich nie ma i gmina powinna taki wniosek szpitala odrzucić jako bezpodstawny.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra