Lakiernik partacz i stracone nerwy

  • Autor wątku Autor wątku Tofuzik
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
T

Tofuzik

Nowy użytkownik
Dołączył
08.2015
Odpowiedzi
2
Witam szanowne grono, piszę do Was już u kresu swojego zdrowia psychicznego i mam szczerą nadzieję że w jakikolwiek sposób będziecie w stanie mi pomóc. Postaram się w miarę szczegółowo opisać Wam tę parodię jaką zafundował mi przez ostatnie dwa miesiące pewien Krakowski "lakiernik".

Cała historia zaczęła się 13.06.2015 kiedy to w towarzystwie owego lakiernika, wówczas jeszcze mojego "kolegi" zakupiłem motocykl Suzuki GSXR z roku 2008. Egzemplarz był po małej wywrotce do rowu, kilka małych wgniot i zarysowań, do roboty było dosłownie zespawać kilka plastików i ładnie pomalować, poza tym motocykl był w świetnym stanie technicznym. Zachęcony dosyć atrakcyjną ceną zakupiłem motocykl za cenę 15800 zł, przy okazji umawiając się w towarzystwie dziewczyny i kolegi z owym lakiernikiem że naprawi całość za kwotę 2100 zł i zajmie mu to "maksymalnie i ostatecznie 10 dni". Tego samego wieczoru z motocyklem się rozstałem i 13.06.2015 przekazałem go w ręce tego partacza.
Po 2 dniach spotkałem się z nim znowu i chcąc być uczciwym przekazałem mu 1400 zł zaliczki.
Od tej pory historia nabiera coraz to bardziej dramatycznego charakteru, po około 8 dniach dostałem sms'a że prawdopodobnie będę musiał poczekać 2 dni dłużej bo "robi to jak dla siebie" "chcę żeby wyglądał jak nowy" itd.
Minęły kolejne dni, tygodnie, moje nerwy coraz bardziej rosły, z dnia na dzień dostawałem sms'y, obietnice, przysięgi "jutro, pojutrze, wieczorem, o 12, już kończę, daj mi jeszcze 1 dzień". Owy Pan w sms'ach obiecał mi że w zamian za taki duży poślizg odda mi całą dotychczasową zaliczkę i motocykl zrobi na swój koszt.
2 tygodnie temu okazało się że motocykl jest nieruszony.
Batalii ciąg dalszy, nie odbieranie telefonów, jeszcze więcej obietnic, typ kłamał mi w żywe oczy że założył nowy akumulator, że oddał tłumik do spawania i zapłacił 200 złotych (nic z tych rzeczy nie miało miejsca).
Wczoraj wieczorem dostałem sms'a że motocykl stoi u niego na podjeździe z kluczykami, żebym sobie podjechał i go zabrał a on wyjeżdża do Francji i wraca w środę, a gotówki nie ma i mi nie odda.

To co zobaczyłem dzisiaj rano jak zdjąłem plandekę zrujnowało mój świat.
Motocykl wygląda 2x gorzej niż po wywrotce, plastiki są krzywo zespawane, połamane, lampa odstaję ,masa szpachli, zlewek, sylikonu, motocykl z zaciekami po wodzie i zardzewiały (2 miesiące stał na zewnątrz pod plandeką), wszędzie pyłki, żadnej polerki, w niektórych miejscach lakier wręcz chropowaty, odcienie od czarnego-przez zielony do szarego, pogubione śrubki. Dziewczyna i kolega którzy byli przy zakupie załamali ręce razem ze mną gdy tylko zobaczyli co ten człowiek zrobił z motocyklem na który bardzo ciężko pracowałem.
3/4 z rzeczy których obiecał nie zostało naprawione, w dodatku dałem radę dojechać tylko do domu, gdy chciałem odpalić go znów padł akumulator.

Co mogę zrobić w tej sprawie? Czy mogę liczyć na jakieś zadośćuczynienie oprócz tych 1400 zł które sam obiecał mi przekazać? W mojej ocenie plastiki są już do wyrzucenia, motocykl ma 24 tys oryginalnego przebiegu a wygląda teraz jak zwykły ulep składany na wsi.
Po tej małej wywrotce i przed "naprawą" był cały w oryginale, brak żadnej wypadkowej przeszłości, wszystkie części jeżdżone jeszcze od nowości, nic niekombinowane, zresztą sam lakiernik to orzekł. Mam masę smsów od niego gdzie udokumentowana jest cała ta sytuacja. Czuje się okrutnie oszukany i bezradny, straciłem cały sezon, masę nerwów i gotówkę, tylko po to żeby po 2 miesiącach oczekiwania dostać kawał niejezdnego złomu...

Poniżej krótki filmik jak to wygląda, ale z góry mówię że video nie oddaje nawet w 10% stanu faktycznego :
https://www.youtube.com/watch?v=xnyu0W3BywQ&feature=youtu.be
 
Ostatnia edycja:
Co mówi na temat naprawy podpisana umowa?
Bo chyba...podpisaliście?

Wszystko zależy od tego co możesz udowodnić a co nie. Słowo przeciwko słowu.
 
Nie podpisywaliśmy żadnej umowy, natomiast zawieraliśmy ją ustnie w towarzystwie mojego kolegi i dziewczyny.
 
Powrót
Góra