P
pytamowiec
Użytkownik
- Dołączył
- 04.2017
- Odpowiedzi
- 151
PONIEDZIAŁEK:
Moja babcia wyszła ze szpitala covidowego w poniedziałek.
WTOREK:
Rano moja mama zamówiła lekarza dla babci, którego zarezerwowali dopiero na środę.
Babcia przestała przyjmować płyny ("poparzony" przełyk, język).
ŚRODA:
Lekarz odmówił przyjścia do domu, bo się boi covida. Bez obejrzenia babci przez telefon zlecił leki.
Recepty otrzymaliśmy dopiero o godz. 13 jak mama poszła tam osobiście. Zastała lekarza, jak i całą obsługę, bez maseczek. Lekarz zaczął ją podrywać, mówił jej na "ty", sciągnął mojej mamie maskę rękoma mówiąc "sprawdzam czy ładna jesteś".
Stan babci zaczął się pogarszać i nie była w stanie przyjąć tych leków.
Pogotowie odmówiło przyjazdu, kazali dzwonić na wieczorną pomoc medyczną o godz. 18.
Lekarz na wieczornej pomocy powiedział by dzwonić na pogotowie.
Pogotowie przyjechało i powiedzieli nam, że na SOR czeka się po kilka dni, bo nie ma miejsc. I że najlepiej będzie jak znajdziemy lekarza co wypisze skierowanie na oddział szpitalny i potem pójdziemy osobiście prosić ordynatora by przyjął.
Obdzwoniłem pół miasta, znalazł się jeden lekarz pryrwatnie z wizytą domową za 400 zł.
Przyszedł o 21, powiedział, że stan ciężki i trzeba na SOR.
Pogotowie zabrało babcię na SOR o 22.
CZWARTEK
Przyszedłem na SOR o godz. 21. Wpuścili mnie do babci pod pretekstem podania leku.
Babcia miałą jedynie kroplówkę. Zrobiłem zamieszaie, pielęgniarki się zainteresowały, widać było w ich oczach współczucie.
O 22 cały czas siedząc przy babci poszedłem do lekarza pogadać. Lekarz powiedział, że wyszedł jej dodatni test na covid i zaczął organizować przyjęcie babci. Chwilę potem trafiła na covidowy i zaczęło się leczenie.
---
Co i jak powinienem zrobić jako wzorowy obywatel z tym lekarzem z przychodni?
Sanepid?
Rzecznik Praw Pacjenta?
NFZ?
Prokuratura?
Moja babcia wyszła ze szpitala covidowego w poniedziałek.
WTOREK:
Rano moja mama zamówiła lekarza dla babci, którego zarezerwowali dopiero na środę.
Babcia przestała przyjmować płyny ("poparzony" przełyk, język).
ŚRODA:
Lekarz odmówił przyjścia do domu, bo się boi covida. Bez obejrzenia babci przez telefon zlecił leki.
Recepty otrzymaliśmy dopiero o godz. 13 jak mama poszła tam osobiście. Zastała lekarza, jak i całą obsługę, bez maseczek. Lekarz zaczął ją podrywać, mówił jej na "ty", sciągnął mojej mamie maskę rękoma mówiąc "sprawdzam czy ładna jesteś".
Stan babci zaczął się pogarszać i nie była w stanie przyjąć tych leków.
Pogotowie odmówiło przyjazdu, kazali dzwonić na wieczorną pomoc medyczną o godz. 18.
Lekarz na wieczornej pomocy powiedział by dzwonić na pogotowie.
Pogotowie przyjechało i powiedzieli nam, że na SOR czeka się po kilka dni, bo nie ma miejsc. I że najlepiej będzie jak znajdziemy lekarza co wypisze skierowanie na oddział szpitalny i potem pójdziemy osobiście prosić ordynatora by przyjął.
Obdzwoniłem pół miasta, znalazł się jeden lekarz pryrwatnie z wizytą domową za 400 zł.
Przyszedł o 21, powiedział, że stan ciężki i trzeba na SOR.
Pogotowie zabrało babcię na SOR o 22.
CZWARTEK
Przyszedłem na SOR o godz. 21. Wpuścili mnie do babci pod pretekstem podania leku.
Babcia miałą jedynie kroplówkę. Zrobiłem zamieszaie, pielęgniarki się zainteresowały, widać było w ich oczach współczucie.
O 22 cały czas siedząc przy babci poszedłem do lekarza pogadać. Lekarz powiedział, że wyszedł jej dodatni test na covid i zaczął organizować przyjęcie babci. Chwilę potem trafiła na covidowy i zaczęło się leczenie.
---
Co i jak powinienem zrobić jako wzorowy obywatel z tym lekarzem z przychodni?
Sanepid?
Rzecznik Praw Pacjenta?
NFZ?
Prokuratura?
Ostatnia edycja: