Licencja Windows 7 w firmie

  • Autor wątku Autor wątku Walu
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
W

Walu

Nowy użytkownik
Dołączył
08.2010
Odpowiedzi
3
Witam Państwa.
Chciałbym się poradzić w sprawie legalności używania oryginalnego systemu w firmie. Dostałem w przesyłce z USA oryginalną wersję systemu Windows 7 Ultimate w wersji BOX jednak nie mam do niego potwierdzenia nabycia produktu gdyż był to prezent. Czy mogę taki system zainstalować na firmowym komputerze i legalnie z niego korzystać ?

Pozdrawiam
 
Witaj, no, jakiś dokument potwierdzający wejście oprogramowania do firmy powinieneś posiadać, choćby umowę darowizny (ale tu US może się uśmiechnąć o swoje...), MS w czasie ewentualnej kontroli zapyta się o taki dokument, który świadczy o tym, że oprogramowanie trafiło legalną drogą do firmy (a za czym, że licencja na nie jest jej własnością).

Inna kwestia jest taka, czy wersja którą otrzymałeś nie jest przypadkiem przeznaczona do dystrybucji wyłącznie na rynek US (licencja nie zezwala w takim przypadku na legalne stosowanie jej na innych obszarach)? Takie rzeczy się zdarzają...
 
Witam,
Dziękuję za odpowiedź. Jednak zastosowanie domowe pozostaje... dla bezpieczeństwa.
 
_chris_ - nie myl kwestii podatkowych z autorskoprawnymi. US może się czepić jeśli wykaże się taki system w kosztach (brak faktury) bądź poprosi o podatek od uzyskanej korzyści (darowizna). Nie zmienia ta jednak faktu, że taki egzemplarz Win będzie egzemplarzem legalnym i można z niego korzystać bez łamania praw autorskich, w firmie także. Nie znam EULA Win7, ale cokolwiek tam napisano będzie to i tak podlegać ocenie zgodności z polskim prawem, a taka klauzula terytorialna moim zdaniem jest a) niedopuszczalna (na wielu płaszczyznach) b) nieskuteczna z powodu wyczerpania autorskich praw majątkowych.
 
Depi napisał:
_chris_ - nie myl kwestii podatkowych z autorskoprawnymi.
nie mylę.
... a taka klauzula terytorialna moim zdaniem jest a) niedopuszczalna (na wielu płaszczyznach) b) nieskuteczna z powodu wyczerpania autorskich praw majątkowych.
a na podstawie jakiego zapisu prawa polskiego ma być niedopuszczalna? I co ma do zakresu terytorialnego wyczerpanie praw autorskich???
 
Niedopuszczalna - prawo ochrony konsumenta, ochrony konkurencji, rynek wewnętrzny, naruszenie pozycji dominującej itp itd

Wyczerpania praw - czy wiesz, o czym mowa? Jak raz egzemplarz utworu został legalnie wprowadzony do obrotu, to można już nim swobodnie rozporządząć i podmiot uprzednio uprawniony na gruncie pr. autorskiego nic na to nie może poradzić. Jakoś nie mogę znaleźć dowodów na twierdzenie, jakoby nie dotyczyło to programów komputerowych.

Zresztą ciekawe jest pytanie, kto tu jest licencjobiorcą - jeśli to shrink-wrap licence? Czy licencja została udzielona w chwili sprzedaży, czy dopiero rozpakowania, czy może dopiero instalacji bądź nawet rejestracji?
 
Depi napisał:
Niedopuszczalna - prawo ochrony konsumenta, ochrony konkurencji, rynek wewnętrzny, naruszenie pozycji dominującej itp itd
a bardziej szczegółowo?
Wyczerpania praw - czy wiesz, o czym mowa? Jak raz egzemplarz utworu został legalnie wprowadzony do obrotu, to można już nim swobodnie rozporządzać i podmiot uprzednio uprawniony na gruncie pr. autorskiego nic na to nie może poradzić. Jakoś nie mogę znaleźć dowodów na twierdzenie, jakoby nie dotyczyło to programów komputerowych.
Art.51.upaipp. "(...) 3. Wprowadzenie do obrotu oryginału albo egzemplarza utworu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego (...) ". A czy wersja otrzyma ze Stanów na pewno była wprowadzona oficjalnie przez producenta na rynek polski (CE) czy też jest to tylko wersja na US? Ja tego nie wiem, a Ty?
 
Nie wiem. Ale czy wniosek, że legalnie zakupiona kopia programu może być nielegalna nie jest absurdalny? Co wtedy? Możemy zwrócić producentowi jak mniemam - ze względu na niezzakceptowanie licencji która wyklucza użytkowanie na terytorium RP. Powinien zwrócić pieniędze?

Nie mam teraz czasu sprawdzać, ale wydaję mi się, że w Konwencji Berneńskiej i/lub traktatach WIPO itp. są analogiczne postanowienia dot. wyczerpania...
 
Depi napisał:
Nie wiem. Ale czy wniosek, że legalnie zakupiona kopia programu może być nielegalna nie jest absurdalny? Co wtedy? Możemy zwrócić producentowi jak mniemam - ze względu na niezaakceptowanie licencji która wyklucza użytkowanie na terytorium RP. Powinien zwrócić pieniądze?
nie jest absurdalny. Prawo do ustanawiania warunków licencji na korzystanie z programu przysługuje właścicielowi praw autorskich, ponieważ jest to normalna umowa cywilno - prawna zawierana z użytkownikiem danego programu (a użytkownik nie musi jej akceptować, a za czym i użytkować danego oprogramowania...).

Więc, jeśli producent oprogramowania (właściciel praw autorskich) wprowadza, przykładowo, wersję oprogramowania tylko na rynek US, to licencja ta nie będzie skuteczna na żadnym innym obszarze. A osoba, która nabyła egzemplarz takiego oprogramowania z myślą o wykorzystywaniu go, powiedzmy, w Polsce, ma problem - gdyż licencja na takie wykorzystanie nie zezwala. Jeśli nabyła / otrzymała taki egzemplarz z drugiej ręki, więc może go tylko zwrócić do sprzedawcy / osoby od którego go dostała. Są to dość szczególne sytuacje, ale takie przypadki odnośnie oprogramowania komputerowego zdarzają się w praktyce.

Wyczerpanie praw autorskich, czyli możliwość dalszego obrotu egzemplarzami dzieła, a kwestia akceptacji licencji na korzystanie z owego egzemplarza dzieła, to dwie, różne kwestie...
 
A co w przypadku jeśli kupie w Polsce na fakturę wersje BOX systemu przeznaczony na rynek US, bo takie oferty można wyszukać na allegro.
 
Dokładnie to samo, trzeba na początek sprawdzić, czy w licencji nie ma zapisu ograniczającego obszar wykorzystania danej wersji. Ewentualnie zapytać się producenta, bo może być też tak, że w licencji nie będzie to uwidocznione, z uwagi, że dana wersja jest dystrybuowana przez producenta wyłącznie na konkretnym rynku. Generalnie, trzeba być czujnym, właśnie w takich przypadkach, jeśli ma się do czynienia z wersją programu komputerowego przeznaczoną na jakiś konkretny, docelowy rynek.
 
_chris_ napisał:
Wyczerpanie praw autorskich, czyli możliwość dalszego obrotu egzemplarzami dzieła, a kwestia akceptacji licencji na korzystanie z owego egzemplarza dzieła, to dwie, różne kwestie...

No właśnie - czyżby? Programy podlegają ochronie analogicznie do książek. Czyli mówisz, że książkę kupioną w księgarni można potem sprzedać, ale nabywca nie będzie mógł jej czytać? :o
 
Depi napisał:
No właśnie - czyżby? Programy podlegają ochronie analogicznie do książek. Czyli mówisz, że książkę kupioną w księgarni można potem sprzedać, ale nabywca nie będzie mógł jej czytać? :o
dyskutujemy tu o programie komputerowym, który, aby go legalnie używać, wymaga indywidualnej akceptacji licencji. A książka rozpowszechniania jest z licencją domyślną...
 
A czemu domyślną? A co z książkami (np. Stallmana) na GPL? I czemu programy są z tego wyłączone (tzn. na mocy jakiego przepisu)? Wyczerpanie praw nie mieści się w katalogu wyłączeń w ustawie, czyli w stosunku do programów powinno działać tak, jak działa w stosunku do książek.

Dla jasności - nie mówię, że nie masz racji. Staram się tylko rozjaśnić ten nieco zagmatwany rejon prawa. NIe jest moim zdaniem pożądanum stanem, aby użytkownik/nabywca/konsument był wystawiony na żer uprawnionych prawnoautorsko i ich prawników od licencji, którzy mogą napisać wszystko, co tylko wymyślą.
 
Depi napisał:
A czemu domyślną? A co z książkami (np. Stallmana) na GPL? I czemu programy są z tego wyłączone (tzn. na mocy jakiego przepisu)? Wyczerpanie praw nie mieści się w katalogu wyłączeń w ustawie, czyli w stosunku do programów powinno działać tak, jak działa w stosunku do książek.
Na korzystanie z każdego utworu należy posiadać zgodę (licencje) właściciela praw autorskich.

Tylko, że dla znakomitej większości utworów egzystujących w świecie realnym takie licencje na dozwolony użytek własny są domyślne - książki, czasopisma, filmy, obrazy, muzyka, etc... zaś na inne, a zwłaszcza te ze świata wirtualnego, jak programy komputerowe, grafiki komputerowe, strony www czy audiobooki są indywidualne. O tym decyduje po prostu charakter utworu oraz właściciel praw autorskich.

A tak na marginesie - w realu, jeśli chce się wykorzystywać utwór do celów komercyjnych, to oczywiście natychmiast pojawia się indywidualna licencja komercyjna.
NIe jest moim zdaniem pożądanym stanem, aby użytkownik/nabywca/konsument był wystawiony na żer uprawnionych prawnoautorsko i ich prawników od licencji, którzy mogą napisać wszystko, co tylko wymyślą.
licencja, jako umowa cywilno - prawna, podlega oczywiście przepisom prawa lokalnego, więc wpisać to rzeczywiście można cokolwiek (i niestety, podobnie do piractwa, zdarza się...), ale zapisy sprzeczne z prawem lokalnym nie będą oczywiście legalne i obowiązujące licencjobiorcę.
 
Powrót
Góra