T
TigerTour
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2026
- Odpowiedzi
- 2
Dzień dobry!
Zwracam się z prośbą o poradę prawną w dwóch sprawach, które częściowo się ze sobą łączą.
Nieznany mi mężczyzna zaczepił mnie na ulicy, a następnie sugerował chorobę psychiczną, przekazał jakiejś obcej kobiecie (nagrywającej to) moje nazwisko oraz miejsce zamieszkania, a także w miejscu publicznym wyzywał od zboczeńców, co sprawiło, że przechodzący obok facet zachęcał do "klepnięcia mi w ryj". 30 minut później małżonka tego mężczyzny, na grupie fb liczącej 15 tysięcy osób napisała na mój temat kłamliwy post przypisujący mi napaść, agresję, nękanie części mieszkańców oraz podawała na bieżąco gdzie obecnie się znajduję (doxxing) co uruchomiło komentarze wprost nawołujące do agresji w moim kierunku. Szkopuł polega na tym, że ta kobieta nie podała mojego imienia i nazwiska, ale napisała jaki jest mój zawód oraz ile mniej więcej mam lat.
Tydzień później częściowo w nawiązaniu do tej sprawy partnerka sąsiada, który chwilę wcześniej naruszył moją nietykalność cielesną oraz kierował groźby karalne (sprawa jest w sądzie) powtórzyła (na grupie osiedlowej na fb - 40 członków) brednie o mojej agresji oraz zarzucała mi "donosicielstwo".
Czy brak imienia i nazwiska w przypadku pierwszego wpisu przekreśla szansę na uzyskanie czegokolwiek w sądzie? Czy warto ruszać faceta wyzywającego mnie od zboczeńców i przekazującego nielegalnie moje dane?
I czy wpis z grupy osiedlowej nie jest zbyt słaby aby iść z tym do sądu?
Dodam, że mam zaświadczenie od terapeutki, że te zdarzenia pogłębiły moją depresję oraz stan zagrożenia i izolacji.
Wiem, że trzymając się litery prawa, to jest się o co bić, ale z tego co wiem realia są znacznie inne. Rozumiem też, że opis tych sytuacji wydaje się skrajnie absurdalny, ale takie mamy społeczeństwo...
Zwracam się z prośbą o poradę prawną w dwóch sprawach, które częściowo się ze sobą łączą.
Nieznany mi mężczyzna zaczepił mnie na ulicy, a następnie sugerował chorobę psychiczną, przekazał jakiejś obcej kobiecie (nagrywającej to) moje nazwisko oraz miejsce zamieszkania, a także w miejscu publicznym wyzywał od zboczeńców, co sprawiło, że przechodzący obok facet zachęcał do "klepnięcia mi w ryj". 30 minut później małżonka tego mężczyzny, na grupie fb liczącej 15 tysięcy osób napisała na mój temat kłamliwy post przypisujący mi napaść, agresję, nękanie części mieszkańców oraz podawała na bieżąco gdzie obecnie się znajduję (doxxing) co uruchomiło komentarze wprost nawołujące do agresji w moim kierunku. Szkopuł polega na tym, że ta kobieta nie podała mojego imienia i nazwiska, ale napisała jaki jest mój zawód oraz ile mniej więcej mam lat.
Tydzień później częściowo w nawiązaniu do tej sprawy partnerka sąsiada, który chwilę wcześniej naruszył moją nietykalność cielesną oraz kierował groźby karalne (sprawa jest w sądzie) powtórzyła (na grupie osiedlowej na fb - 40 członków) brednie o mojej agresji oraz zarzucała mi "donosicielstwo".
Czy brak imienia i nazwiska w przypadku pierwszego wpisu przekreśla szansę na uzyskanie czegokolwiek w sądzie? Czy warto ruszać faceta wyzywającego mnie od zboczeńców i przekazującego nielegalnie moje dane?
I czy wpis z grupy osiedlowej nie jest zbyt słaby aby iść z tym do sądu?
Dodam, że mam zaświadczenie od terapeutki, że te zdarzenia pogłębiły moją depresję oraz stan zagrożenia i izolacji.
Wiem, że trzymając się litery prawa, to jest się o co bić, ale z tego co wiem realia są znacznie inne. Rozumiem też, że opis tych sytuacji wydaje się skrajnie absurdalny, ale takie mamy społeczeństwo...