D
dragon1985
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2007
- Odpowiedzi
- 4
Witam mam taki problem.
Rodzice byli tacy jak pogoda, czasem świeciło słońce czasem padał deszcza czasem było gradobicie. Niby normalna rodzina ale na zewnątrz. Chociaz i na zewnątrz ludzie sie poznali. Mimo to nikt nie reagował.
Do momentu, w którym to zaczęłam zarabiac juz na poważnie a nie jakies staże, nie miałam ciuchów na zmiane a wszystko co miałam to spod śmietników albo od dobrych ludzi. No bo niby pieniedzy nie było ale na remontowanie sie pieniadze były, ciekawe...
To by był jeszcze pikuś gdyby nie fakt ze jak ojcu palma odbiła to tłukł mnie. Pare razy wzywałam policje. Raz nawet zaproponowali mi ze mnie zabiorą. Ale byłam małą bałam sie. Myśle ze powinni inaczej zareagować ,w końcu widzieli porozbijane drzwi i szkło na podłodze, ale nikt nic nie zrobił a ja zostałam.
Raz z limem na twarzy chodziłam do ogólniaka, oczywiście też nikt nie zauwazył. Zresztą wstyd było sie przyznać.
Zamknęłam się w sobie. W podstawówce same piątki i szóstki. Wzorowy uczeń. W ogólniaku najgorsze wyniki w klasie chyba. Same pałki. Zobojętniałam, zrezygnowałam. Wiedziałam ze na studia nie pójde bo mi nie dadzą a nawet jak dadzą kase na to to za chwile będą wymawiać i szantażowac ze mi płacić nie będą. Wolałam nie iść na studia i mieć spokój.
Jakoś matka mnie przekonała podeszłam do matury potem namówiła mnie na studium zebym poszła no ale jej pomoc urwała sie po 2 miesiacach bo był remont i zostałam sama. Szkoła zaczeła mnie komornikiem straszyc i sądem. Sama musiałam sobie z tym problemem poradzić bo od rodziców zero pomocy.
A co do tego pastwienia się to jeszcze oprócz tego ze ojciec mnie bił i to nie po ojcowsku a kopał nawet po zebrach albo rzucał we mnie garkiem z zupą lub sosem to matka jest pijaczką, Gdy pochlała to robiła awantury do 3 w nocy, ojciec sie denerwował i tłukł ją (kazdemu by nerwy póściły wierzcie mi). Ja przez lata patrzyłam na to. W końcu sie rozeszli na jakis czas. Matka mieszkała po "wójkach". Do dziś wkręca ze to rodzina. Potem sie zeszli ale matka miała juz swoje mieszkanie (choc jakis czas mieszkała tez w altanie na ogródku) .
Jak tylko dostała rente znikała sobie na tydzień, dwa by chlać i sie pieprzyć za przeproszeniem z kolejnym wójkiem (raz ich złapałam, bo przy mnie to zaszło).
Nie było jej kiedy potrzebowałam. Dziś mówi ze się poświęcała, a tak naprawde to okradała tego człowieka. Troche głupkowa z niego byłą istota ale jako jedyny miał dla mnie zawsze ciepły i szczery usmiech i duzo mi pomógł. Wydzierała mu wszystkie pieniądze a jak nie chciał dać to szantarzowała wyrzuceniem z domu.
Gdy zmarł skończyło się źródło gotówki i zaczeła wpadać w długi, bo nie potrafi gospodarzyc pieniedzmi i nawet jakby miała 3000zł tej swojej renciny to by nie dała rady sobie.
Ja zarabiałąm wtedy 450zł stażowego, dzień w dzień pastwiła sie nade mną robiąc mi awantury ze jestem pasożytem bo nie dokładam się do życia, że jeść nie bedzie robić bo nie ma za co. Czy to moja była wina? Miałam 19 lat, potem 20. Wchodziłam i wchodze dalej w życie. Z nikąd pomocy. Nie znam swojej rodziny więc jestem osamotniona. Dopiero neidawno kupiłam sobie pierwszą dziewczęcą kurtke. No strasznie droga była 40zł. Rzeczywiście nie znaleźli by tylu pieniedzy albo 20zł na spodnie to całe 4 paczki papierosów. No ale widać są większe piorytety niz dziecko.
Tak więc ciągłe sceny i wyrywanie pieniedzy trwa do dziś mimo iż od pół roku mieszkam sama. Rozstaliśmy sie po ostatniej awanturze w tym domu. Ojciec mnie pobił ja wezwałam policje. Umowa była ja nie wszczynam niczego oni sie wynoszą na drugie mieszkanie i spokój. Mieli mi oddać przydział pełen ale ojciec zaproponował ze za pranie i przechowywanie ich rzeczy bedzie przydział narazie na niego i jakis czas bedzie płacił mi czynsz póki nie stane twardo na nogach. Zgodziłam się i to był błąd. Teraz mam nazeczonego a nie moge go zameldować. Ciągłe szantaze że wyrzucą go z domu. Nic nie mozemy zrobić w domu bez ich zgody nawet zamków zmienić. Ciągły strach ze coś zginie. A do tego boje się najbardziej o jedno że gdy zajde w ciąże to poronie przy pierwszej wojnie domowej.
Historia troche haotyczna, szczególnie mało na temat maltretowania ale co tu opisywać. Kilka razy siedziałam na dworze bojąc się wrócić do domu. Raz matka podpóściła ojca że biore narkotyki a ten był wcięty i uwierzył i urządził mi rzeźnie. Sina chodziłam
Kiedyś w wigilie wałęsałąm się ulicami jak pies. Nie znam świąt, nie wiem jak dbać o swój wygląd. Nie mam wielu znajomych a przyjaciela jednego który przez te lata mnie wspierał a po wyjściu rodziców pół roku temu pomagał mi sprzątać po nich. Przerażające było to co zobaczyliśmy.
Nie interesowałam się tym wszystkim, siedizałam tylko w swoim pokoju, starałam sie jak najmniej prowokować do awantur.
Przy pożądkach w kuchni gumki izolacyjne odo lodówki to skrobałąm scyzorykiem bo był centymetr brudu zalepiony. W szafkach jakieś zepsute mięso, zgniłę kiełbasy pochowane, po kątach butelki. Długo by opowiadać ale termin patologia każdy zna a ja inaczej tego nie nazwe.
Co do ojca to dorabiał do domu jak mógł tego nie zaprzecze ale jaka przy tym była atmosfera to inna rzecz. Już jako dzieciak dźwigałam z 4 piętra butelki w kartonach bo bananach. Fakt zatrudniał ludzi też za 20zł ale ja też pracowałam. Wnosiłam na to 4 pietro drzewo w workach na plecach przez lata choć dziś mi się mówi ze nie. Odgważdzałam, łupałam drzewo w piwnicy, woziłam wózkiem kartony i drzewo.
Dziś mam skrzywiony kręgosłup (skolioze) i opadniętą łopatke. Czasem mnie serce pobolewa. Mogłam przez to wszystko rozpic sie jak większość małolatów ale zamknęłam sie przy komputerze przez co teraz słabo widze (praca tez przy kompie). Boje sie ze bede miała problemy z ciążą przez dźwiganie w latach gdy wszystko sie rozwijało.
Chce się tylko uwolnić. Oni nie pójdą do więzienia za starzy i za chorzy ale chce żeby sprawiedliwość ich dosiegłą. Chciałam iść na ugode jeszcze nawet do wczoraj chciałam im finansowo pomóc jak coś więcej zarobie. Dziś jestem rządna odwetu. Chce mieć mieszkanie na siebie i odszkodowanie za zniszczoną psychike i zdrowie.
Co mam zrobić?
Rodzice byli tacy jak pogoda, czasem świeciło słońce czasem padał deszcza czasem było gradobicie. Niby normalna rodzina ale na zewnątrz. Chociaz i na zewnątrz ludzie sie poznali. Mimo to nikt nie reagował.
Do momentu, w którym to zaczęłam zarabiac juz na poważnie a nie jakies staże, nie miałam ciuchów na zmiane a wszystko co miałam to spod śmietników albo od dobrych ludzi. No bo niby pieniedzy nie było ale na remontowanie sie pieniadze były, ciekawe...
To by był jeszcze pikuś gdyby nie fakt ze jak ojcu palma odbiła to tłukł mnie. Pare razy wzywałam policje. Raz nawet zaproponowali mi ze mnie zabiorą. Ale byłam małą bałam sie. Myśle ze powinni inaczej zareagować ,w końcu widzieli porozbijane drzwi i szkło na podłodze, ale nikt nic nie zrobił a ja zostałam.
Raz z limem na twarzy chodziłam do ogólniaka, oczywiście też nikt nie zauwazył. Zresztą wstyd było sie przyznać.
Zamknęłam się w sobie. W podstawówce same piątki i szóstki. Wzorowy uczeń. W ogólniaku najgorsze wyniki w klasie chyba. Same pałki. Zobojętniałam, zrezygnowałam. Wiedziałam ze na studia nie pójde bo mi nie dadzą a nawet jak dadzą kase na to to za chwile będą wymawiać i szantażowac ze mi płacić nie będą. Wolałam nie iść na studia i mieć spokój.
Jakoś matka mnie przekonała podeszłam do matury potem namówiła mnie na studium zebym poszła no ale jej pomoc urwała sie po 2 miesiacach bo był remont i zostałam sama. Szkoła zaczeła mnie komornikiem straszyc i sądem. Sama musiałam sobie z tym problemem poradzić bo od rodziców zero pomocy.
A co do tego pastwienia się to jeszcze oprócz tego ze ojciec mnie bił i to nie po ojcowsku a kopał nawet po zebrach albo rzucał we mnie garkiem z zupą lub sosem to matka jest pijaczką, Gdy pochlała to robiła awantury do 3 w nocy, ojciec sie denerwował i tłukł ją (kazdemu by nerwy póściły wierzcie mi). Ja przez lata patrzyłam na to. W końcu sie rozeszli na jakis czas. Matka mieszkała po "wójkach". Do dziś wkręca ze to rodzina. Potem sie zeszli ale matka miała juz swoje mieszkanie (choc jakis czas mieszkała tez w altanie na ogródku) .
Jak tylko dostała rente znikała sobie na tydzień, dwa by chlać i sie pieprzyć za przeproszeniem z kolejnym wójkiem (raz ich złapałam, bo przy mnie to zaszło).
Nie było jej kiedy potrzebowałam. Dziś mówi ze się poświęcała, a tak naprawde to okradała tego człowieka. Troche głupkowa z niego byłą istota ale jako jedyny miał dla mnie zawsze ciepły i szczery usmiech i duzo mi pomógł. Wydzierała mu wszystkie pieniądze a jak nie chciał dać to szantarzowała wyrzuceniem z domu.
Gdy zmarł skończyło się źródło gotówki i zaczeła wpadać w długi, bo nie potrafi gospodarzyc pieniedzmi i nawet jakby miała 3000zł tej swojej renciny to by nie dała rady sobie.
Ja zarabiałąm wtedy 450zł stażowego, dzień w dzień pastwiła sie nade mną robiąc mi awantury ze jestem pasożytem bo nie dokładam się do życia, że jeść nie bedzie robić bo nie ma za co. Czy to moja była wina? Miałam 19 lat, potem 20. Wchodziłam i wchodze dalej w życie. Z nikąd pomocy. Nie znam swojej rodziny więc jestem osamotniona. Dopiero neidawno kupiłam sobie pierwszą dziewczęcą kurtke. No strasznie droga była 40zł. Rzeczywiście nie znaleźli by tylu pieniedzy albo 20zł na spodnie to całe 4 paczki papierosów. No ale widać są większe piorytety niz dziecko.
Tak więc ciągłe sceny i wyrywanie pieniedzy trwa do dziś mimo iż od pół roku mieszkam sama. Rozstaliśmy sie po ostatniej awanturze w tym domu. Ojciec mnie pobił ja wezwałam policje. Umowa była ja nie wszczynam niczego oni sie wynoszą na drugie mieszkanie i spokój. Mieli mi oddać przydział pełen ale ojciec zaproponował ze za pranie i przechowywanie ich rzeczy bedzie przydział narazie na niego i jakis czas bedzie płacił mi czynsz póki nie stane twardo na nogach. Zgodziłam się i to był błąd. Teraz mam nazeczonego a nie moge go zameldować. Ciągłe szantaze że wyrzucą go z domu. Nic nie mozemy zrobić w domu bez ich zgody nawet zamków zmienić. Ciągły strach ze coś zginie. A do tego boje się najbardziej o jedno że gdy zajde w ciąże to poronie przy pierwszej wojnie domowej.
Historia troche haotyczna, szczególnie mało na temat maltretowania ale co tu opisywać. Kilka razy siedziałam na dworze bojąc się wrócić do domu. Raz matka podpóściła ojca że biore narkotyki a ten był wcięty i uwierzył i urządził mi rzeźnie. Sina chodziłam
Nie interesowałam się tym wszystkim, siedizałam tylko w swoim pokoju, starałam sie jak najmniej prowokować do awantur.
Przy pożądkach w kuchni gumki izolacyjne odo lodówki to skrobałąm scyzorykiem bo był centymetr brudu zalepiony. W szafkach jakieś zepsute mięso, zgniłę kiełbasy pochowane, po kątach butelki. Długo by opowiadać ale termin patologia każdy zna a ja inaczej tego nie nazwe.
Co do ojca to dorabiał do domu jak mógł tego nie zaprzecze ale jaka przy tym była atmosfera to inna rzecz. Już jako dzieciak dźwigałam z 4 piętra butelki w kartonach bo bananach. Fakt zatrudniał ludzi też za 20zł ale ja też pracowałam. Wnosiłam na to 4 pietro drzewo w workach na plecach przez lata choć dziś mi się mówi ze nie. Odgważdzałam, łupałam drzewo w piwnicy, woziłam wózkiem kartony i drzewo.
Dziś mam skrzywiony kręgosłup (skolioze) i opadniętą łopatke. Czasem mnie serce pobolewa. Mogłam przez to wszystko rozpic sie jak większość małolatów ale zamknęłam sie przy komputerze przez co teraz słabo widze (praca tez przy kompie). Boje sie ze bede miała problemy z ciążą przez dźwiganie w latach gdy wszystko sie rozwijało.
Chce się tylko uwolnić. Oni nie pójdą do więzienia za starzy i za chorzy ale chce żeby sprawiedliwość ich dosiegłą. Chciałam iść na ugode jeszcze nawet do wczoraj chciałam im finansowo pomóc jak coś więcej zarobie. Dziś jestem rządna odwetu. Chce mieć mieszkanie na siebie i odszkodowanie za zniszczoną psychike i zdrowie.
Co mam zrobić?