Mandat MPK

  • Autor wątku Autor wątku Timur7
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
T

Timur7

Nowy użytkownik
Dołączył
11.2012
Odpowiedzi
6
Podróże kształcą (i kosztują), czyli jak się przejechać z MPK

Całkiem niedawno wypadło mi jechać nad aż morze „za chlebem”, jak to się w pewnych kręgach słusznie albo i niesłusznie powiada. W drodze na dworzec autobusem MPK, jeszcze w Legnicy, przykładnie skasowałem bilet za 2.5 zł, za co zostałem bezprzykładnie ukarany mandatem karnym, albowiem w międzyczasie, jak się dowiedziałem od pani kontrolerki (nr 326), bilety podrożały do 3 zł, o czym nie wiedziałem. Bilet kupiłem jakoś w lecie, ale od tej pory autobusami MPK nie jeździłem, aby co nieco zaoszczędzić na kasie, zyskać natomiast na zdrowiu, a często również na czasie.

Chcąc jednak w ten frajerski, jak się okazało, sposób zaoszczędzić, a nawet zyskać na tych wszystkich kursach, których korzystając, a raczej nie korzystając z usług MPK nie odbyłem, naraziłem się na straty dużo poważniejsze. Mandat bowiem opiewał na taką sumę, że przy mojej częstotliwości korzystania, a raczej niekorzystania z usług MPK („przewozy ludności”), mógłbym za nie nakupić tyle biletów, że zanim bym je wszystkie wykorzystał, zdążyłyby one zapewne wielokrotnie stracić na wartości, narażając mnie na dalsze nieprzewidziane straty, gdybym chciał z nich kiedyś pochopnie i wbrew zdrowemu rozsądkowi skorzystać w celu odbycia podróży z rzeczonym przewoźnikiem ludności.

Pal licho mandat i życzliwą panią kontrolerkę (nr 326), która gotowa była wezwać policję, gdybym zupełnie nie po obywatelsku zaczął się stawiać, co uniemożliwiłoby mi dalszą podróż nad morze za owym chlebem, co to go w Legnicy zdobyć nie mogę. Gorzej, że jakieś licho podkusiło mnie myśleć, że skoro wykupiłem usługę od MPK za taką cenę, jaka obowiązywała wtedy, kiedyśmy owej transakcji dokonywali, nie powinienem teraz do niej dopłacać. A już na pewno nie te 105 zł, 50 gr (wezwanie/pouczenie + opłata manipulacyjna 12 zł, a po tygodniu – po którym przestaje obowiązywać promocja – nawet o 50 zł więcej), którymi mnie obciążono, albowiem potraktowano mnie tak, jakbym biletu w ogóle nie posiadał, de facto więc jak złodzieja albo – nie wiem, co gorsze – jakiegoś szarlatana, który skasował kawałek powietrza, przedstawiając go następnie do okazania jako bilet. Słusznie zatem albo i niesłusznie przemyślna pani kontrolerka (nr 326) zidentyfikowała ów kawałek niczego jako „bilet o zaniżonej wartości”, jak stoi na mandacie, czyli wezwaniu/pouczeniu o dwunastozłotowych kosztach manipulacyjnych, nie licząc samego wezwania i/lub pouczenia, których nikt przecie darmo nie daje.

Kiedy nie mogąc dojść do ładu z bezładem, jaki wkradł się chyłkiem do mojej racjonalnie uporządkowanej egzystencji, zgłosiłem (telefonicznie) Kontroli Windykacji Należności „Legspin” moje zaniepokojenie, że odbywają się tu jakieś manipulacje rzeczywistością (stąd moje koszta fizyczne i psychiczne), szybko uspokojono mnie zapewnieniem, że o żadnych manipulacjach nie tu ma mowy. Albowiem skoro miałem bilet o „zaniżonej wartości” – jak stoi na mandacie – to według przepisów „tak jakbym” go nie miał. A skoro tak, mandat się jak najbardziej – za „niemanie” – należy. Tym samym porządek został ocalony, a ja znów mogę sypiać spokojnie.
 
To forum nie służy wylewaniu frustracji, tylko pytaniom natury prawnej. Masz jakieś pytanie?

Od razu dodam, że nie dostałeś mandatu. A udzielone Ci informacje przez windykatora były prawidłowe, poza tym, że to nie mandat, a opłata dodatkowa.
 
Powrót
Góra