S
Sebo
Stały bywalec
- Dołączył
- 02.2006
- Odpowiedzi
- 571
Prawie tydzień temu byłem na balu
, na którym jedna z jego uczestniczek skręciła nogę 
Jako, że byłem jedną z niewielu trzeźwych osób z prawem jazdy i samochodem zgłosiłem się na ochotnika by ją zawieźć do lekarza.
Pojechaliśmy więc do szpitala, gdzie zrobili jej prześwietlenie i zbadał ją lekarz, następnie zgodnie z jego zaleceniem udaliśmy się do apteki po odpowiedni usztywniacz na nogę (chyba akurat nie mieli takich w szpitalu, a lekarz powiedział, że mógłby założyć gips, ale to nie ma sensu jeśli możemy coś takiego kupić w aptece - bo z gipsem to będzie się o wiele dłużej goić).
Więc udaliśmy się autkiem z pod szpitala do apteki. Jako, że najbliższy parking w pobliżu apteki jest oddalony o ponad 100m i dzieli go od niej przejście przez 4 pasmową jezdnię i że była 3 w nocy a tuż przed samą apteką jest uliczka (około 10m) zamknięta dla ruchu (z wyjątkiem obsługi znajdujących się tam bankomatów) postanowiłem wjechać na tą uliczkę i postawić autko na chodniku tuż przed drzwiami apteki, tak bym mogła wyjść bezpośrednio do apteki w celu dopasowania usztywniacza, a nie nie musiała kuśtykać przez te 100m narażając się na jeszcze większą utratę zdrowia (lekarz zabronił jej chodzić) oraz powodując istotne utrudnienie ruchu na przejściu dla pieszych.
Jak byliśmy w aptece zjawił się radiowóz. Panowie w niebieskich mundurkach nie słuchali tłumaczenia o zwichniętej nodze ani nie zwracali uwagi na dokumenty ze szpitala. Oznajmili, że będzie mandat.
Akurat okazało się, że w pośpiechu wyjeżdżając z zabawy zapomniałem wziąć dokumentów autka. Zaraz zadzwoniliśmy jednak żeby nam je ktoś przywiózł.
Mandat został wystawiony na 700PLN i 10pkt za:
"Kierujący pojazdem nie zastosował się do znaku zakaz ruchu, zakaz skrętu w lewo, oraz nie posiada przy kontroli D-R oraz OC"
Jako, że byłem jedną z niewielu trzeźwych osób z prawem jazdy i samochodem zgłosiłem się na ochotnika by ją zawieźć do lekarza.
Pojechaliśmy więc do szpitala, gdzie zrobili jej prześwietlenie i zbadał ją lekarz, następnie zgodnie z jego zaleceniem udaliśmy się do apteki po odpowiedni usztywniacz na nogę (chyba akurat nie mieli takich w szpitalu, a lekarz powiedział, że mógłby założyć gips, ale to nie ma sensu jeśli możemy coś takiego kupić w aptece - bo z gipsem to będzie się o wiele dłużej goić).
Więc udaliśmy się autkiem z pod szpitala do apteki. Jako, że najbliższy parking w pobliżu apteki jest oddalony o ponad 100m i dzieli go od niej przejście przez 4 pasmową jezdnię i że była 3 w nocy a tuż przed samą apteką jest uliczka (około 10m) zamknięta dla ruchu (z wyjątkiem obsługi znajdujących się tam bankomatów) postanowiłem wjechać na tą uliczkę i postawić autko na chodniku tuż przed drzwiami apteki, tak bym mogła wyjść bezpośrednio do apteki w celu dopasowania usztywniacza, a nie nie musiała kuśtykać przez te 100m narażając się na jeszcze większą utratę zdrowia (lekarz zabronił jej chodzić) oraz powodując istotne utrudnienie ruchu na przejściu dla pieszych.
Jak byliśmy w aptece zjawił się radiowóz. Panowie w niebieskich mundurkach nie słuchali tłumaczenia o zwichniętej nodze ani nie zwracali uwagi na dokumenty ze szpitala. Oznajmili, że będzie mandat.
Akurat okazało się, że w pośpiechu wyjeżdżając z zabawy zapomniałem wziąć dokumentów autka. Zaraz zadzwoniliśmy jednak żeby nam je ktoś przywiózł.
Mandat został wystawiony na 700PLN i 10pkt za:
"Kierujący pojazdem nie zastosował się do znaku zakaz ruchu, zakaz skrętu w lewo, oraz nie posiada przy kontroli D-R oraz OC"