H
hyposelenia
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2026
- Odpowiedzi
- 1
Cześć, bardzo proszę o pomoc. Pod koniec sierpnia mam rozprawę o podwyższenie alimentów. Chciałabym zapytać, jak może wyglądać moja sytuacja na rozprawie.
Lekkie wprowadzenie do sytuacji:
Moja matka zostawiła mnie, kiedy miałam 4 lata. Dwa lata później sama zażądała spotkań ze mną i sąd ustalił kontakty co 2 tygodnie w niedzielę. Takie spotkania odbywały się od 2014 do 2021 roku. W 2021 roku zerwałam z nią kontakt, ponieważ byłam już starsza i po prostu nie chciałam dalej utrzymywać z nią relacji.
Alimenty już, w tym 2014 roku zostały ustalone na 300 zł miesięcznie, ale matka nigdy ich nie płaciła. Jest prowadzona egzekucja komornicza. Kilka miesięcy temu byłam zeznawać na policji w związku z niepłaceniem alimentów.
Po ukończeniu 18 lat, we wrześniu 2025 roku, kiedy zaczynałam 4 klasę liceum, złożyłam pozew o podwyższenie alimentów o 2000 zł miesięcznie.
W międzyczasie skończyłam liceum i zdałam maturę. Nie poszłam od razu na studia, ponieważ nadal nie wiem dokładnie, jaki kierunek chcę wybrać. Zamiast tego zapisałam się do szkoły policealnej, żeby dalej się uczyć i mieć czas na zdecydowanie, co chcę robić w przyszłości. Szkoła jest zaoczna.
Mam też cukrzycę typu 1, która generuje dodatkowe wydatki i problemy związane z normalnym funkcjonowaniem. Obawiam się również, że przy moim obecnym stanie zdrowia ciężko byłoby mi podjąć pierwszą lepszą pracę fizyczną, zwłaszcza że moja cukrzyca nie jest jeszcze dobrze wyregulowana.
Rozprawę mam tak jak wspomniałam pod koniec sierpnia i najbardziej boję się właśnie tego, że sąd uzna „masz 18 lat, skończyłaś liceum, szkoła policealna jest zaoczna, więc możesz po prostu iść do pracy i utrzymywać się sama”.
Podczas spotkania/mediacji moja matka powiedziała (i napisała to również w swoim stanowisku), że nie ma możliwości płacenia alimentów, ponieważ nie pracuje i zajmuje się swoim kolejnym dzieckiem. To już jej trzecie dziecko. Dwójkę dzieci urodziła od razu po tym jak mnie zostawiła, a trzecie dziecko w 2023 roku.
I tutaj mam największy problem ze zrozumieniem całej sytuacji.
Przez całe moje dzieciństwo i nastoletnie życie faktycznie utrzymywał mnie ojciec. Matka nie dokładała się do mojego utrzymania praktycznie w żaden sposób. Nawet kiedy widywałam się z nią co dwa tygodnie, jej „wkład” ograniczał się właściwie do tego, że czasami kupiła mi jakąś zabawkę. Całe normalne utrzymanie, szkołę, jedzenie itd. finansował ojciec.
Dlatego zastanawiam się czy sąd, rozpatrując moje alimenty po ukończeniu 18 lat, bierze pod uwagę również to, że matka przez całe moje życie nie wykonywała swojego obowiązku alimentacyjnego? Czy liczą się wyłącznie moje obecne potrzeby i moje możliwości zarobkowe?
Czy fakt, że obecnie uczę się w szkole policealnej zamiast od razu iść na studia, może być podstawą do uznania, że powinnam sama się utrzymywać?
Czy sąd może po prostu uznać, że skoro matka nie ma dochodów, to nie musi płacić?
Szczerze, nie liczę nawet na te 2000 zł. Bo wiem, że sąd weźmie pod uwagę jej sytuację finansową, ale 1000 zł czyli, tyle ile maksymalnie może wydać fundusz rownież byłoby w porządku.
Będę wdzięczna za odpowiedzi osób, które znają polskie prawo rodzinne albo miały podobną sytuację.
Lekkie wprowadzenie do sytuacji:
Moja matka zostawiła mnie, kiedy miałam 4 lata. Dwa lata później sama zażądała spotkań ze mną i sąd ustalił kontakty co 2 tygodnie w niedzielę. Takie spotkania odbywały się od 2014 do 2021 roku. W 2021 roku zerwałam z nią kontakt, ponieważ byłam już starsza i po prostu nie chciałam dalej utrzymywać z nią relacji.
Alimenty już, w tym 2014 roku zostały ustalone na 300 zł miesięcznie, ale matka nigdy ich nie płaciła. Jest prowadzona egzekucja komornicza. Kilka miesięcy temu byłam zeznawać na policji w związku z niepłaceniem alimentów.
Po ukończeniu 18 lat, we wrześniu 2025 roku, kiedy zaczynałam 4 klasę liceum, złożyłam pozew o podwyższenie alimentów o 2000 zł miesięcznie.
W międzyczasie skończyłam liceum i zdałam maturę. Nie poszłam od razu na studia, ponieważ nadal nie wiem dokładnie, jaki kierunek chcę wybrać. Zamiast tego zapisałam się do szkoły policealnej, żeby dalej się uczyć i mieć czas na zdecydowanie, co chcę robić w przyszłości. Szkoła jest zaoczna.
Mam też cukrzycę typu 1, która generuje dodatkowe wydatki i problemy związane z normalnym funkcjonowaniem. Obawiam się również, że przy moim obecnym stanie zdrowia ciężko byłoby mi podjąć pierwszą lepszą pracę fizyczną, zwłaszcza że moja cukrzyca nie jest jeszcze dobrze wyregulowana.
Rozprawę mam tak jak wspomniałam pod koniec sierpnia i najbardziej boję się właśnie tego, że sąd uzna „masz 18 lat, skończyłaś liceum, szkoła policealna jest zaoczna, więc możesz po prostu iść do pracy i utrzymywać się sama”.
Podczas spotkania/mediacji moja matka powiedziała (i napisała to również w swoim stanowisku), że nie ma możliwości płacenia alimentów, ponieważ nie pracuje i zajmuje się swoim kolejnym dzieckiem. To już jej trzecie dziecko. Dwójkę dzieci urodziła od razu po tym jak mnie zostawiła, a trzecie dziecko w 2023 roku.
I tutaj mam największy problem ze zrozumieniem całej sytuacji.
Przez całe moje dzieciństwo i nastoletnie życie faktycznie utrzymywał mnie ojciec. Matka nie dokładała się do mojego utrzymania praktycznie w żaden sposób. Nawet kiedy widywałam się z nią co dwa tygodnie, jej „wkład” ograniczał się właściwie do tego, że czasami kupiła mi jakąś zabawkę. Całe normalne utrzymanie, szkołę, jedzenie itd. finansował ojciec.
Dlatego zastanawiam się czy sąd, rozpatrując moje alimenty po ukończeniu 18 lat, bierze pod uwagę również to, że matka przez całe moje życie nie wykonywała swojego obowiązku alimentacyjnego? Czy liczą się wyłącznie moje obecne potrzeby i moje możliwości zarobkowe?
Czy fakt, że obecnie uczę się w szkole policealnej zamiast od razu iść na studia, może być podstawą do uznania, że powinnam sama się utrzymywać?
Czy sąd może po prostu uznać, że skoro matka nie ma dochodów, to nie musi płacić?
Szczerze, nie liczę nawet na te 2000 zł. Bo wiem, że sąd weźmie pod uwagę jej sytuację finansową, ale 1000 zł czyli, tyle ile maksymalnie może wydać fundusz rownież byłoby w porządku.
Będę wdzięczna za odpowiedzi osób, które znają polskie prawo rodzinne albo miały podobną sytuację.