Mediacja w sprawie o znęcanie

  • Autor wątku Autor wątku Vvievviorka
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
V

Vvievviorka

Nowy użytkownik
Dołączył
09.2019
Odpowiedzi
7
Chcę przystąpić so mediacji z byłym partnerem w sprawie o znęcanie się psychiczne i fizyczne nade mną. Mamy wspólne mieszkanie na kredyt i dwuletnie dziecko. Obecnie nie mieszkamy razem, bo tymczasowo jestem u rodziców. Nie chcę wracać do domu i żyć z byłym partnerem pod jednym dachem, ale też nie chce zostać na lodzie z małym dzieckiem. Czego mogę żądać na takiej mediacji, żeby zapewnić sobie i dziecku spokojne lokum?
 
Żądaj zakazu zbliżania do Ciebie i dziecka oraz nakazu opuszczania lokalu tak, aby to sprawca się wyniósł z mieszkania a nie Ty.
 
W pierwszym zdaniu chodzi ci o sprawę karną z art. 207 k.k? Bo jeśli tak to obawiam się iż mediacja ma na celu wpłynięcie na ewentualny wyrok. Jeżeli chodzi o samą mediacje to teoretycznie możesz "żądać" czego chcesz ( jeżeli nie łamie to prawa ) ale on nie musi się na nic zgodzić. Możesz np. zaproponować że opuścisz lokum a on w zamian będzie ci co miesiąc wypłacał określoną kwotę pieniędzy. W przypadku zawarcia ugody podczas mediacji sąd dostaje o tym informacje i akceptuje ugodę, tak więc gdyby partner się nie wywiązał możesz korzystać z pomocy komornika. A tak w skrócie, zgódź się na mediacje, pomyśl co byś od niego chciała żeby było to w jego zasięgu i tobie odpowiadało, będzie z wami mediator który może udzielić wskazówek, a jeżeli nie uda się dogadać to nie poniesiesz żadnych kosztów ani konsekwencji. Powodzenia :)
 
Jestem po mediacji. Ustaliliśmy, że partner wyniesie się na rok z naszego wspólnego mieszkania, w zamian o umorzenie postępowania w prokuraturze. W tym czasie miał podjąć terapię i się ogarnąć. Sprawa wygląda obecnie tak, że przez te 3 miesiace mieszka osobno, niby zaczął się starać, ma pomoc psychologa, ale ostatnio mi oznajmił, że od sierpnia wraca do nas. Kategorycznie się nie zgodziłam, rok to miał być takie minimum, żeby mógł się ogarnąć i ewentualnie dostać druga szanse. Niestety wyszło na to, że ma gdzieś moje zdanie, uważa, że go zmusiłam do podpisania ugody i ugrałam jego wyprowadzkę. Myślałam, że podpisując tą ugodę naprawdę chce się zmienić, jednak się pomyliłam. Nie wiem co mam teraz zrobić, gdy on i tak postanowi się wprowadzić z powrotem. Czy mogę jakoś temu zapobiec? Czy jeśli złamie warunek ugody, mogę wyciągnąć jakieś konsekwencje z tego?
 
A po co tutaj ten post, nie to miejsce.
 
Powrót
Góra