mieszkanie komornicze

  • Autor wątku Autor wątku janek297
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
J

janek297

Użytkownik
Dołączył
03.2018
Odpowiedzi
38
Dzień dobry,

Od jakiegoś czasu przymierzam się do kupna mieszkania przez licytację komorniczą. Na oku mam dwie nieruchomości. W obu zameldowane są rodziny. Nie ma żadnych służebności, był brany kredyt hipoteczny. Mimo to, wciąż waham się nad zakupem. Boje się, że od momentu zakupu, do faktycznej możliwości wprowadzenia może minąć bardzo długi okres czasu. Jak to praktycznie wygląda jeśli dotychczasowi właściciele nie będą chcieli się wyprowadzić?
Chciałbym się poradzić osób, które miały styczność z takimi nieruchomościami. Czy w ogóle opłaca się poświęcać czas i nerwy na takie nieruchomości? Może ma ktoś jakieś praktyczne porady co sprawdzić/zrobić przed i po zakupie?
 
janek297 napisał:
Boje się, że od momentu zakupu, do faktycznej możliwości wprowadzenia może minąć bardzo długi okres czasu.

Słusznie.

janek297 napisał:
Czy w ogóle opłaca się poświęcać czas i nerwy na takie nieruchomości?
To ty musisz to wiedzieć.
 
janek297 napisał:
Boje się, że od momentu zakupu, do faktycznej możliwości wprowadzenia może minąć bardzo długi okres czasu. Jak to praktycznie wygląda jeśli dotychczasowi właściciele nie będą chcieli się wyprowadzić?

Dłużnicy mogą sprawę przedłużać i często (choć nie zawsze) tak robią. Najlepiej spytaj komorników działających przy danym sądzie rejonowym jak szybko są tam załatwiane sprawy, w których dłużnicy dążą do obstrukcji postępowania.
 
Pamietajac o tym, że każda sprawa jest inna, czy istnieje możliwość określenia jakichś maksymalnych "widełek" czasowych, do kiedy dotychczasowy właściciel mógłby zajmować mieszkanie? Bliżej miesiąc, rok, 2 lata?

W internecie natknąłem się na artykuł, w którym opisana była sytuacja, gdzie to gmina opłacała wynajem mieszkania, w sytuacji, w której dotychczasowy właściel nie chciał się wyprowadzić. Czy rzeczywiście cos takiego funkcjonuje i czy w praktyce udaje się wyegzekwować od gminy pieniądze?
 
Funkcjonuje, ale nie wiemy jaki był wyrok sądu w sprawie eksmisji. Przy upartym lokatorze może to trwać kilka lat. Chcesz kupić taniej, ale to wiąże się zwykle ze sporymi trudnościami. I dlatego jest taniej...
 
Najpierw porozmawiaj z dłużnikami, będziesz wiedział czy zamierzają się wyprowadzić dobrowolnie i ewentualnie kiedy.
Później z komornikiem w jakim zwykle terminie gmina wskazuje lokal tymczasowy przy eksmisji.
Nigdy jednak nie będziesz miał 100% pewności jak to będzie w twoim przypadku, ale na podstawie powyższych informacji możesz podjąć decyzję czy warto kupować.
 
O ile nawiąże z nimi kontakt i będą chcieli rozmawiać, bo nie muszą.
Często orientacyjne okresy czasu pytający, zwłaszcza początkujący stawiają za pewnik i wbijają sobie do głowy, że tak ich zapewniono/obiecywano/ale mówił Pan/Pani itp ... potem chcą rezygnować.
Lepiej jak komornik niczego nie będzie mówił, poza faktami związanymi ze sprawą, które znajdują się w operacie a o reszcie wszystkich poinformuje bezpośrednio przed licytacją.
Warto zacząć od czytania ustawy.
 
Ostatnia edycja:
LLawyer napisał:
O ile nawiąże z nimi kontakt i będą chcieli rozmawiać, bo nie muszą
Ale to już powinno dać nabywcy do myślenia, że nie będzie łatwo i trzeba wówczas rozważyć czy cena nabycia nieruchomości jest na tyle atrakcyjna żeby przystępować do licytacji.
LLawyer napisał:
Warto zacząć od czytania ustawy.
Ustawa też wszystkiego nie powie.
Dłużnik może złożyć zażalenie ale nie musi.
Jeden sąd rozpatrzy zażalenie bezzwłocznie, w drugim będzie się ciągnąc miesiącami.
Gmina powinna bezzłowcznie wskazać lokal tymczasowe czy miejsce w noclegowni, ale tego nie zrobi. itd.
Czasami w życiu oprócz wiedzy trzeba mieć trochę "nosa" i szczęścia.
 
I tak i nie.
Wszyscy wiedzą, że pewni nabywcy sprawnie sobie radzą z lokatorami bez udziału komornika, ale to już temat dla policji i prokuratury.
Nos i szczęście, no może ale głównie trzeba sobie zdać sprawę że może to potrwać.

Bywają N które na II idą za ceną wyższą niż wywołania na I, bo wszyscy chcieli taniej a wyszło drożej bo akurat N jest rewelacyjna z jakiegokolwiek powodu.

Potencjalni nabywcy potrafią dzwonić i pytać kiedy przyjedzie komornik pokazać im N bo dłużnik ich nie chce wpuścić albo po licytacji pytają kiedy dostaną klucze od komornika i czy już mogą się wprowadzać.

Dlatego zawsze odsyłam do ustawy, bo od tego trzeba zacząć.

Sam jestem zdziwiony ale bywają ludzie, którzy nabywają nieruchomości bez jakiegokolwiek spojrzenia w ustawę licząc że ktoś im wszystko powie i "poprowadzi". Później pretensje do komornika, sądu i całego świata.
 
Ostatnia edycja:
janek297 napisał:
Pamietajac o tym, że każda sprawa jest inna, czy istnieje możliwość określenia jakichś maksymalnych "widełek" czasowych, do kiedy dotychczasowy właściciel mógłby zajmować mieszkanie? Bliżej miesiąc, rok, 2 lata?
Miesiąc? Od licytacji? To graniczyłoby z cudem.
Jeżeli udałoby się Panu wprowadzić do mieszkania w przeciągu pół roku od licytacji, to może się Pan uważać za szczęściarza.
 
LLawyer, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie twierdzę, że nadmiar wiedzy jest szkodliwy dla zdrowia, ale jak ktoś ma problemy z czytaniem to wystarczy że zadaje odpowiednie pytania i wyciąga odpowiednie wnioski. Pytając może uzyskać wiedzę czasami lepszą niż by sam przeczytał jakiś fragment ustawy. Oczywiście reguły nie ma.
Jeżeli ktoś jest oporny na wiedzę, uznaje że złapał boga za nogi i patrzy tylko na to że tanio, to ma szansę skończyć jak klient Amber Gold.
 
Może inaczej, choć po części masz trochę racji.
Wziąłbyś udział w przetargu w celu nabycia, tylko na podstawie tego co napiszą lub powiedzą obcy ludzie, nie mając elementarnej wiedzy ?

Wszyscy "doradcy" nie będą ponosili konsekwencji podjętych przez pytającego decyzji. Nabywca a wcześniej pytający już tak.

Btw w Amber podobno nawet prawnicy wtopili.
 
Ja mam wrażenie że 99 % licytantów bierze udział w licytacjach na takich zasadach.
 
Może inaczej.
Ilu z tych 99% jest pionkami wykonującymi polecenia innych a ilu już się usamodzielniło.
 
Nie przesadzaj nie jest tak źle.
Bynajmniej, w tych mniejszych miastach bez smogu, za inne nie odpowiadam.
Gorszy problem był parę lat temu, gdy można było wpłacić wadium tuż przed licytacją, wówczas było sporo dziwnych panów tzw. naciągaczy.
A poza tym, w naturze człowiek jest to, że najlepiej się uczy na błędach.
 
Nie przesadzam.
Było, jest i będzie, bo większość przeszła dawno temu z ruchomości na nieruchomości.
Nic się nie zmieniło, nawet kamery przed salami rozpraw tego nie zmieniły, bo niby dlaczego miałyby zmienić.
Nie wiem od ilu setek tysięcy zaczyna się większe miasto a kończy mniejsze, ale moje do najmniejszych nie należy.
 
Ostatnia edycja:
Ciekawa dyskusja wynikła z tego wątku. Dziękuje za wszystkie odpowiedzi.
Niestety utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to dość ryzykowny interes.
 
Powrót
Góra