S
ShadowMaster
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2013
- Odpowiedzi
- 9
Witam
Jakieś 7 lat temu otrzymałem mandat za jazdę bez biletu. Pamiętam, że uznałem go za niesłuszny. Chciałem skasować bilety zaraz po tym jak wsiadłem do autobusu, ale kanary zablokowały kasownik i dupa ... tłumaczenia, że nie zdążyłem nic nie dały, ale nie o to chodzi.
Nawet nie pamiętam czy podpisałem mandata - jest duża szansa, że nie.
Przed świętami dostałem pisma od komornika:
- nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym
- żądanie udzielenia wyjaśnień
- zajęcie wierzytelności
- zawiadomienie o wszczęciu egzekucji, wezwanie do zapłaty należności
Nie zgadzam się z zapłatą. Pomijam, że wzrosła o kilkaset złotych z powodu kosztów egzekucyjnych. Wcześniej nie otrzymywałem żadnych wezwać do zapłaty ani innych pism.
Nie pamiętam kiedy miał miejsce przejazd. Wiem, że pozew został wniesiony 7 grudnia 2006. Nie wiem czy sprawa została przedawniona czy też nie.
Na nakazie zostało napisane, że powinienem zapłacić powodowi kwotę 107 wraz z odsetkami od dnia 2 czerwca 2006 roku. Wszystko fajnie, ale nie miałem szansy się o tym dowiedzieć ponieważ nie dostałem wcześniej żadnego wyroku, a przynajmniej ja go nie odebrałem. Od kilkunastu lat nie mieszkam w miejscu, do którego są dostarczane pisma, a matka nie o wszystkich pismach mnie informowała (sporadycznie przekazuje mi jakieś pisma - to od komornika sam odebrałem bo byłem na święta).
Co powinienem zrobić. Czy wnieść sprzeciw? Na jakiej podstawie? Czy przed egzekucją powinienem otrzymać wyrok sądu z nakazem zapłaty (ten z grudnia 2006 roku)?
Ja go nie dostałem (chociaż nigdy nie dowiem się czy pismo odebrała moja mama - jest to możliwe, ale nie mam pewności).
Pozostaje mi płakać i płacić (na chwilę obecną nie stać mnie na zapłatę takiej kwoty), czy mogę coś jeszcze zrobić. Niestety czas na reakcję się kurczy. Proszę nakierujcie mnie na poprawny tor działania.
Dziękuję i pozdrawiam
Jakieś 7 lat temu otrzymałem mandat za jazdę bez biletu. Pamiętam, że uznałem go za niesłuszny. Chciałem skasować bilety zaraz po tym jak wsiadłem do autobusu, ale kanary zablokowały kasownik i dupa ... tłumaczenia, że nie zdążyłem nic nie dały, ale nie o to chodzi.
Nawet nie pamiętam czy podpisałem mandata - jest duża szansa, że nie.
Przed świętami dostałem pisma od komornika:
- nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym
- żądanie udzielenia wyjaśnień
- zajęcie wierzytelności
- zawiadomienie o wszczęciu egzekucji, wezwanie do zapłaty należności
Nie zgadzam się z zapłatą. Pomijam, że wzrosła o kilkaset złotych z powodu kosztów egzekucyjnych. Wcześniej nie otrzymywałem żadnych wezwać do zapłaty ani innych pism.
Nie pamiętam kiedy miał miejsce przejazd. Wiem, że pozew został wniesiony 7 grudnia 2006. Nie wiem czy sprawa została przedawniona czy też nie.
Na nakazie zostało napisane, że powinienem zapłacić powodowi kwotę 107 wraz z odsetkami od dnia 2 czerwca 2006 roku. Wszystko fajnie, ale nie miałem szansy się o tym dowiedzieć ponieważ nie dostałem wcześniej żadnego wyroku, a przynajmniej ja go nie odebrałem. Od kilkunastu lat nie mieszkam w miejscu, do którego są dostarczane pisma, a matka nie o wszystkich pismach mnie informowała (sporadycznie przekazuje mi jakieś pisma - to od komornika sam odebrałem bo byłem na święta).
Co powinienem zrobić. Czy wnieść sprzeciw? Na jakiej podstawie? Czy przed egzekucją powinienem otrzymać wyrok sądu z nakazem zapłaty (ten z grudnia 2006 roku)?
Ja go nie dostałem (chociaż nigdy nie dowiem się czy pismo odebrała moja mama - jest to możliwe, ale nie mam pewności).
Pozostaje mi płakać i płacić (na chwilę obecną nie stać mnie na zapłatę takiej kwoty), czy mogę coś jeszcze zrobić. Niestety czas na reakcję się kurczy. Proszę nakierujcie mnie na poprawny tor działania.
Dziękuję i pozdrawiam