M
MXCB
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2008
- Odpowiedzi
- 1
Witam,
na wstępie opiszę całe zajście. Otóż wraz z 6 innymi osobami wracaliśmy późnym wieczorem z urodzin kolegi, byliśmy pod wpływem alkoholu gdy zostaliśmy zaczepieni przez kilkuosobową grupę, jeden z tamtych zapytał się kolegi czy ma papierosa, więc tatmen aby nie prowokować (przyjaźnie nie wyglądali) wyjął paczkę i w momencie jak chciał mu dać został uderzony w twarz po czym pozostali rzucili się na nas, mi udało się odepchnąć tego który zaczął mnie szarpać, po czym zacząłem uciekać do domu ponieważ mieszkam niedaleko, jeden zaczął mnie gonić po kilkunastu metrach dogonił mnie i zdołało mu się mnie przewrócić lecz w tym samym momencie sam także się wyrócił, na szczęście ja zdołałem podnieść się pierwszy i uciekłem do swojej klatki schodowej skąd zadzwoniłem na policję zgłaszając napaść. W tym czasie tamten już się pozbierał podbiegł pod moją klatkę i zaczął kopać w szybę, która pękła. Następnie pod moją klatką schodową zebrała się cała ich banda, odgrażali się, kopali w drzwi jednak gdy zobaczyli patrol odeszli. W tym czasie dodzwoniłem się do reszty kolegów, którym też udało się obronić i uciec, zebrawszy się poszliśmy do policjantów, którzy zatrzymali dwie osoby, podaliśmy policjantom nasze dane, jeden z kolegów, ten który dawał papierosa poszedł do szpitala ponieważ miał solidnie podbite oko po czym wróciliśmy do domów. Całe zajście trwało ułamek sekundy.
Na drugi dzień zadzwonił do mnie policjant i kazał się stawić na przesłuchaniu i tutaj mam pytanie dlaczego tylko mi, dlatego, że to ja zgłosiłem awanturę na policję ?
Poszedłęm jednak z kolegą, tym któremu udzielono w szpitalu pomocy. Po przesłuchaniu nas, pokazano nam jednego z zatrzymanych tamtej nocy przez wezwany patrol, niestety nie byliśmy pewni czy tam był, powiedzieliśmy więc, że go nie rozpoznajemy, możliwe, że był ale wszystko działo się bardzo szybko, było ciemno, mieli na głowach kaptury itd. Policjant pytał się mnie także czy to był ten który rozbił drzwi, powiedziałem, że nie, bo tamtego bym raczej rozpoznał. Dodam, że w wyniku tego straciłem okulary więc to także utrudniłoby mi rozpoznanie kogokolwiek.
Policjanci kazali nam iść do szpitala, ja mam jedynie pozdzieraną i obitą nogę od upadku, kolega podbite solidnie oko. Czytałem sporo i wyszło, że my także, możemy zostać skazani za udział w bójce, ale co to za bójka gdzie my nie biliśmy się tylko udało się nam oswobodzić i uciec, poza tym zgłosiliśmy wszystko na policję. Dodam, że nie w głowach nam bójki, awantury itd., wszyscy studiujemy, jesteśmy spokojnymi ludźmi wyszliśmy uczcić urodziny przyjaciela, a tamta grupa, to osoby mające do czynienia z prawem od dawna, gdyż ''znam'' ich, chodziliśmy do jednych szkół, mieszkamy od lat na jednym osiedlu.
I tutaj kieruję pytanie jak to wszystko się może potoczyć czy my także możemy ponieść karę ?
Dziękuję z góry za odpowiedź i serdecznie pozdrawiam
na wstępie opiszę całe zajście. Otóż wraz z 6 innymi osobami wracaliśmy późnym wieczorem z urodzin kolegi, byliśmy pod wpływem alkoholu gdy zostaliśmy zaczepieni przez kilkuosobową grupę, jeden z tamtych zapytał się kolegi czy ma papierosa, więc tatmen aby nie prowokować (przyjaźnie nie wyglądali) wyjął paczkę i w momencie jak chciał mu dać został uderzony w twarz po czym pozostali rzucili się na nas, mi udało się odepchnąć tego który zaczął mnie szarpać, po czym zacząłem uciekać do domu ponieważ mieszkam niedaleko, jeden zaczął mnie gonić po kilkunastu metrach dogonił mnie i zdołało mu się mnie przewrócić lecz w tym samym momencie sam także się wyrócił, na szczęście ja zdołałem podnieść się pierwszy i uciekłem do swojej klatki schodowej skąd zadzwoniłem na policję zgłaszając napaść. W tym czasie tamten już się pozbierał podbiegł pod moją klatkę i zaczął kopać w szybę, która pękła. Następnie pod moją klatką schodową zebrała się cała ich banda, odgrażali się, kopali w drzwi jednak gdy zobaczyli patrol odeszli. W tym czasie dodzwoniłem się do reszty kolegów, którym też udało się obronić i uciec, zebrawszy się poszliśmy do policjantów, którzy zatrzymali dwie osoby, podaliśmy policjantom nasze dane, jeden z kolegów, ten który dawał papierosa poszedł do szpitala ponieważ miał solidnie podbite oko po czym wróciliśmy do domów. Całe zajście trwało ułamek sekundy.
Na drugi dzień zadzwonił do mnie policjant i kazał się stawić na przesłuchaniu i tutaj mam pytanie dlaczego tylko mi, dlatego, że to ja zgłosiłem awanturę na policję ?
Poszedłęm jednak z kolegą, tym któremu udzielono w szpitalu pomocy. Po przesłuchaniu nas, pokazano nam jednego z zatrzymanych tamtej nocy przez wezwany patrol, niestety nie byliśmy pewni czy tam był, powiedzieliśmy więc, że go nie rozpoznajemy, możliwe, że był ale wszystko działo się bardzo szybko, było ciemno, mieli na głowach kaptury itd. Policjant pytał się mnie także czy to był ten który rozbił drzwi, powiedziałem, że nie, bo tamtego bym raczej rozpoznał. Dodam, że w wyniku tego straciłem okulary więc to także utrudniłoby mi rozpoznanie kogokolwiek.
Policjanci kazali nam iść do szpitala, ja mam jedynie pozdzieraną i obitą nogę od upadku, kolega podbite solidnie oko. Czytałem sporo i wyszło, że my także, możemy zostać skazani za udział w bójce, ale co to za bójka gdzie my nie biliśmy się tylko udało się nam oswobodzić i uciec, poza tym zgłosiliśmy wszystko na policję. Dodam, że nie w głowach nam bójki, awantury itd., wszyscy studiujemy, jesteśmy spokojnymi ludźmi wyszliśmy uczcić urodziny przyjaciela, a tamta grupa, to osoby mające do czynienia z prawem od dawna, gdyż ''znam'' ich, chodziliśmy do jednych szkół, mieszkamy od lat na jednym osiedlu.
I tutaj kieruję pytanie jak to wszystko się może potoczyć czy my także możemy ponieść karę ?
Dziękuję z góry za odpowiedź i serdecznie pozdrawiam