Naprawa motocykla bez uzgodnienia z właścicielem

  • Autor wątku Autor wątku akserf
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

akserf

Nowy użytkownik
Dołączył
02.2015
Odpowiedzi
6
Witam,

Mamy z narzeczonym nie lada zagwozdkę.
W sierpniu zeszłego roku podczas przejażdżki zatarłam silnik w swoim motocyklu. Kilka dni później podczas luźnej rozmowy znajomy zaproponował mi, że jego kuzyn (mechanik prowadzący działalność) może ten mój motocykl naprawić. Miałam mieszane uczucia, ponieważ jeden jedyny raz oddałam do niego sprzęt, co skończyło się tym, że nie dokręcił koła, "bo bolała go głowa", a ja z tym niedokręconym kołem przejechałam 30 km, o czym dowiedziałam się 3 dni później. Ostatecznie jednak zgodziłam się. 3-4 tygodnie po awarii motocykla mechanik wraz ze swoim kuzynem przyjechał do mnie po sprzęt. Podczas gdy ładowali go na pakę poprosiłam, żeby przejrzał, co się tam podziało i dał mi znać, żebym wiedziała, jakie będą koszty naprawy i czy będzie ona w ogóle opłacalna.
2-3 tygodnie później zadzwonił do mnie kuzyn mechanika z informacją, że do wymiany jest dół silnika i znaleźli u znajomego za 1200 zł. Zapytał, co ja na to. Odpowiedziałam, żeby mechanik na razie się wstrzymał, ponieważ muszę się skonsultować z narzeczonym w kwestii kosztów. Odpowiedział, że ok, nie ma problemu i żebym dała znać mechanikowi, jak już coś postanowimy.
Miesiąc później, ni stąd ni zowąd otrzymałam smsa od mechanika o treści "motor masz gotowy, koszt to 3000 zł. do zobaczenia". Zadzwoniłam do niego, tłumaczył się tym, że jednak silnik kosztował 1600, 600 zł wszelkie części do niego, a reszta to robocizna. Odpowiedziałam, że muszę to uzgodnić z narzeczonym, ponieważ nie spodziewaliśmy się, że naprawi motocykl bez żadnej informacji czy pytania. Narzeczony wykłócił się z nim pół godziny. Mechanik stwierdził, że, cytuję, on nie jest żadnym rzeczoznawcą i nie zajmuje się wyceną. Że takie wyszły koszty i nic nie poradzi. Finał rozmowy był taki, że mechanik miał się jeszcze zastanowić, jak to rozegrać i miał dać znać, ale, zaznaczył, będzie się kontaktował ze mną (widać byłam mniej stanowcza ;) ). Zadzwonił do mnie dokładnie po miesiącu i 1 tygodniu. Oczywiście nic nowego nie wymyślił, dalej żądał 3000 zł. Powiedziałam, że tyle na pewno nie zapłacimy (dla porównania, silnik w podobnym stanie, w jakim jest rzekomo ten po jego naprawie, kosztuje w granicach 2000-2300 zł, za 1600 zł też swego czasu znaleźliśmy), ale że dla jego komfortu mogę jeszcze przedyskutować sprawę z narzeczonym. Po ok. godzinie odpisałam, że maksymalnie możemy dać 2200 zł (biorąc pod uwagę fakt, że początkowo podał mi cenę silnika 1200 zł), a jeśli nie, to chcę odebrać motocykl w takim stanie, w jakim do niego trafił. Nie odezwał się po dziś dzień (minęły 3 miesiące).
Dziś rano zadzwoniłam do niego z pytaniem, co postanowił - nic się nie zmieniło, nadal żądał 3000 zł. Zaznaczyłam, że nie daliśmy żadnego znaku do jakichkolwiek napraw - dla mnie taka naprawa jest nieopłacalna, to połowa ceny motocykla i za takie pieniądze nie podjęłabym się remontu. Stwierdził, że to nasza wspólna wina, bo się nie dogadaliśmy, z czym się kompletnie nie zgadzam, bo przekaz z mojej strony był jasny. Powiedział, że to nie rozmowa na telefon. Przyjechaliśmy zatem popołudniu do jego warsztatu. Pomijając fakt, że uparcie siedzi przy 3000 zł, ewentualnie, jak stwierdził, 2800 zł, to stwierdził, że nawet, jak będziemy chcieli wziąć motocykl w takim stanie, jak przed naprawą, to i tak musimy mu zapłacić 800 zł za robotę. Zapytałam wprost: czyli liczysz sobie 800 zł za robociznę przy naprawie motocykla i tyle samo za jego rozłożenie i złożenie, żeby sprawdzić, na czym polega awaria? Powiedział, że tak. Sam przyznał, że no tak, że powinien poinformować o tym, jakie są koszty, ale zaraz, ponownie, zrzucił to na fakt, "że się nie dogadaliśmy".
Obecnie motocykl stoi u niego, narzeczony zarządził, że ma rozebrać silnik i zrobić tak, jak był przed naprawą.
Nie mamy żadnej umowy, żadnego pokwitowania itp. On ma notes z kosztami, ale powiedział, że sobie zapisywał, więc podejrzewam, że nie ma nawet pół rachunku czy faktury na jakiekolwiek części.
Co możemy zrobić w takiej sytuacji, gdzie mechanik dokonał naprawy bez naszej zgody nie informując nas wcześniej o kosztach? Proszę Was pilnie o pomoc, minęło pół roku, odkąd moja maszyna u niego stoi i szlag mnie trafia!
 
Zażądać wydania motocykla. Jeżeli nie poskutkuje, wnieść pozew o wydanie rzeczy do sądu rejonowego.
 
On nie ma problemu z wydaniem motocykla, tylko żąda za to pieniędzy, nieważne w jakim stanie zostanie wydany, a my nie chcemy zapłacić, bo nie skonsultował niczego z nami.
 
Czyli problem z wydaniem motocykla jest, bo żąda pieniędzy. Tymczasem nie ma prawa go przetrzymywać, stawiając warunek jego wydania w postaci zapłaty pieniędzy. Nie przysługuje mu na nim żadne prawo zastawu, pomijając już czy jego żądanie odnośnie określonej sumy pieniężnej uznamy za słuszne czy niesłuszne.
 
Powrót
Góra