J
JAKSA
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2006
- Odpowiedzi
- 1
Żona miała kolizję i odstawiła samochód do warsztatu. Mechanik uznał, że zapewne ubezpieczyciel uzna szkodę całkowitą. Przyjechał chłopak z firmy ubezp., posiedział u mechanika, pogadał, porobił zdjęcia. Mechanik wyliczył zonie, że dostanie 3500 zł. i że on może spróbowac naprawić ten samochód uzywając używanych części za tą kwotę. Po jakimś czasie żona zadzwoniła do niego i dowiedziała się że po oględzinach cena za naprawę będzie jakieś 4500 a max 5000 zł. Dodam, że taki sam samochód bezwypadkowy "chodził" na rynku za jakieś 6000. Uznalismy z zoną, że nie mamy czasu na poszukiwanie innego samochodu, tym bardziej ze i tak bez pieniędzy z ubezpieczenia nie byłoby nas stać na jego zakup. poza tym bez samochodu zona nie mogła pracować (działalność gosp) i wywiązywać się z umów (usługi w terenie - codziennie min 150 km). Minęły 2 miesiące i wreszcie dostalismy pieniądze - o dziwo 6000. Nazajutrz (!) wreszcie zadzwonił mechanik, że samochód gotowy (po 2 miesią. Przy odbiorze poinformował, że koszty naprawy wzrosły do 7600 i warunkiem odbioru było napisanie przez żonę na jakimś świstku, że zapłaci w dwóch ratach; pierwszą zapłaciła od razu (2500) a resztę miała wpłacić po miesiącu. Po odbiorze samochodu okazało się, że nie działają pasy bezp. Mechanik naprawił je za 200 zł ; przyszył nićmi i igłą kawałek starych pasów do innych pasów z jakiegoś starego samochodu. Znalazłem też inne usterki. Uznałem, że nie zapłacimy tej kwoty i w rozmowie z mechanikiem uznałem wyłacznie rachunek na 5000. Nie dostałem rachunku, nie dostałem wyceny i zakresu usługi. Nie dostałem nic. Facet groził mi nasłaniem jakichś mutantów a dzisiaj zadzwonił jego prawnik (i klient jednocześnie) i groził sądem. Cena za usługę znowu wzrosła, bo do 7600 doliczył jeszcze podatek VAT (9272). Płacić, bić się?