A
adriank1410
Witam wszystkich serdecznie. Nie wiem, w jakim dziale to dodać więc zostawię to tutaj. Otóż ostatni dzień wolnego, więc umówiłem się ze znajomym i poszliśmy się przejść, trochę pogadać, ogółem spędzić miło czas. Nieopodal naszego osiedla jest drugie osiedle na którym znajduje się plac zabaw. Obok niego jest dosyć duża ścieżka (ponad 3 metry), która prowadzi w kierunku torów. Najpierw jest trawa obok tej ścieżki, a potem są nieużywane tory, dopiero dużo dalej są tory po których od czasu do czasu przelotnie przejedzie jakiś pociąg i to nie normalny a towarowy, paliwo etc. Siedzieliśmy sobie dziś na murku, (nie paliliśmy ani nie piliśmy - tzn piliśmy, ale Frugo a nie żaden alkohol ;-)). Jest on zaraz przy tych nieużywanych torach, blisko tej ścieżki. Nagle podchodzi do nas dwóch panów, kolejarze to chyba nie byli ale jacyś co pilują torów i chyba okolicy, nie wiem jak ich nazwać, ale mieli zielone kamizelki i czapki z orłem, więc coś na ten rodzaj
Widzieliśmy ich jak szli tam już z daleka z tych głównych torów, ale jako że jesteśmy normalnymi ludźmi i to było widać ze idą do nas to nie uciekalismy itd (a bo i po co?). Podeszli, my oczywiście pełna kulturka, dzień dobry, o co chodzi? Oni, że to teren kolei i nie wolno nam tu przebywać, że to niezgodne z prawem. I że mamy pokazać legitymacje, albo dzwonią na policję. Legitymacji oczywiście nie miałem przy sobie ani ja, ani kolega. Powiedziałem wtedy, że dokumentu nie posiadamy, ale nie mogą od nas wymagać wylegitymowania się, tylko organy ścigania mają takie uprawnienia. Na to ten drugi pan zapytał po ile mamy lat i co tu robimy. Odpowiedzielismy zgodnie z prawda, 16 i 15 oraz ze rozmawiamy sobie i pijemy Frugo bo to spokojne i ciche miejsce na przemyslenia. Kolega powiedzial zeby juz nie robic problemu, ze sobie pojdziemy. A on na to ze to my robimy problem, ze jestesmy bezprawnie i tak dalej. Odpowiedzialem "dobrze, rozumiem. Przepraszamy.", chociaz mialem wspomniec o tym, ze nigdzie nie widnieje zaden znak ani tablica informująca o tym, ze jest tu zakaz wstępu, a duzo ludzi sie tam kreci bo jest wydeptana sciezka no ale nie dodalem tego. Drugi pan burknął "Jak się odzywasz?!", ja spytałem czy tymi słowami go obraziłem albo cos moze zle powiedzialem. On juz taki mega zdenerwowany krzyknął: "Wypiep**ać stąd, bo zarobicie gałę(/gumę, krzyczał tak ze nie zrozumialem dokladnie)". Więc spokojnie z kolegą wstaliśmy i odeszliśmy. Czy ktoś może ocenić tą sytuację z jego punktu widzenia, a takze prawnego? Oczywiscie mogliby zadzwonic na policje, bo to chyba podlega pod groźby, czyż nie? A "wypiep**ać" nie narusza mojej godności osobistej i kultury jezyka? Pozdrawiam.