T
trewor007
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2015
- Odpowiedzi
- 1
Historia, którą tu przedstawiam miała miejsce w 2008r.
Mianowicie podczas pisania tzw. matury próbnej z języka polskiego, w ramach odstresowania się, używałem części egzaminu będącej brudnopisem do bazgrania.
Poza typowymi "małpkami" i innymi rysunkami zamieściłem tam również coś w rodzaju dziennika, w którym notowałem godzinę i zaobserwowane zdarzenie.
Ktoś z komisji, najwyraźniej musiał zajrzeć do mojego brudnopisu i to przeczytać, ponieważ 2 linijki:
Sprawa skończyła się dla mnie obniżeniem zachowania, oraz koniecznością przeproszenia dyrektora.
Zarówno dyrektor mojego technikum jak i polonista potraktowali sprawę bardzo pobłażliwie, do tego stopnia nawet, iż mój polonista powiedział mi, że prawie posmarkał się za śmiechu jak przeczytał mój brudnopis. Jedyną problematyczną osoba była właśnie wicedyrektorka, która starała się nawet nie dopuścić mnie do matury.
I tu rodzi się pytanie, które ciekawi mnie od lat.
Czy gdyby wicedyrektorce faktycznie udało się zablokować mi dostęp do pisania matury mógłbym się wybronić z tego udając się do sądu i wytaczając jej proces? Wszak na 1 stronie arkuszu w jednym z punktów jest wyraźnie napisane, że brudnopis nie podlega ocenie.
Mianowicie podczas pisania tzw. matury próbnej z języka polskiego, w ramach odstresowania się, używałem części egzaminu będącej brudnopisem do bazgrania.
Poza typowymi "małpkami" i innymi rysunkami zamieściłem tam również coś w rodzaju dziennika, w którym notowałem godzinę i zaobserwowane zdarzenie.
Ktoś z komisji, najwyraźniej musiał zajrzeć do mojego brudnopisu i to przeczytać, ponieważ 2 linijki:
Wywołały ogromne oburzenie u mojej ówczesnej wicedyrektorki, kazała mi przyprowadzić rodziców itd.xx:yy Komisja wygląda na znudzoną.
xx:yy Ktoś się spierdział, strasznie śmierdzi.
Sprawa skończyła się dla mnie obniżeniem zachowania, oraz koniecznością przeproszenia dyrektora.
Zarówno dyrektor mojego technikum jak i polonista potraktowali sprawę bardzo pobłażliwie, do tego stopnia nawet, iż mój polonista powiedział mi, że prawie posmarkał się za śmiechu jak przeczytał mój brudnopis. Jedyną problematyczną osoba była właśnie wicedyrektorka, która starała się nawet nie dopuścić mnie do matury.
I tu rodzi się pytanie, które ciekawi mnie od lat.
Czy gdyby wicedyrektorce faktycznie udało się zablokować mi dostęp do pisania matury mógłbym się wybronić z tego udając się do sądu i wytaczając jej proces? Wszak na 1 stronie arkuszu w jednym z punktów jest wyraźnie napisane, że brudnopis nie podlega ocenie.