Y
Yordan
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2007
- Odpowiedzi
- 8
Witajcie!
Sytuacja wygląda w ten sposób: jakieś trzy miesiące temu facet poznał kobitkę. Niestety ona jest chora psychicznie, bez dwóch zdań wymaga leczenia psychiatrycznego. On totalnie na to nie zważa, mieszkają razem. Jej rodzice stają na głowie, żeby trafiła do lekarza, ale oczywiście ona sama w ogóle tego nie rozumie, on natomiast za wszelką cenę chce ją zatrzymać przy sobie.
Przyjeżdżają, proszą, rozmawiają - on mówi, że się tym zajmie, a w praktyce nie robi zupełnie nic. Ba, nawet twierdzi, że z nią jest wszystko ok, tylko ci rodzice wmawiają w nią chorobę! I tak jest od dwóch-trzech miesięcy. To nie jest normalny związek, a jakieś emocjonalne uzależnienie.
A jej choroba postępuje. Wcześniej po prostu była zakręcona, rozkojarzona, kombinowała jakieś interesy (początek manii). Teraz to już jest praktycznie niepoczytalna, zupełnie nad sobą nie panuje. Na przykład wpadła w histerię i wydzwaniała na Policję i pogotowie, aż oboje będę mieli Sąd Grodzki. Wrzeszczy, awanturuje się i tak dalej...
Dodam, że ma wzięty spory kredyt, który razem przebalowali.
Jej rodzice przyjeżdżali milion razy, prosili ją żeby pojechała z nimi do lekarza, ale ona nie chce. Prosili też tego faceta, żeby pomógł - ma to gdzieś, nie dopuszcza żeby rodzice ją zabrali.
A więc... Czy to aby czasem nie podchodzi pod KK, nieudzielenie lub utrudnianie udzielania pomocy osobie chorej, narażanie jej mienia i zdrowia? Dziewczę wymaga leczenia, co widać gołym okiem, narobiła mnóstwo długów, a jej rodzice są bezsilni wobec tego pajaca. Gość jest dorosły (34 lata), ona też (26l) - to jest zupełnie wolny związek, znają się od września.
Sytuacja wygląda w ten sposób: jakieś trzy miesiące temu facet poznał kobitkę. Niestety ona jest chora psychicznie, bez dwóch zdań wymaga leczenia psychiatrycznego. On totalnie na to nie zważa, mieszkają razem. Jej rodzice stają na głowie, żeby trafiła do lekarza, ale oczywiście ona sama w ogóle tego nie rozumie, on natomiast za wszelką cenę chce ją zatrzymać przy sobie.
Przyjeżdżają, proszą, rozmawiają - on mówi, że się tym zajmie, a w praktyce nie robi zupełnie nic. Ba, nawet twierdzi, że z nią jest wszystko ok, tylko ci rodzice wmawiają w nią chorobę! I tak jest od dwóch-trzech miesięcy. To nie jest normalny związek, a jakieś emocjonalne uzależnienie.
A jej choroba postępuje. Wcześniej po prostu była zakręcona, rozkojarzona, kombinowała jakieś interesy (początek manii). Teraz to już jest praktycznie niepoczytalna, zupełnie nad sobą nie panuje. Na przykład wpadła w histerię i wydzwaniała na Policję i pogotowie, aż oboje będę mieli Sąd Grodzki. Wrzeszczy, awanturuje się i tak dalej...
Dodam, że ma wzięty spory kredyt, który razem przebalowali.
Jej rodzice przyjeżdżali milion razy, prosili ją żeby pojechała z nimi do lekarza, ale ona nie chce. Prosili też tego faceta, żeby pomógł - ma to gdzieś, nie dopuszcza żeby rodzice ją zabrali.
A więc... Czy to aby czasem nie podchodzi pod KK, nieudzielenie lub utrudnianie udzielania pomocy osobie chorej, narażanie jej mienia i zdrowia? Dziewczę wymaga leczenia, co widać gołym okiem, narobiła mnóstwo długów, a jej rodzice są bezsilni wobec tego pajaca. Gość jest dorosły (34 lata), ona też (26l) - to jest zupełnie wolny związek, znają się od września.