G
Gepard1
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2017
- Odpowiedzi
- 14
Dzień dobry,
prosiłbym o pomoc w rozwiązaniu mojego problemu.
W sobotę odjechałem z żoną z parkingu hipermarketu swoim samochodem i po powrocie wysiadając z auta zauważyłem porysowany tylny zderzak.
Od razu zaniepokoiło mnie to czy przypadkiem wyjeżdzając tyłem z miejsca parkingowego nie zarysowałem komuś auta.
Na miejscu nic nie poczułem aby takie zdarzenie miało miejsce.
Wróciłem nawet na ten parking ale nie widziałem tam żadnego auta, które mogłoby zostać uszkodzone w okolicy gdzie parkowałem- sytuacja taka zdarzyła mi się pierwszy raz, samochodem jeżdże ponad 20 lat.
W niedzielę rano pojechałem na Komendę Policji aby zapytac czy ktoś nie zgłaszał jakiegoś uszkodzenia.
Oczywiście okazało się osoba poszkodowana już to zgłosiła.
Policjant miał już wydrukowane jakieś notatki na których zauważyłem nr rej swojego samochodu.
Treści tych notatek mi nie pokazał.
Ustaliliśmy że to ja brałem udział w tej szkodzie, a z racji że stawiłem się osobiście wręczy mi symboliczny mandat na 100zł bez pkt karnych za spowodowanie szkody parkingowej i na tym temat zostaje wyczerpany.
Tego samego dnia w niedzielę dostałem na @ infromację od ubezpieczyciela że została zarejestrowana szkoda z mojej polisy.
Zadzwoniłem w poniedziałek rano do ubezpieczyciela i potwierdził to zdarzenie oraz że otrzymał notatkę od Policji z której wynika że oddaliłem się z miejsca zdarzenia...
Tylko że ja nie zrobiłem tego świadomie.
Gdybym wiedział nigdy bym stamtąd nie odjechał.
Zapewne był tam monitoring, gdybym wysiadł z auta obejrzał sytuację i uciekł to rozumiem , ale ja o tym nie wiedziałem.
Normalnie odjechałem niczego nieswiadomy.
Teraz ubezpieczyciel twierdzi że samochód poszkodowanego zostanie naprawiony z mojego oc ( rozumiem) , a wobec mnie zostanie uruchomiony regres i będę musiał pokryc cały koszt naprawy z własnych środków.
Czy w tej sytuacji coś można jeszcze zrobić?
Nigdzie nie zbiegłem , osobiście stawiłem się na komendzie aby wyjaśnić cała sytuację i dotrzeć do poszkodowanego..
prosiłbym o pomoc w rozwiązaniu mojego problemu.
W sobotę odjechałem z żoną z parkingu hipermarketu swoim samochodem i po powrocie wysiadając z auta zauważyłem porysowany tylny zderzak.
Od razu zaniepokoiło mnie to czy przypadkiem wyjeżdzając tyłem z miejsca parkingowego nie zarysowałem komuś auta.
Na miejscu nic nie poczułem aby takie zdarzenie miało miejsce.
Wróciłem nawet na ten parking ale nie widziałem tam żadnego auta, które mogłoby zostać uszkodzone w okolicy gdzie parkowałem- sytuacja taka zdarzyła mi się pierwszy raz, samochodem jeżdże ponad 20 lat.
W niedzielę rano pojechałem na Komendę Policji aby zapytac czy ktoś nie zgłaszał jakiegoś uszkodzenia.
Oczywiście okazało się osoba poszkodowana już to zgłosiła.
Policjant miał już wydrukowane jakieś notatki na których zauważyłem nr rej swojego samochodu.
Treści tych notatek mi nie pokazał.
Ustaliliśmy że to ja brałem udział w tej szkodzie, a z racji że stawiłem się osobiście wręczy mi symboliczny mandat na 100zł bez pkt karnych za spowodowanie szkody parkingowej i na tym temat zostaje wyczerpany.
Tego samego dnia w niedzielę dostałem na @ infromację od ubezpieczyciela że została zarejestrowana szkoda z mojej polisy.
Zadzwoniłem w poniedziałek rano do ubezpieczyciela i potwierdził to zdarzenie oraz że otrzymał notatkę od Policji z której wynika że oddaliłem się z miejsca zdarzenia...
Tylko że ja nie zrobiłem tego świadomie.
Gdybym wiedział nigdy bym stamtąd nie odjechał.
Zapewne był tam monitoring, gdybym wysiadł z auta obejrzał sytuację i uciekł to rozumiem , ale ja o tym nie wiedziałem.
Normalnie odjechałem niczego nieswiadomy.
Teraz ubezpieczyciel twierdzi że samochód poszkodowanego zostanie naprawiony z mojego oc ( rozumiem) , a wobec mnie zostanie uruchomiony regres i będę musiał pokryc cały koszt naprawy z własnych środków.
Czy w tej sytuacji coś można jeszcze zrobić?
Nigdzie nie zbiegłem , osobiście stawiłem się na komendzie aby wyjaśnić cała sytuację i dotrzeć do poszkodowanego..