Niezgodność towaru z umową - wygrana z przedsiębiorcą. Rozliczenia kosztów

  • Autor wątku Autor wątku dvbttv
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
dvbttv

dvbttv

Użytkownik
Dołączył
02.2015
Odpowiedzi
41
Konsument zgłosił niezgodność towaru z umową żadając zwotu pieniędzy, naprawę lub wymianę towaru na sprawny oraz pokrycie kosztów przejazdu do sklepu z uszkodzonym towarem (bilet autobusowy). Przedsiębiorca odrzucił niezgodność, sprawa trafiła do rzecznika konsumentów który zaproponował rzeczoznawcę. Strony zgodziły się na piśmie pokrycie kosztów rzeczoznawcy oraz uznanie niezgodności z pokryciem wszystkich kosztów jeśli dana strona przegra.

Rzeczoznawca orzekł niezgodność towaru z umową, wystawił rachunek, przedsiębiorca przegrał ma do opłacenia rzeczoznawcę oraz zwrócił koszt zakupu towaru. Jednakże odmówił zapłaty za koszty przejazdu konsumenta do sklepu twierdząc że na sam koniec konsument nie przestawił biletów. Konsument ich nie przedstawił po 4 miesiącach kiedy toczyła się sprawa ponieważ uznał że wcześniej przedsiębiorca o nie nie pytał, a ponadto potem przedsiębiorca w toku sprawy przy rzeczniku praw. kons. podpisał zobowiązanie że uzna wszystkie koszty jeśli przegra więc wyrzucił bilety.

Czy takie działanie jest zgodnie z prawem jeśli wyśłe się do przedsiębiorcy polecenie zapłaty za koszt dostarczenia uszkodz. towaru do sklepu skoro zobowiązał się on w piśmie do pokrycia wszystkich kosztów jeśli przegra sprawę. Chyba że przedsiębiorca ma rację i poniesione koszty należy wykazać w dowolnym okresie jaki sobie zażyczy? Rację ma przedsiębiorca czy konsument?
 
Ostatnia edycja:
Prawo tego nie zabrania. Można nawet zażądać zwrotu kosztu przelotu samolotem z Pekinu. Pytanie tylko na jakiej podstawie?
 
@nomnes: zatem uważasz że przedsiębiorca ma rację, tak? W piśmie konsument policzył ile wynosi realny koszt dostarczenia towaru do sklepu co opisał. Musi być za każdym razem dokumentowane biletami?
 
Nie ma takiego obowiązku. Prawo nie wskazuje, że aby coś uznać musi być dowód. Skoro kupujący policzył realny koszt, a nie jakiś wydumany i można np. sprawdzić to z jego adresem zamieszkania to chyba wypadałoby mieć choć trochę honoru i zwrócić ten koszt tym bardziej, że się wcześniej do tego zadeklarowało, nie wspominając już o tym, że ustawa nakłada taki obowiązek?
 
Dziwny sprzedawca. Zgodził się na rzeczoznawcę zaproponowanego przez Rzecznika Praw Konsumentów. Bez badania można podejrzewać, że rzeczoznawca współpracujący z Rzecznikiem może opiniować po linii Rzecznika. Rzecznik powinien wybrać w trybie losowym rzeczoznawcę, ewentualnie sprzedawca powinien zlecić drugą ocenę u nieskojarzonego rzeczoznawcy.

Co do biletów.
Jak w przedsiębiorstwie rozliczyć koszt biletów bez ich fizycznego posiadania?
Co jeśli klient miał bilet okresowy, jechał "na gapę" albo skorzystał z podwózki sąsiada i nie poniósł wskazanych kosztów?
I proszę nie brać tego do siebie bezpośrednio. Sprawa dotyczy wszystkich reklamujących produkty.
 
OK. W związku z tym czy polecenie zapłaty jest właściwą formą domagania się zaległych niezrealizowanych kosztów? Czy mogę się posiłkować informacją o firmie windykacyjnej/pozwem w sprawie cywilnej w razie nie zrealizowania postulatu?
 
1. Podstawą do wyliczenia ceny kosztu dojazdu jest najtańszy możliwy bilet komunikacją miejską z punktu zamieszkania konsumenta do sklepu gdzie jest produkt reklamowany. Jest to 10 km w jedną stronę i 10 km w drugą. Dlatego taki koszt został podany.

Zatem na jakiej podstawie przedsiębiorca ma rację skoro ustawa dopuszcza zwrot kosztów za dojazd a nie mówi że ma być dostarczony osobiście bilet?

2. Przedsiębiorca zgodził się na rzeczoznawcę którego z dostępnej puli niezależnych rzeczoznawców zarejestrowanych w związku .... [tutaj nie pamiętam] zaproponuje rzecznik praw konsumenta. To nie jest rzeczoznawca pierwszy lepszy z ulicy ani działacz lokalny. Ewidentna wina badziewnie wykonanego towaru którego sprzedawał. Przedsiębiorca powinien się cieszyć że sprawa nie trafiła do sądu gdzie za rzeczoznawcę zapłaciłby 2 razy więcej + koszty prowadzenia sprawy.
 
Ostatnia edycja:
loco1 napisał:
Tak, bo nie ma dowodu na poniesione koszty i ich niezbędność.
To że nie ma dowodu, nie świadczy zaraz że rację ma przedsiębiorca. Podobnie w razie dokonania przestępstwa: brak dowodów nie stanowi o braku winy sprawcy.
 
Podobnie w razie dokonania przestępstwa: brak dowodów nie stanowi o braku winy sprawcy.
Sugerujesz, że można kogoś skazać za przestępstwo w sytuacji braku dowodów na jego popełnienie?
 
Powrót
Góra