Oddanie mieszkania wynajmującemu - jak?

  • Autor wątku Autor wątku gizi
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
G

gizi

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2010
Odpowiedzi
10
Witam,

wynajmujemy mieszkanie. Jednak nie jest ono "idealne" i według nas wady mieszkania zagrażają życiu i zdrowiu.

Najpierw w związku z wadami mieszkania wystosowaliśmy pismo do właściciela z wezwaniem do naprawienia wad (art 682 i 664 KC) z zaznaczeniem, że jeśli nie zrobi tego w wyznaczonym czasie, to wypowiemy najem.

Teraz wysłaliśmy pismo z wypowiedzeniem (miesięczny okres).

Na wszelki wypadek oba pisma wysłane były nie tylko pocztą za potwierdzeniem odbioru, ale również e-mailem, więc właściciel miał i ma możliwość ich odczytania. Jednak niestety jest szansa, że właściciel nie odbierze mieszkania. Jest za granicą. Sądząc po odpowiedziach czytał obydwa pisma, jednak będzie udawać, że takiej korespondencji w ogóle nie było i nie miał do niej wglądu (po pierwszym wspomina, że chciał nas przeprosić telefonicznie, ale darowaliśmy sobie ten sposób kontaktu, bo to nie pismo a już sobie "trochę" folgował obietnicami) i teraz pisze o tym, że będziemy w tym mieszkaniu do końca okresu ujętego w umowie.

Co mamy zrobić, gdy się on nie stawi w uiszczonym w piśmie dniu odbioru mieszkania?
 
Macie umowe na czas okreslony? Sa tam przypadki kiedy mozecie ka wypowiedziec? Przeczytaj porafnik w tematach przyklejonych. Potem pytaj.
 
Wasze pismo z wypowiedzeniem z miesiecznym okresem nie ma mocy prawnej, rownie dobrze mogliscie wyslac mu gazete
 
Witam,

umowa jest na czas określony, bez jakiegokolwiek oznaczenie warunków jej wcześniejszego zakończenia.

Od kilku miesięcy jesteśmy notorycznie (praktycznie dzień w dzień) zalewani przez sąsiadów z góry. Obszar zalewania sięga przewodów elektrycznych i listwy świetlnej. Mimo próśb właściciel nawet nie załatwił ubezpieczyciela, u którego podobno mieszkanie jest ubezpieczone na przypadki zalań. Na naszą prośbę nawet hydraulik z administracji nie może nic działać - tylko na wezwanie właściciela. Właściciel naszego mieszkania mimo sygnalizowania, że mamy związane ręce łaskawie raz wezwał hydraulika, żeby zobaczył co się dzieje, nic więcej nie robił. Zrobił to tylko dlatego, że "truliśmy mu 4 litery". Z właścicielem mieszkania nad nami nie ma żadnego kontaktu, jego małżonka nie podejmuje działań, a najemcy boją się cokolwiek sami zrobić, bo naprawa rur wiązałaby się ze skuciem płytek i ściany. Administracja osiedla umywa ręce - wadliwe jest "urządzenie" należące do właściciela mieszkania, którego naprawa nie należy do nich. Informowaliśmy właściciela naszego mieszkania, że zgodnie z zapisem w statucie wspólnoty (na prawdę szukaliśmy) może on wystosować żądanie wykonania naprawy wady w innym mieszkaniu, skoro powoduje ono szkodę w jego lokalu. Administracja obciąża wtedy kosztami właściciela mieszkania, w którym naprawa była wykonana. Naturalnie właściciel naszego mieszkania żadnego żądania/ wezwania nie wystosował.

Ponadto zgłaszaliśmy też wielokrotnie prośbę o elektryka - w mieszkaniu są przepięcia, jedna z żarówek nawet dosłownie wybuchła i spaliły się przewody doprowadzające do niej. Jak się okazało były "zabezpieczone" zwykłą taśmą klejącą - sprawdzaliśmy, bo się dymiło. Nie tylko w tym miejscu z resztą się ta taśma pojawia... Właściciel obiecywał raz i drugi elektryka, po czym jednak stwierdził, że wcale elektryk nie jest potrzebny... A my się nawet boimy włączyć światło w łazience, bo jak pisałam - woda sięga do przewodów. Woda ścieka po ścianie w której znajduje się kratka wentylacyjna również podłączona do prądu. Często przychodząc z pracy zbieramy wodę z podłogi. Elektryka z administracji oczywiście sami również wezwać nie możemy, a przy podłączaniu się do jakiegokolwiek gniazdka idą iskry... w jednej z innych listw świetlnych też jest przepięcie... nawet żarówki nie możemy tam wymienić bez odłączenia prądu w mieszkaniu, bo się boimy. A tego jest więcej.

Stąd to wezwanie do wykonania napraw, których nie było. Chcieliśmy się umówić na zmniejszenie kwoty odstępnego na czas trwania wad, ale właściciel powiedział, że "sobie tego nie wyobraża"... My mieszkania nie zaniedbaliśmy. Robiliśmy co się dało. Wielokrotnie byliśmy u administracji wspólnoty, ale tam po prostu nie mogą nam pomóc.

Czytałam nie jeden poradnik i chyba już znam na pamięć jakie są obowiązki po obydwu stronach umowy. Wiem też, że są możliwości rozwiązania umowy na czas określony określone w Ustawie.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra