P
paulalaiksx
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2022
- Odpowiedzi
- 1
Witam, chce odejść z dzieckiem (prawie 2-letnim chłopcem) od partnera, historia będzie długa, postanowiłam tutaj napisać, bo nie wiem jak mam to zrobić..zacznę od początku.
Chłopaka poznałam przez internet, ja mieszkałam w Poznaniu on okolice Warszawy, zamieszkaliśmy w jego mieście w wynajmowanym mieszkaniu. Po 3latach związku zaszłam w planowania ciążę, on szczególnie się mną już w tedy nie interesował, nie chodził ze mną na badania, gdy pojawiły się problemy (skracająca szyjka, przedwczesny poród) nie dawał mi wsparcia. Później było już tylko coraz gorzej, partner codziennie wieczorem piję jedno albo dwa piwa i musi je wypić, jak np. mówię mu że mu nie kupię to potrafi zrobić awanturę, jest uzależniony, jednak nigdy się nie upija. Jest też hazardzista, o tym dowiedziałam się niedawno. Jest już w tym mocno pogrążony, bierze masę kredytów, chwilowek i dalej gra. W tym miesiącu poprosił żebym to ja wzięła dla niego kredyt i jeśli go nie wezmę to w przyszłym miesiącu nie zapłaci swojej połowy czynszu. Kredytu oczywiście nie wezmę. Głównym powodem chęci odejścia jest jego problem z hazardem, ogromne zadłużenia na ponad 300tys zł i brak miłości między nami, żyjemy jak współlokatorzy.
Ja pracuję na pół etatu, przy dziecku nikt nam nie pomaga, zmieniamy się wzajemnie opieka i praca, czasem mama partnera zajmie się małym ale robi to niechętnie i bardzo rzadko. Swojej rodziny tutaj nie mam.
Gdy próbuję porozmawiać na temat rozstania bo chciałabym to zrobić w przyjaznej atmosferze partner mówi, że jeśli zabiorę dziecko to będzie mnie musiał zabić i nigdy mi go nie odda.
Z pracy na pół etatu i 500+ (które idzie na konto partnera) opłacam połowę mieszkania, swoje jedzenie, prąd itp i wszystko dla dziecka pampersy itp.
Myślałam, żeby wyprowadzić się pod nieobecność partnera bo boje się jego reakcji, raz w nerwach popchnął mnie ma podłogę, przy dziecku, zrobił to z dużą siłą i nigdy nawet nie przeprosił.
Chciałabym zabrać małego do Poznania, do mojej mamy i brata ale oni mieszkają z moim ojcem alkoholikiem..czy sąd pozwoliłby mi sprawować opiekę nad dzieckiem w takich warunkach? Mam też dziadka który mieszka z ciocia ale na dłuższy czas nie mogłabym tam zamieszkać. Reszta rodziny też mogłaby pomóc ale nie na tyle żebym mogła zostać u nich na stałe.
Moja mama narazie nie wyprowadzi się od ojca bo sama ma kredyt z wysoką rata (wzięła ma remont tamtego domu) ale w przyszłym roku skończy go spłacać.
W miescie w którym teraz mieszkam z partnerem nie byłabym się w stanie sama utrzymać bo on napewno nie będzie mi płacić alimentów (może poprzez komornika ale to napewno potrwa), poza tym nie mam opieki dla małego, dopiero w przyszłym roku będzie mógł pójść do przedszkola.
Na dobrą sprawę nie mam gdzie pójść razem z dzieckiem ale też nie zostawię dziecka partnerowi, widzę, że długi mocno odbijają się na jego psychice i poprostu bym się bała. On też gdy jesteśmy razem w domu nie zajmuje się dzieckiem, gdy jesteśmy w trójkę to ja gotuję małemu, karmię go, przewijam, biorę na spacer i kapie, on robi to tylko w tedy gdy jestem w pracy.
Nie mam tutaj żadnej na tyle dobrej przyjaciółki żebym mogła do niej się przeprowadzić. Jedyna opcja jest zamieszkanie z mamą w Poznaniu i późniejszą wyprowadza wspólna ale czy sąd pozwoli mi sprawować opiekę nad synem w takich warunkach? Czy przy tym co robi mój partner jest jakaś szansa na to że mały miałby z nim mieszkać?
Czy ktoś wie w jaki sposób zmienić to żeby 500+ szło na moje konto a nie partnera?
Jeśli będę zmuszona do wyprowadzki (partner faktycznie przestanie płacić swoją połowę pieniędzy za mieszkanie) to co powinnam w pierwszej kolejności zrobić? Udać się do prawnika (w takiej sytuacji musiałabym to zrobić w Poznaniu bo tutaj nie mam gdzie się podziać)?
Czy warto zbierać jakieś dowody na brane przez niego kredyty, pisma z banku?
Edit. Dodam jeszcze, że nie chce odizolować dziecka od ojca, chciałabym dla dobra dziecka i partnera zostać w tym mieście ale sama nie dam rady się tutaj utrzymać, gdyby udało się nam rozstać w przyjaznej atmosferze a partner byłby w stanie płacić alimenty zostałabym w tym mieście żeby mógł synka widywać codziennie..jednak jestem tutaj kompletnie sama.
Wiem, że popełniłam wiele błędów w życiu i chce jak najlepiej dla mojego dziecka, wiele razy starałam się żeby jakoś utrzymać tę rodzinę razem ale teraz widzę, że mały nie będzie szczęśliwy przy takich rodzicach, nasza relacja leży na każdym polu..
Chłopaka poznałam przez internet, ja mieszkałam w Poznaniu on okolice Warszawy, zamieszkaliśmy w jego mieście w wynajmowanym mieszkaniu. Po 3latach związku zaszłam w planowania ciążę, on szczególnie się mną już w tedy nie interesował, nie chodził ze mną na badania, gdy pojawiły się problemy (skracająca szyjka, przedwczesny poród) nie dawał mi wsparcia. Później było już tylko coraz gorzej, partner codziennie wieczorem piję jedno albo dwa piwa i musi je wypić, jak np. mówię mu że mu nie kupię to potrafi zrobić awanturę, jest uzależniony, jednak nigdy się nie upija. Jest też hazardzista, o tym dowiedziałam się niedawno. Jest już w tym mocno pogrążony, bierze masę kredytów, chwilowek i dalej gra. W tym miesiącu poprosił żebym to ja wzięła dla niego kredyt i jeśli go nie wezmę to w przyszłym miesiącu nie zapłaci swojej połowy czynszu. Kredytu oczywiście nie wezmę. Głównym powodem chęci odejścia jest jego problem z hazardem, ogromne zadłużenia na ponad 300tys zł i brak miłości między nami, żyjemy jak współlokatorzy.
Ja pracuję na pół etatu, przy dziecku nikt nam nie pomaga, zmieniamy się wzajemnie opieka i praca, czasem mama partnera zajmie się małym ale robi to niechętnie i bardzo rzadko. Swojej rodziny tutaj nie mam.
Gdy próbuję porozmawiać na temat rozstania bo chciałabym to zrobić w przyjaznej atmosferze partner mówi, że jeśli zabiorę dziecko to będzie mnie musiał zabić i nigdy mi go nie odda.
Z pracy na pół etatu i 500+ (które idzie na konto partnera) opłacam połowę mieszkania, swoje jedzenie, prąd itp i wszystko dla dziecka pampersy itp.
Myślałam, żeby wyprowadzić się pod nieobecność partnera bo boje się jego reakcji, raz w nerwach popchnął mnie ma podłogę, przy dziecku, zrobił to z dużą siłą i nigdy nawet nie przeprosił.
Chciałabym zabrać małego do Poznania, do mojej mamy i brata ale oni mieszkają z moim ojcem alkoholikiem..czy sąd pozwoliłby mi sprawować opiekę nad dzieckiem w takich warunkach? Mam też dziadka który mieszka z ciocia ale na dłuższy czas nie mogłabym tam zamieszkać. Reszta rodziny też mogłaby pomóc ale nie na tyle żebym mogła zostać u nich na stałe.
Moja mama narazie nie wyprowadzi się od ojca bo sama ma kredyt z wysoką rata (wzięła ma remont tamtego domu) ale w przyszłym roku skończy go spłacać.
W miescie w którym teraz mieszkam z partnerem nie byłabym się w stanie sama utrzymać bo on napewno nie będzie mi płacić alimentów (może poprzez komornika ale to napewno potrwa), poza tym nie mam opieki dla małego, dopiero w przyszłym roku będzie mógł pójść do przedszkola.
Na dobrą sprawę nie mam gdzie pójść razem z dzieckiem ale też nie zostawię dziecka partnerowi, widzę, że długi mocno odbijają się na jego psychice i poprostu bym się bała. On też gdy jesteśmy razem w domu nie zajmuje się dzieckiem, gdy jesteśmy w trójkę to ja gotuję małemu, karmię go, przewijam, biorę na spacer i kapie, on robi to tylko w tedy gdy jestem w pracy.
Nie mam tutaj żadnej na tyle dobrej przyjaciółki żebym mogła do niej się przeprowadzić. Jedyna opcja jest zamieszkanie z mamą w Poznaniu i późniejszą wyprowadza wspólna ale czy sąd pozwoli mi sprawować opiekę nad synem w takich warunkach? Czy przy tym co robi mój partner jest jakaś szansa na to że mały miałby z nim mieszkać?
Czy ktoś wie w jaki sposób zmienić to żeby 500+ szło na moje konto a nie partnera?
Jeśli będę zmuszona do wyprowadzki (partner faktycznie przestanie płacić swoją połowę pieniędzy za mieszkanie) to co powinnam w pierwszej kolejności zrobić? Udać się do prawnika (w takiej sytuacji musiałabym to zrobić w Poznaniu bo tutaj nie mam gdzie się podziać)?
Czy warto zbierać jakieś dowody na brane przez niego kredyty, pisma z banku?
Edit. Dodam jeszcze, że nie chce odizolować dziecka od ojca, chciałabym dla dobra dziecka i partnera zostać w tym mieście ale sama nie dam rady się tutaj utrzymać, gdyby udało się nam rozstać w przyjaznej atmosferze a partner byłby w stanie płacić alimenty zostałabym w tym mieście żeby mógł synka widywać codziennie..jednak jestem tutaj kompletnie sama.
Wiem, że popełniłam wiele błędów w życiu i chce jak najlepiej dla mojego dziecka, wiele razy starałam się żeby jakoś utrzymać tę rodzinę razem ale teraz widzę, że mały nie będzie szczęśliwy przy takich rodzicach, nasza relacja leży na każdym polu..
Ostatnia edycja: