odmowa przedłużenia sesji

  • Autor wątku Autor wątku Kasia Basia
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
K

Kasia Basia

Nowy użytkownik
Dołączył
10.2017
Odpowiedzi
2
Dzień dobry,
jestem studentką IV roku medycyny na jednej z publicznych uczelni. Chciałam przedłużyć poprawkową sesję egzaminacyjną o tydzień z racji bardzo złego samopoczucia (wysoka gorączka, problemy z gardłem, powiększone węzły chłonne), przedkładając zwolnienie lekarskie obejmujące ostatnie dni sesji. Dodam, że pani profesor z zakładu, w którym miał się odbyć egzamin (ustny), została poinformowana i wyraziła zgodę na zdawanie przeze mnie egzaminu w późniejszym terminie.
Po poinformowaniu pań z dziekanatu, moja sprawa trafiła do pana dziekana (sprawami tymi rutynowo zajmuje się pani prodziekan, która jeszcze nigdy nie robiła problemu z przedłużeniem sesji; ludzie potrafią przedłużać sesję o kilka, nawet pięć, przedmiotów; jest to po części spowodowane faktem, że zajęcia mieliśmy w tym roku do 23 lipca, musimy ponadto odbyć co roku w wakacje miesięczne praktyki w szpitalu).
Gdy dostałam telefon, że moja sprawa trafi do pana dziekana i najprawdopodobniej nie zostanie rozpatrzona pozytywnie, zdębiałam.
Następnego dnia odbyło się spotkanie z panem dziekanem, na którym pan profesor po przejrzeniu mojej "teczki osiągnięć" (dodam, że nie miałam jeszcze żadnej repety, co na moich studiach nie jest wcale takie proste; jednak ostatnie dwie sesje przedłużałam o mało istotne przedmioty), stwierdził, że on na tym kierunku chce mieć tylko uczniów piątkowych, a ja mam np. z biochemii, czy farmakologii dwóje w pierwszych terminach (zdałam w drugich).
W tym momencie puściły mi nerwy (miks nerwów, temperatury 39st. i naprawdę mocnego bólu gardła) i przyznałam, że nie zawsze byłam systematyczna, że miałam kiedyś bulimię i nadal jestem pod opieką poradni psychiatrycznej, ale czuję się już dobrze (dlaczego to powiedziałam? do tej pory nie wiem...).
To był błąd.
Pan Dziekan stwierdził, że skoro się popłakałam i wymaga(la)m opieki psych., należy mi się roczny urlop zdrowotny. I on mi tego urlopu w swej łaskawości udzieli.
Nawet nie spojrzał na zwolnienie lekarskie, wyniki morfologii, na moją szyję grubości głowy (powiększone węzły chłonne). Przez prawie godzinę słuchałam o studentach, którzy mieli problem z alkoholem, czy narkotykami i którym on udzielił urlopu zdrowotnego (którzy bagatela po roku "odpoczynku" przychodzili i mu za to dziękowali).
Dodam, że w międzyczasie okazało się, ze mam mononukleozę (badanie IgM, których wysoki poziom świadczy o świeżej infekcji; enzymy wątrobowe też kilkukrotnie podwyższone).
Po powrocie z dziekanatu i rozmowach z kilkoma bliskimi osobami, doszłam do wniosku, że powinnam spróbować podjąć kolejne kroki w celu wyjaśnienia mojej sytuacji. Skontaktowalam się z parlamentem studentów. Polecono mi kontakt z Panem Rektorem. Napisałam podanie i zostałam umówiona na spotkanie, na które przyszłam (nadal z bardzo wysoką gorączką i tragicznym samopoczuciem), ale nie zostałam przyjęta, ponieważ pan profesor został wezwany w inne miejsce. Czekałam pod drzwiami rektora dwie godziny, w trakcie których odbywało się spotkanie dziekana, rektora, pani prodziekan, pań z dziekanatu (?), przedstawicieli parlamentu stud. Na spotkaniu tym poruszano kwestie studentów z niezdanymi egzaminami oraz moją (prośba o przedłużenie sesji o tydzień z powodu mononukleozy), o czym nie miałam wcześniej pojęcia i jest mi niesamowicie przykro, że nie mogłam wypowiedzieć się w mojej sprawie, ponadto w pełnej nieświadomości czekałam przed drzwiami, by móc przedstawić Panu Rektorowi temat z mojej perspektywy.
Dowiedziałam się od parlamentu stud., że dziekanowi udało się przekonać wszystkich do tego, że urlop zdrowotny jest mi w tym momencie niezbędny i dzięki niemu uda mi się w tym roku poukładać wszystkie sprawy (bulimia?! nerwy?!). Ponadto dziekan zobowiązał się zapewnić mi najlepszych lekarzy, bym poczuła się lepiej (??!!).
Dodam, że dziekan nie jest psychiatrą, a lekarzem zupełnie innej specjalizacji, więc mam wrażenie, że nie powinien w psychiatrę się "bawić".
Bylam wczoraj u psychiatry, pod którego opieką byłam/jestem i uzyskałam dokument o moim stanie zdrowia (nie wymagam leczenia, etc.).
Mój problem nie został ostatecznie rozwiązany, a pan rektor oddal swoje kompetencje w mojej sprawie pani prorektor, która jest wspaniałą osobą, okazała mi zrozumienie i zobowiązała się zadziałać.
Wczoraj dowiedziałam się, że musimy jeszcze raz spotkać się z panem dziekanem, by porozmawiać, bo bez jego zgody pani prorektor nie może zrobić nic.
Do spotkania miało dojść wczoraj lub dzisiaj, jednak pan dziekan wyjechał. W następnym tygodniu zaś, nie będzie pani prorektor.
W związku z tym (dowiedziałam sie od parlamentu studentów), pani prorektor będzie próbowala przekonać pana dziekana telefonicznie, jednak odpowiedź będzie raczej negatywna, ponieważ dziekan ma już swoją wizję i zdania raczej nie zmieni.
Co mogłabym jeszcze zrobić? Być może przesadzam i wina leży po mojej stronie? Może powinnam sobie dać spokój i grzecznie pójść na urlop zdrowotny (który od repety nie różni się praktycznie niczym)?
Ahh, za radą chłopaka, zadzwoniłam do rektoratu i próbowałam umówić się na spotkanie z rektorem w poniedziałek. Niestety, dowiedziałam się, że pan rektor przecież oddał decyzję w mojej sprawie w ręce pani prorektor, poza tym raczej nie znajdzie czasu, bo jest już poumawiany...
Dzisiaj minął tydzień od rozpoczęcia zajęć (na listach V roku mnie oczywiście nie ma), a moja sytuacja jest nadal niewyjaśniona. Każdy kolejny dzień działa na moją niekorzyść...
Pozdrawiam serdecznie i proszę o radę.
Studentka.
 
Ostatnia edycja:
Streść do faktów i dat. Pomiń emocje i zbędny opis.
 
No ale o dziekankę to chyba musiałaś podpisać wniosek?
PS. Na twoim miejscu bym wystąpiła o zgode na zdawanie niektórych przynajmniej egzaminów i uczęszczanie na wybrane zajęcia podczas dziekanki.
 
U nas nie ma niestety czegoś takiego, od tego roku zmienił się regulamin i nie można iść do przodu z jakimkolwiek niezaliczonym przedmiotem, tzn. Nie istnieje coś takiego jak warunek. W praktyce będę miała tylko jeden dwutygodniowy blok zajęć w tym roku (za który musiałabym zapłacić prawie 2000zł).
 
Powrót
Góra