Odmowa przyjęcia gotówki w sklepie

  • Autor wątku Autor wątku Taczika
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
T

Taczika

Nowy użytkownik
Dołączył
03.2021
Odpowiedzi
10
Dzisiaj pierwszy raz spotkałam się z sytuacją, że sklep odmówił przyjęcia gotówki od klienta, wcześniej go informujac za pomocą kartek z informacją "Płatność tylko kartą/BLIK" porozwieszanych na drzwiach wejściowych oraz w różnych miejscach w sklepie. Klient był zmuszony skorzystać z kasy samobłusgowej, pomimo obecności dwóch ekspedientek.

Czy mogę prosić o poradę, czy taka praktyka jest legalna?
Z tego co wyczytałam, sprzedawca ma obowiązek przyjąć płatność w gotówce, ale są od tego wyjątki, w tym sprzedaż zautomatyzowana z wykorzystaniem kas samoobsługowych. Jednak dwie kwestie są dla mnie niezrozumiałe:
1) czy jeżeli w sklepie za ladą stoi ekspedient w roli asystenta, to czy taka odmowa jest wtedy w dalszym ciągu legalna?
2) dlaczego fakt istnienia kas samoobsługowych usprawiedliwia brak przyjmowania gotówki. Czy kasa samoobłsugowa nie może mieć technicznie możliwości przyjmowania gotówki? I czy jeżeli może, sprzedawca nie jest zobowiązany, żeby umieścić w sklepie taka maszynę, jeżeli do dyspozycji klienta sklepu nie ma kasjera?

I jeszcze pozostając w temacie, jakiś czas temu zaczynam się spotykać z sytuacją, że w sklepie co prawda jest możlwość zapłaty gotówką, ale wybór tej opcji wiąże się z utrudnieniem, tzn. klient musi nieraz bardzo długo czekać aż pojawi się ekspedient, czy wręcz szukać go po sklepie albo okazuje sie, że sprzedawca twierdzi, nie ma jak wydać i żądą odliczonej kwoty. Co prawo mówi o takich praktykach, gdzie teoretycznie jest dobrowolność, ale wybór nie tej opcji która jest pożądana przez sklep wiąże się ze swego rodzaju karą, niedogodnością, która wymusza na kliencie zmianę zdania.
 
1. Sprzedawca niekoniecznie pracuje równocześnie na stanowisku kasjera. Jeśli nie jest sprzedawcą-kasjerem i nie został przeszkolony do pracy na kasie, to nie może pracować na kasie. Więc obecność sprzedawcy na terenie sklepu nie jest jednoznaczna z obecnością kasjera.

Być może nastąpiła jakaś awaria zwykłych kas albo żaden kasjer nie przyszedł do pracy. Nie jest to wykluczone, różne przypadki się zdarzają. (Choć dzisiaj niedziela, więc tym sklepem pewnie była jakaś Żabka, a tam raczej każdy sprzedawca jest też kasjerem - to za małe sklepy, żeby było inaczej. Z drugiej strony wyjątki też są możliwe.) Nie rozmawiałaś z tym ekspedientem, skąd ta sytuacja, jak rozumiem...?

Cóż, o ile się orientuję, prawo mówi, że sprzedawca ma obowiązek dokonać sprzedaży, a klient ma obowiązek zapłacić za kupowany towar bądź usługę. Żaden przepis nie nakazuje sprzedawcy wydania reszty z gotówki, jaką płaci klient. A jako do niedawna jeszcze osoba pracująca na stanowisku sprzedawca-kasjer dobrze wiem, jaki czasem bywa problem z wydaniem reszty. W ciągu dwóch miesięcy pracy na tym stanowisku (zrezygnowałam, bo to nie na moje nerwy) zdarzyło mi się nie przyjąć zapłaty gotówką - klient chciał zapłacić banknotem 200 zł za batonik (ewidentnie próbował rozmienić pieniądze i to w dodatku jakiś dorosły przysłał z tym dzieciaka). Odmówiłam przyjęcia banknotu, nie miałam jak wydać reszty.
 
perpedeska napisał:
1. Sprzedawca niekoniecznie pracuje równocześnie na stanowisku kasjera. Jeśli nie jest sprzedawcą-kasjerem i nie został przeszkolony do pracy na kasie, to nie może pracować na kasie. Więc obecność sprzedawcy na terenie sklepu nie jest jednoznaczna z obecnością kasjera.
W tym sklepie bywam okazyjnie i nie wiem, czy panie z obłsugi na co dzień pracowały jako kasjerki, ale stojąc za ladą pomagały klientom skasować produkty, czasem same to robiły, kiedy klient z jakiegoś powosu nie był w stanie, więc przeszkolone były.
Być może nastąpiła jakaś awaria zwykłych kas albo żaden kasjer nie przyszedł do pracy. Nie jest to wykluczone, różne przypadki się zdarzają. (Choć dzisiaj niedziela, więc tym sklepem pewnie była jakaś Żabka, a tam raczej każdy sprzedawca jest też kasjerem - to za małe sklepy, żeby było inaczej. Z drugiej strony wyjątki też są możliwe.) Nie rozmawiałaś z tym ekspedientem, skąd ta sytuacja, jak rozumiem...?
To raczej nie była awaria, bo na temat tego procederu już są artykuły. Chodzi o obejście zakazu handlu w niedzielę, wykorzystując wyjątek w postaci kas samoobsługowych. I tak, chodzi o Żabkę. Tę samą, która już wprowadziła w pełni autonomiczne sklepy bezobsługowe w wybranych miejscach, gdzie pieniądze same są ściagane z konta klienta, bez konieczności kasowania produktów. Jak wiadomo, gotówki w ten sposób ściągnąć się nie da:
https://www.money.pl/gospodarka/skl...eszta-dzieje-sie-w-tle-6766996607204128a.html
Cóż, o ile się orientuję, prawo mówi, że sprzedawca ma obowiązek dokonać sprzedaży, a klient ma obowiązek zapłacić za kupowany towar bądź usługę. Żaden przepis nie nakazuje sprzedawcy wydania reszty z gotówki, jaką płaci klient. A jako do niedawna jeszcze osoba pracująca na stanowisku sprzedawca-kasjer dobrze wiem, jaki czasem bywa problem z wydaniem reszty. W ciągu dwóch miesięcy pracy na tym stanowisku (zrezygnowałam, bo to nie na moje nerwy) zdarzyło mi się nie przyjąć zapłaty gotówką - klient chciał zapłacić banknotem 200 zł za batonik (ewidentnie próbował rozmienić pieniądze i to w dodatku jakiś dorosły przysłał z tym dzieciaka). Odmówiłam przyjęcia banknotu, nie miałam jak wydać reszty.
Masz rację, że płacenie za batona banknotem 200 złotowym może być problematyczne, ale jeżeli płacę 100 złotowym za zakupy o wartości 60 zł, a pani nie ma jak wydać w godzinach szczytu, to wydaje mi się, że może chodzić o coś innego. Słyszałam od wielu osób, że pewna sieć sklepów coraz częściej utrudnia życie ludziom płacącym gotówką, jakby mieli za zadanie zniechęcić klientów do gotówki.
 
Taczika napisał:
W tym sklepie bywam okazyjnie i nie wiem, czy panie z obłsugi na co dzień pracowały jako kasjerki, ale stojąc za ladą pomagały klientom skasować produkty, czasem same to robiły, kiedy klient z jakiegoś powosu nie był w stanie, więc przeszkolone były.
Nie wątpię, przecież po coś tam były. Tylko, wiesz, kiedy ja zaczynałam pracę w handlu, to klientom na kasach samoobsługowych pomagałam od pierwszego dnia pracy, a na normalne kasy zostałam przeszkolona dopiero w drugim tygodniu pracy.

Taczika napisał:
To raczej nie była awaria, bo na temat tego procederu już są artykuły. Chodzi o obejście zakazu handlu w niedzielę, wykorzystując wyjątek w postaci kas samoobsługowych.
Nie bardzo rozumiem, w jaki sposób sprzedaż wyłącznie za pomocą kas samoobsługowych miałaby pozwolić na pracę w niedzielę. Sklep jest otwarty i ktoś w nim pracuje, więc co to niby za obejście przepisu?

Taczika napisał:
Masz rację, że płacenie za batona banknotem 200 złotowym może być problematyczne, ale jeżeli płacę 100 złotowym za zakupy o wartości 60 zł, a pani nie ma jak wydać w godzinach szczytu, to wydaje mi się, że może chodzić o coś innego.
To też zależy, bo miewałam i takie sytuacje, że wydawałam klientom do oporu, aż w końcu naprawdę nie miałam wydać 40 złotych. Czasem wołałam wtedy o rozmianę, czasem błagałam klienta, czy naprawdę nie ma zapłacić drobniejszymi pieniędzmi, a zdarzało się, że kilkadziesiąt złotych reszty wydawałam monetami 1 zł i 50 gr, bo inaczej nie byłam w stanie.

Taczika napisał:
Słyszałam od wielu osób, że pewna sieć sklepów coraz częściej utrudnia życie ludziom płacącym gotówką, jakby mieli za zadanie zniechęcić klientów do gotówki.
Mogą się zdziwić, kiedy się okaże, że zniechęcili klientów głównie do kupowania w ich sklepach, a nie do samego płacenia gotówką...
 
Powrót
Góra