K
kasia613
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2011
- Odpowiedzi
- 18
Dzień dobry,
bardzo proszę o pomoc w poniższej sprawie.
10 lipca złożyłam w sklepie Martes reklamację obuwia sportowego. Oczywiście dostałam kwit, na którym jest informacja, że reklamacja ma zostać rozpatrzona do dnia 24.07 bądź zwrot gotówki.
Specjalnie do dnia wczorajszego nie upominałam się o odpowiedź - wiadomo, dzień długi, więc teoretycznie mają czas do północy. Odpowiedź miałam dostać smsem.
W dniu dzisiejszym, czyli w 15 dniu od złożenia reklamacji, dostałam odpowiedź na reklamację, która jest oczywiście odmową. Zadzwoniłam do sklepu i powiedziałam, że miałam dostać odpowiedź do wczoraj, a miła pani prosiła żebym przyszła i złożyła ponownie reklamację.
Powiedziałam, że mieli dać znać do wczoraj, a zgodnie z przepisami, skoro znać nie dali to znaczy, że uznali moją reklamację. Pani kazała przyjść na miejsce w celu wyjaśnienia sytuacji.
Domyślam się, że sytuacja była tego typu, że centrala pewnie odpowiedź dała do wczoraj, ale sklep zawalił sprawę i dał znać dopiero dzisiaj. Nie zmienia to jednak faktu, że nie wyrobili się w 14 dniach.
Jak mogę się bronić z tej sytuacji? Oczywiście żadnych papierów nie podpiszę i obuwia też nie odbiorę, nie mówiąc już o pisaniu ponownej reklamacji.
Są na to jakieś dokładne paragrafy?
Znalazłam opinie na ten temat, ale nie mogę doszukać się dokładnych paragrafów, które o tym mówią.
bardzo proszę o pomoc w poniższej sprawie.
10 lipca złożyłam w sklepie Martes reklamację obuwia sportowego. Oczywiście dostałam kwit, na którym jest informacja, że reklamacja ma zostać rozpatrzona do dnia 24.07 bądź zwrot gotówki.
Specjalnie do dnia wczorajszego nie upominałam się o odpowiedź - wiadomo, dzień długi, więc teoretycznie mają czas do północy. Odpowiedź miałam dostać smsem.
W dniu dzisiejszym, czyli w 15 dniu od złożenia reklamacji, dostałam odpowiedź na reklamację, która jest oczywiście odmową. Zadzwoniłam do sklepu i powiedziałam, że miałam dostać odpowiedź do wczoraj, a miła pani prosiła żebym przyszła i złożyła ponownie reklamację.
Powiedziałam, że mieli dać znać do wczoraj, a zgodnie z przepisami, skoro znać nie dali to znaczy, że uznali moją reklamację. Pani kazała przyjść na miejsce w celu wyjaśnienia sytuacji.
Domyślam się, że sytuacja była tego typu, że centrala pewnie odpowiedź dała do wczoraj, ale sklep zawalił sprawę i dał znać dopiero dzisiaj. Nie zmienia to jednak faktu, że nie wyrobili się w 14 dniach.
Jak mogę się bronić z tej sytuacji? Oczywiście żadnych papierów nie podpiszę i obuwia też nie odbiorę, nie mówiąc już o pisaniu ponownej reklamacji.
Są na to jakieś dokładne paragrafy?
Znalazłam opinie na ten temat, ale nie mogę doszukać się dokładnych paragrafów, które o tym mówią.