M
marquisse
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2020
- Odpowiedzi
- 3
Witam.
Pisałem tu jakiś czas temu o długo ciągnącej się sprawie nękania mnie przez wynajmującą mieszkanie obok kobietę - tym razem nie sama istota sprawy, ale utrudnianie mi jej rozwiązania przez administrację.
W bloku administratorem jest miejscowy zakład komunalny. Sprawa o której piszę była na przestrzeni lat dokumentowana pismami i odpowiedziami drugiej strony - bo tego wymagali urzędnicy, którzy na koniec stwierdzili, że nie mają zamiaru nic z tym robić. Zdecydowałem w końcu pchnąć sprawę do sądu.
Żeby dobrze się do tego przygotować oprócz moich dowodów, postanowiłem pobrać kserokopie pism z administracji, co wydawało się formalnością.
Tymczasem oni zaczynają kręcić, że skierowali je do opinii przez rzekomego mecenasa (co jest w mojej opinii kłamstwem) i zapewnieniami, że jak będą to oni mi je przywiozą do domu (sic!), albo puszczą mi smsa(!).
To nie pierwszy raz kiedy świadomie utrudniają mi choćby najdrobniejszą czynność. Moje pytanie brzmi: co zrobić, na co się powołać w sytuacji, gdy administrator zataja przede mną odpowiedzi na moje skargi, a także opinię wspólnoty również wyrażoną na piśmie oraz sprawozdanie z zebrania wspólnoty?
Dodam, że druga strona (kobieta i właścicielka mieszkania), mają kserowane wszystkie pisma ad hoc. Co robić?
Pisałem tu jakiś czas temu o długo ciągnącej się sprawie nękania mnie przez wynajmującą mieszkanie obok kobietę - tym razem nie sama istota sprawy, ale utrudnianie mi jej rozwiązania przez administrację.
W bloku administratorem jest miejscowy zakład komunalny. Sprawa o której piszę była na przestrzeni lat dokumentowana pismami i odpowiedziami drugiej strony - bo tego wymagali urzędnicy, którzy na koniec stwierdzili, że nie mają zamiaru nic z tym robić. Zdecydowałem w końcu pchnąć sprawę do sądu.
Żeby dobrze się do tego przygotować oprócz moich dowodów, postanowiłem pobrać kserokopie pism z administracji, co wydawało się formalnością.
Tymczasem oni zaczynają kręcić, że skierowali je do opinii przez rzekomego mecenasa (co jest w mojej opinii kłamstwem) i zapewnieniami, że jak będą to oni mi je przywiozą do domu (sic!), albo puszczą mi smsa(!).
To nie pierwszy raz kiedy świadomie utrudniają mi choćby najdrobniejszą czynność. Moje pytanie brzmi: co zrobić, na co się powołać w sytuacji, gdy administrator zataja przede mną odpowiedzi na moje skargi, a także opinię wspólnoty również wyrażoną na piśmie oraz sprawozdanie z zebrania wspólnoty?
Dodam, że druga strona (kobieta i właścicielka mieszkania), mają kserowane wszystkie pisma ad hoc. Co robić?