P
PollyPocket
Hej,
Chciałabym zasięgnąć Waszych opinii, rad. Będę wdzięczna za przedstawienie Waszego punktu widzenia. Od razu zaznaczam, że nie życzę sobie w tym wątku żadnej ksenofobii i proszę o wzajemny szacunek oraz tolerancję.
Babcia mojego partnera jest 80-cio paroletnią emerytowaną lekarką. Z racji wieku i postępujących schorzeń jest osobą głównie leżącą, która porusza się bardzo rzadko za pomocą chodzika rehabilitacyjnego. Dodam, że babcia jest w pełni władz umysłowych. Z racji zobowiązań zawodowych reszty rodziny za pośrednictwem agencji została zatrudniona opiekunka. Agencja zatrudnia ukraińskie opiekunki na okres 3 miesięcy - babcia się z nimi dogaduje i jest mniej lub bardziej zadowolona z poszczególnych pań. "Problem" pojawił się z ostatnią z opiekunek.
Początkowo pani wykonywała swoje obowiązki dobrze. Dogadywała się z babcią, smacznie gotowała, piekła - generalnie miło spędzały czas. Wigilia była organizowana u babci, uczestniczyli w niej mój chłopak - wnuk oraz jego mama - córka babci. Rodzina wyszła z inicjatywą i zaprosiła również męża opiekunki (jej rodzina przebywa w mieście i nie chciano aby pani była samotna w święta). Od czasu świąt Bożego Narodzenia sytuacja zaczęła się pogarszać.
Okazało się, że mąż opiekunki to alkoholik (oczywiście jest to choroba i nikt tutaj tego nie wypomina). Na wspomnianej Wigilii nikt nie wiedział o jego problemie i na jaką skalę jest on duży. Pan był "czysty" tzn. schludny, zadbany, wygadany... w następnych dniach "pan mąż" przychodził pijany do swojej żony (opiekunki), awanturował się, walił w drzwi i okna, czekał przed domem i zakradał się do ogródka. Potrafił zaczepić i szarpać się ze swoją żoną, podczas gdy wykonywała swoje obowiązki (szła do sklepu/apteki) - podobno byli świadkowie tej sytuacji i jakiś młody chłopak z osiedla pomógł tej pani odczepić się od męża. Do większości awantur i najść była wzywana Policja, która go spisała i groziła odwiezieniem na izbę wytrzeźwień - jakiś czas był spokój i sytuacja powtarzała się ponownie. Aktualnie opiekunka bez naszej wiedzy wychodzi sobie z domu "na 15 minut" i jak dowiedzieliśmy się z relacji babci nie jest to "15 minut" tylko co najmniej 2 godziny (zaznaczę, że nikt nie ma problemu z wyjściem opiekunki, prosimy zawsze grzecznie o poinformowanie o jej wyjściu tak żeby ktoś zdążył dojechać do babci. Opiekunka nie mówi gdzie wychodzi i z kim się spotyka, nie potrafi tego określić i nie chodzi tu o prywatność, ale ona po prostu kręci (jak się później okazało prawdopodobnie przebywa w mieszkaniach robotniczych - mieszkaniu męża? lub siedzi w samochodzie męża pod domem babci gdzie m.in. uprawiają seks); z czasem "pan mąż" zaczął ponownie przychodzić do domu babci, do pokoju gdzie śpi opiekunka i tam też uprawiają seks.
Ten wątek, że babcia jest lekarką jest o tyle istotny, że babcia jest w pełni sprawna na umyśle i jest świadoma zagrożenia epidemiologicznego w obecnej sytuacji. Babcia, jak i pozostała część rodziny nie ma najmniejszego problemu z tym, że opiekunka chce się spotkać z członkami swojej rodziny etc. prosi jedynie o to żeby ją poinformowała o której wróci, gdzie jedzie i z kim się spotyka (babcia się boi, że pani może przynieść wirusa, jej mąż raczej nie dba o higienę i nie stosuje się jakoś super do zaleceń związanych z pandemią), babcia wielokrotnie prosiła aby mąż tej pani nie przychodził do domu (jej prośby miały związek z alkoholowymi incydentami) - babcia się go boi, boi się też rotacji ludzi w swoim domu, dlatego odwiedzają ją regularnie najbliżsi członkowie rodziny.
Sytuacja była wielokrotnie zgłaszana do właścicieli agencji, którzy nic sobie z tego nie robią. Mówiliśmy o uprawianiu seksu, spotykaniu się z dużą ilością osób, incydentami z Policją. No i stało się... babcia jest chora (póki co jest osłabiona, dość mocno przeziębiona), chciałam się dowiedzieć, kto, czy i w jaki sposób odpowiada za narażenie zdrowia babci? Co można zrobić z taką sytuacją, kiedy mają miejsce awantury, jest wzywana Policja itp.? Bardzo proszę o jakieś nakierunkowanie
Chciałabym zasięgnąć Waszych opinii, rad. Będę wdzięczna za przedstawienie Waszego punktu widzenia. Od razu zaznaczam, że nie życzę sobie w tym wątku żadnej ksenofobii i proszę o wzajemny szacunek oraz tolerancję.
Babcia mojego partnera jest 80-cio paroletnią emerytowaną lekarką. Z racji wieku i postępujących schorzeń jest osobą głównie leżącą, która porusza się bardzo rzadko za pomocą chodzika rehabilitacyjnego. Dodam, że babcia jest w pełni władz umysłowych. Z racji zobowiązań zawodowych reszty rodziny za pośrednictwem agencji została zatrudniona opiekunka. Agencja zatrudnia ukraińskie opiekunki na okres 3 miesięcy - babcia się z nimi dogaduje i jest mniej lub bardziej zadowolona z poszczególnych pań. "Problem" pojawił się z ostatnią z opiekunek.
Początkowo pani wykonywała swoje obowiązki dobrze. Dogadywała się z babcią, smacznie gotowała, piekła - generalnie miło spędzały czas. Wigilia była organizowana u babci, uczestniczyli w niej mój chłopak - wnuk oraz jego mama - córka babci. Rodzina wyszła z inicjatywą i zaprosiła również męża opiekunki (jej rodzina przebywa w mieście i nie chciano aby pani była samotna w święta). Od czasu świąt Bożego Narodzenia sytuacja zaczęła się pogarszać.
Okazało się, że mąż opiekunki to alkoholik (oczywiście jest to choroba i nikt tutaj tego nie wypomina). Na wspomnianej Wigilii nikt nie wiedział o jego problemie i na jaką skalę jest on duży. Pan był "czysty" tzn. schludny, zadbany, wygadany... w następnych dniach "pan mąż" przychodził pijany do swojej żony (opiekunki), awanturował się, walił w drzwi i okna, czekał przed domem i zakradał się do ogródka. Potrafił zaczepić i szarpać się ze swoją żoną, podczas gdy wykonywała swoje obowiązki (szła do sklepu/apteki) - podobno byli świadkowie tej sytuacji i jakiś młody chłopak z osiedla pomógł tej pani odczepić się od męża. Do większości awantur i najść była wzywana Policja, która go spisała i groziła odwiezieniem na izbę wytrzeźwień - jakiś czas był spokój i sytuacja powtarzała się ponownie. Aktualnie opiekunka bez naszej wiedzy wychodzi sobie z domu "na 15 minut" i jak dowiedzieliśmy się z relacji babci nie jest to "15 minut" tylko co najmniej 2 godziny (zaznaczę, że nikt nie ma problemu z wyjściem opiekunki, prosimy zawsze grzecznie o poinformowanie o jej wyjściu tak żeby ktoś zdążył dojechać do babci. Opiekunka nie mówi gdzie wychodzi i z kim się spotyka, nie potrafi tego określić i nie chodzi tu o prywatność, ale ona po prostu kręci (jak się później okazało prawdopodobnie przebywa w mieszkaniach robotniczych - mieszkaniu męża? lub siedzi w samochodzie męża pod domem babci gdzie m.in. uprawiają seks); z czasem "pan mąż" zaczął ponownie przychodzić do domu babci, do pokoju gdzie śpi opiekunka i tam też uprawiają seks.
Ten wątek, że babcia jest lekarką jest o tyle istotny, że babcia jest w pełni sprawna na umyśle i jest świadoma zagrożenia epidemiologicznego w obecnej sytuacji. Babcia, jak i pozostała część rodziny nie ma najmniejszego problemu z tym, że opiekunka chce się spotkać z członkami swojej rodziny etc. prosi jedynie o to żeby ją poinformowała o której wróci, gdzie jedzie i z kim się spotyka (babcia się boi, że pani może przynieść wirusa, jej mąż raczej nie dba o higienę i nie stosuje się jakoś super do zaleceń związanych z pandemią), babcia wielokrotnie prosiła aby mąż tej pani nie przychodził do domu (jej prośby miały związek z alkoholowymi incydentami) - babcia się go boi, boi się też rotacji ludzi w swoim domu, dlatego odwiedzają ją regularnie najbliżsi członkowie rodziny.
Sytuacja była wielokrotnie zgłaszana do właścicieli agencji, którzy nic sobie z tego nie robią. Mówiliśmy o uprawianiu seksu, spotykaniu się z dużą ilością osób, incydentami z Policją. No i stało się... babcia jest chora (póki co jest osłabiona, dość mocno przeziębiona), chciałam się dowiedzieć, kto, czy i w jaki sposób odpowiada za narażenie zdrowia babci? Co można zrobić z taką sytuacją, kiedy mają miejsce awantury, jest wzywana Policja itp.? Bardzo proszę o jakieś nakierunkowanie