Odszkodowanie od Starostwa.

  • Autor wątku Autor wątku ciociadorocia
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
C

ciociadorocia

Użytkownik
Dołączył
09.2013
Odpowiedzi
33
Witam.

Podczas prac związanych z porządkowaniem terenu, położonego wzdłuż drogi powiatowej, ekipa zajmująca się usuwaniem gałęzi drzew, znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie wspomnianej drogi, dokonała dewastacji drzew, będących moją własnością i znajdujących się na moim terenie, choć poza jego ogrodzeniem. Osiemnaście dorodnych, ok. 30. letnich świerków, zostało całkowicie pozbawionych gałęzi od strony drogi, do wysokości ok. 6 metrów (ponad połowę wysokości drzew). Ów gęsty szpaler, oprócz roli wybitnie "reprezentacyjnej", pełnił również rolę bariery dźwiękochłonnej oraz zapewniał intymność, gdyż usytuowany był przy ogrodzeniu wzdłuż drogi i ciągu pieszego. Drzewa znajdowały się poza ogrodzeniem, ponieważ posadzone zostały zanim ono powstało. Ponieważ granica działki sięga do krawędzi drogi (do samego asfaltu), wybudowane później ogrodzenie, zostało zrealizowane w głębi działki, tuż za linią drzew.
Pewnego dnia, kiedy usłyszałam dziwny hałas, poszłam sprawdzić co się dzieje, ale kiedy zaszłam na miejsce, już połowa szpaleru świerków (na długości ok. 50m) została zdewastowana. Robotnicy drogowi zdziwili się, kiedy poinformowałam ich, że dokonali dewastacji mojej własności. Wezwany brygadzista również nie krył zdziwienia, a winą obarczył kierownika, który go nie uprzedził (rozmowę nagrałam na dyktafon). Kiedy powiadomiłam Starostwo, w trybie nagłym zjawił się wspomniany kierownik, który... przeprosił mnie za wyrządzenie szkody i zapewnił, że nie było to działanie... umyślne, tylko zwykłe przeoczenie (nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać).
Próbował się jeszcze tłumaczyć, że gałęzie były suche, ale mam dowody na to, że drzewa były całkiem zdrowe. Dodatkowym, kardynalnym błędem, jakiego dopuścili się pracownicy, było obcinanie gałęzi w czasie występowania silnego mrozu oraz niezabezpieczenie miejsc cięcia, co może być powodem dostania się szkodników. Na koniec wspólnie wykonaliśmy dokumentację fotograficzną.
Dodatkowego "smaczku" sprawie dodaje fakt, że miejsce to leży na obszarze zakwalifikowanym do programu "Natura 2000".
Po jakimś czasie wystąpiłam do Starosty o odszkodowanie z tytułu poniesionej straty, ale ten wykpił się kłamliwym stwierdzeniem, że większość usuniętych gałęzi była sucha i wchodziła w pas drogowy, co jest ewidentną bzdura i na co mam dowody w postaci wcześniej wykonywanych zdjęć, świadków i pozostałych drzew, których nie zdążyli zniszczyć. Stwierdził również, że pracownicy wykazali dobrą wolę i zaprzestali obcinania gałęzi, natychmiast po tym, kiedy ich poinformowałem, że drzewa są moją własnością. Faktem jest, że gdyby mnie wtedy nie było w domu, "wykastrowaliby" cały, 100 metrowy szpaler... Samego faktu dokonania zniszczenia drzew, będących moją własnością, w swoim piśmie Starosta nie neguje.

W związku z powyższym, zamierzam złożyć pozew o... no właśnie, o co?
- odszkodowanie
- naprawienie szkody (chyba nierealne)
- zadośćuczynienie
W tym miejscu należy dodać, że na skutek tego aktu "wandalizmu", bardzo ucierpiała moja psychika, gdyż jestem osobą kochającą naturę, a dodatkowo, ten piękny drzewostan był główny powodem nabycia akurat tej działki, co nastąpiło kila lat wcześniej. Kiedy przechodzę obok tego miejsca, celowo odwracam głowę, żeby nie patrzeć na TO... W związku z powyższym korzystałam nawet z pomocy psychiatry i psychologa, gdyż nie potrafiłam i dalej nie potrafię, pogodzić się z zaistniałą sytuacją.
Ktoś powie - babka przesadza... Zapewniam, że tak nie jest. Proszę mi uwierzyć, efekt jest tak przytłaczający, że w obecnym stanie działki tej bym raczej nie kupiła...
Zdaję sobie sprawę, że uzyskane tą drogą potencjalne środki nie przywrócą pierwotnego wyglądu mojej posesji, ale z drugiej strony, dlaczego miałabym to darować. Jeśli ktoś wytnie jedno takie drzewo bez pozwolenia, karzą go wysoką grzywną, a każde z tych 18. drzew, zostało pozbawionych gałęzi, o objętości ok. 1/3 kubatury całego drzewa, a co gorsze, cięcia dokonano w taki sposób (przy samym pniu), że uniemożliwiono powstanie odrostów.
Proszę o radę, w jaki sposób sformułować pozew, do kogo skierować (Starostwo, Starosta?) i do jakiego sądu złożyć (Rejonowy Cywilny?).

Jeszcze kilka pytań/wątpliwości:
- co zrobić, jeśli mnie nie stać na pełnomocnika z wyboru (wniosek o pełnomocnika z urzędu?)?
- czy w takiej sprawie przysługuje zwolnienie z kosztów od wniesienia pozwu?
- czy dobrym pomysłem byłoby ew. zatrudnienie adwokata za kwotę procentowego udziału w ew. uzyskanym odszkodowaniu
- czy w ogóle warto brać pełnomocnika, biorąc pod uwagę, że Starostwo na piśmie potwierdziło sam fakt, a rozstrzygnięcie pewnie w głównej mierze zależeć będzie od ew. opinii biegłego dendrologa, który powinien ocenić stan drzew w chwili ich okaleczenia. A może to tylko mnie się tak wydaje...

Co o tym sądzicie? Czy Waszym zdaniem jest szansa na uzyskanie odszkodowania, a jeśli tak, to o jakiej kwocie powinnam myśleć?
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra