J
julia1701
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2015
- Odpowiedzi
- 9
Cześć.
W poprzedni czwartek miałam wypadek samochodowy. Stałam na czerwonym świetle, od tyłu uderzył mnie rozpędzony samochód i dachował. Mój samochód oczywiście również cały rozwalony (dziś przyszło z ubezpieczalni pismo o wycenie szkody całkowitej itd.). Przyjechała straż, pogotowie i policja. Formalności, badania - koniec końców okazuje się, że jakiś krąg naciska mi na woreczek oponkowy, mam problemy z mięśniami na plecach i bolący kark. Muszę chodzić w kołnierzu przez 2 tygodnie (może się przedłużyć po kolejnych wizytach u lekarza), mam zwolnienie z wf na studiach (genialna sprawa, bo będę miała wielkie problemy z odrobieniem tego), i non stop jeżdżę po lekarzach na kontrole. To rodzinny, to neurolog itd.
Oczywiście jestem ubezpieczona i PZU wypłaci mi jakieś pieniądze z ubezpieczenia ale uważam, że sprawca wypadku powinien wypłacić mi jakieś odszkodowanie/zadośćuczynienie/jak to nazwać za moje problemy zdrowotne. Ja mieszkam pod dużym miastem, przez skasowanie pojazdu nie mam jak dojeżdżać poza autobusami ale nie jest to zbyt komfortowe bo na prystanek mam daleko a jak dużo chodzę plecy bolą coraz mocniej. Nie dość, że facet zniszczył mi zdrowie to jeszcze mam teraz "zorganizowany" czas na chodzenie po lekarzach. Owszem, z jego OC będę miała zapłacone za zniszczenie mojego samochodu ale teraz chodzi mi o moje zdrowie. Generalnie ktoś kto prowadzi samochód w ten sposób, tak szybko i ma wszystko w d... powinien ponieść za to konsekwencje i nich płaci odszkodowanie.
No i teraz pytanie: jak skierować sprawę do sądu? Czy w ogóle kierować ją do sądu, czy da się to załatwić jakoś inaczej? Do kogo się udać aby mnie w tym ewentualnym sądzie reprezentował? Kto mi w tym wszystkim pomoże? Jestem zielona jak to wszystko zacząć załatwiać.
Z góry bardzo dziękuję za wypowiedzi i pomoc.
W poprzedni czwartek miałam wypadek samochodowy. Stałam na czerwonym świetle, od tyłu uderzył mnie rozpędzony samochód i dachował. Mój samochód oczywiście również cały rozwalony (dziś przyszło z ubezpieczalni pismo o wycenie szkody całkowitej itd.). Przyjechała straż, pogotowie i policja. Formalności, badania - koniec końców okazuje się, że jakiś krąg naciska mi na woreczek oponkowy, mam problemy z mięśniami na plecach i bolący kark. Muszę chodzić w kołnierzu przez 2 tygodnie (może się przedłużyć po kolejnych wizytach u lekarza), mam zwolnienie z wf na studiach (genialna sprawa, bo będę miała wielkie problemy z odrobieniem tego), i non stop jeżdżę po lekarzach na kontrole. To rodzinny, to neurolog itd.
Oczywiście jestem ubezpieczona i PZU wypłaci mi jakieś pieniądze z ubezpieczenia ale uważam, że sprawca wypadku powinien wypłacić mi jakieś odszkodowanie/zadośćuczynienie/jak to nazwać za moje problemy zdrowotne. Ja mieszkam pod dużym miastem, przez skasowanie pojazdu nie mam jak dojeżdżać poza autobusami ale nie jest to zbyt komfortowe bo na prystanek mam daleko a jak dużo chodzę plecy bolą coraz mocniej. Nie dość, że facet zniszczył mi zdrowie to jeszcze mam teraz "zorganizowany" czas na chodzenie po lekarzach. Owszem, z jego OC będę miała zapłacone za zniszczenie mojego samochodu ale teraz chodzi mi o moje zdrowie. Generalnie ktoś kto prowadzi samochód w ten sposób, tak szybko i ma wszystko w d... powinien ponieść za to konsekwencje i nich płaci odszkodowanie.
No i teraz pytanie: jak skierować sprawę do sądu? Czy w ogóle kierować ją do sądu, czy da się to załatwić jakoś inaczej? Do kogo się udać aby mnie w tym ewentualnym sądzie reprezentował? Kto mi w tym wszystkim pomoże? Jestem zielona jak to wszystko zacząć załatwiać.
Z góry bardzo dziękuję za wypowiedzi i pomoc.