C
Czyki
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2006
- Odpowiedzi
- 20
Witam!
Kilka dni temu miała miejsce kolizja drogowa, w której zostałem poszkodowany. Po przybyciu na miejsce policji sprawca przyjął mandat, dostałem notatkę policyjną i udałem się do ubezpieczyciela. Zapytałem Pana, który odbierał zgłoszenie, jak on to "czuje". Po przeczytaniu mojego opisu uszkodzeń (pas przedni, błotnik lewy, klapa bagażnika, lampy) stwierdził, że na 80% szkoda całkowita, dostanę 300 max 500 zł.
Fiacik jest z roku 1991, wartość jego wg jakiegoś katalogu jest pewnie śmieszna.
Istotne jest to, że poprzedni właściciel gruntownie wyremontował auto z użyciem podzespołów z modelu EL rocznik 1999. Z 1991 roku pozostało właściwie niewiele. Przed wypadkiem auto było w stanie idealnym, pod względem blacharskim, podłoga bez grama rdzy, autko dmuchane i chuchane...
Kwota, jaką dostanę będzie pewnie śmieszna i zupełnie nieadekwatna do kwoty, za jaką kupię auto o tym samym modelu, podobnym wyglądzie i stanie technicznym. Co do rocznika, to nie brałbym pod uwagę, po prostu w tym roku nie produkowano takiego modelu.
Podczas rozmowy telefonicznej z Panem, który przyjedzie zrobić zdjęcia i opisać uszkodzenia przedstawiłem sytuację i poprosił o napisanie czegoś w stylu opisu remontu itp.
Czekam cierpliwie na wycenę szkody, co nie zanosi się zbyt ciekawie chyba... Co o tym sądzicie, Drodzy Forumowicze? Czy ktoś się spotkał z podobną sytuacją? Może ktoś by podsunął pomysł na napisanie pisma, w którym uzasadnię różnicę w wartości auta przed wypadkiem a wartością katalogowa?
Człowiek opłaca te składki, staje się ofiarą kolizji, sprawca sobie wyremontuje z AC i jeszcze mu zostanie pewnie, a tu rzucą pewnie marny grosz, na dobry akumulator... Czy wszystko jest w porządku z ustawą o OC?
Kilka dni temu miała miejsce kolizja drogowa, w której zostałem poszkodowany. Po przybyciu na miejsce policji sprawca przyjął mandat, dostałem notatkę policyjną i udałem się do ubezpieczyciela. Zapytałem Pana, który odbierał zgłoszenie, jak on to "czuje". Po przeczytaniu mojego opisu uszkodzeń (pas przedni, błotnik lewy, klapa bagażnika, lampy) stwierdził, że na 80% szkoda całkowita, dostanę 300 max 500 zł.
Fiacik jest z roku 1991, wartość jego wg jakiegoś katalogu jest pewnie śmieszna.
Istotne jest to, że poprzedni właściciel gruntownie wyremontował auto z użyciem podzespołów z modelu EL rocznik 1999. Z 1991 roku pozostało właściwie niewiele. Przed wypadkiem auto było w stanie idealnym, pod względem blacharskim, podłoga bez grama rdzy, autko dmuchane i chuchane...
Kwota, jaką dostanę będzie pewnie śmieszna i zupełnie nieadekwatna do kwoty, za jaką kupię auto o tym samym modelu, podobnym wyglądzie i stanie technicznym. Co do rocznika, to nie brałbym pod uwagę, po prostu w tym roku nie produkowano takiego modelu.
Podczas rozmowy telefonicznej z Panem, który przyjedzie zrobić zdjęcia i opisać uszkodzenia przedstawiłem sytuację i poprosił o napisanie czegoś w stylu opisu remontu itp.
Czekam cierpliwie na wycenę szkody, co nie zanosi się zbyt ciekawie chyba... Co o tym sądzicie, Drodzy Forumowicze? Czy ktoś się spotkał z podobną sytuacją? Może ktoś by podsunął pomysł na napisanie pisma, w którym uzasadnię różnicę w wartości auta przed wypadkiem a wartością katalogowa?
Człowiek opłaca te składki, staje się ofiarą kolizji, sprawca sobie wyremontuje z AC i jeszcze mu zostanie pewnie, a tu rzucą pewnie marny grosz, na dobry akumulator... Czy wszystko jest w porządku z ustawą o OC?