D
domi02
Witam
Proszę o pomoc w jednej sprawie, dość długiej historii sporu między mną a agencją pracy z Hiszpanii. Proszę o informację, czy na tym forum znajduje się osoba ze znajomością hiszpańskiego, również hiszpańskiego sytemu prawa i tamtejszych sposobów na rozwiązanie problemu.
Tamtego lata miałam okazję skorzystać już z usług jednej agencji- wszystko przebiegło bez problemów, dlatego postanowiłam po powrocie do kraju wyjechać ponownie, jednak wybrałyśmy z koleżanką już pośrednictwo innej agencji.
W wielkim skrócie- mój wyjazd, miał odbyć się teraz na przełomie stycznia i lutego- z agencją załatwiałam już możliwość pracy od października, wiedziałam, że samo załatwiania może dużo potrwać, ponadto moja praca miała być uznana na moim Uniwersytecie jako praktyki. Na Majorce- bo tam miałam wrócić do pracy znalazłam hotel, w którym chciałam odbyć takie praktyki, dlatego udałam się tam osobiście aby rozmawiać z dyrektorem, który potwierdził chęć przyjęcia mnie od stycznia, jednak musiałam nawiązać z nim ową współpracę przez domniemaną agencję Aaicap z Palmy.
A więc- nawiązałam kontakt z dyrektorką, która powiedziała, że oczywiście, nie ma problemu, przesłała dokumenty, potwierdziła, że potwierdzi na Uniwersytecie odpowiednimi dokumentami, że praktyki odbędę i w końcu w listopadzie doszło do kwestii płatności. Miało to być 250 euro, które wpłaciłam na dwie raty, oczywiście z uwagi na wiadome przyczyny, również przez to, że Pani dyrektor napisała, że dopiero po wpłacę będę miała zarezerwowane miejsce w hotelu do pracy. Jakiś tydzień potem po przekazaniu już całości sumy 250e na konto Pani dyrektor Cataliny, raczyła mnie poinformować mailowo, że właśnie otrzymała wiadomość od właściciela hotelu, że hotel zamykają- i otwierają w marcu, ale i tak data jest nieznana.
Jeszcze w miarę cierpliwa spytałam, czy agencja znajdzie coś innego w tym terminie- przełom stycznia i lutego. Pani dyrektor na to, że sprawdzi i poinformuje. Minął tydzień i następny- nic. Zbliżał się styczeń i data wyjazdu mojej koleżanki do hotelu- oczywiście Pani Catalina nie znalazła nic innego ani dla mnie, ani dla koleżanki, która straciła wykupiony już bilet- ja na szczęście nie. Poinformowałam Panią Catalinę, że skoro nie dotrzymała daty rozpoczęcia mojej pracy- na umowie 1 luty i zmieniła go na marzec lub "niewiemkiedy" proszę o zwrot pieniędzy. Pani Catalina odpisała, że szuka mi innego hotelu, chociaż w między czasie informując moją koleżankę, że nie ma innego hotelu otwartego i przyjmującego do pracy, więc doskonale o tym wiedziałam, że robi wszystko aby nie oddać pieniędzy. Ponownie ponowiłam prośbę, na którą nie dostałam nawet odpowiedzi. Ponowiłam ponowienie i po około 2 tygodnia Catalina odpisała, że nie odda pieniędzy bo wykonała już swoją pracę. Sprawa od grudnia 11- wtedy napisała mi, że nie mogę jechać do pracy przeciąga się do dziś, a na 1 lutego był umówiony ostateczny termin wyjazdu. Nie mogę czekać w nieskończoność do marca lub kwietnia lub nie wiem kiedy na to, aż ona znajdzie mi praktyki, bo ciągle studiuję i wszystkie te sprawy muszą być załatwiane wcześniej. Poza tym sprawa wygląda też inaczej, bo mam przy sobie tę koleżankę, która miała już wykupiony bilet na 7 stycznia- niestety na Majorkę do tej pory nie dojechała, straciła nie tylko 250e ale i dodatkowe ponad 100e za bilet. Catalina do tej pory nic dla niej nie ma- oprócz marnej oferty aupair od lutego z zarobkiem 60e tygodniowo i 3 dzieci na głowie. Koleżanka jest w innej sytuacji i chce wyjechać koniecznie, więc raczej to zaakceptuje, oczywiście też pyta ją o możliwość wyjazdu od razu jako au-pair i zmiany w marcu na hotel (który ma być ponoć otwarty), ale Pani Catalina "nie pozwala" na taką zmianę, co jest tylko i wyłącznie dowodem na to, że nie otworzą go w marcu.
Na stronie internetowej agencji nie ma żadnego regulaminu. Ja też regulaminu nie podpisałam- mam umowę dot. wykonywanej przeze mnie pracy z datą rozpoczęcia od 1 lutego 2013 i czasem trwania jeden rok.
Catalina nie chce oddać pieniędzy, ponieważ jak twierdzi- wykonała pracę, jednak:
- hotel znalazłam sama i musiałam tylko mieć w nim zatrudnienie przez agencję
- zapewniano mnie o możliwości wyjazdu w tych datach i wzięto ode mnie pieniądze za wyświadczoną usługę
- Catalina broni się, że próbowała mi znaleźć coś innego- jak widać z marnym skutkiem i w ramach rekompensaty mogę skorzystać z ich usług, czyli wyjechać sobie w ciągu całego 2013... Na prawdę, nie mam zamiaru korzystać więcej z usług agencji, która odpisuje na majle po tygodniu i do której nie mam zaufania. Pewnie przy kolejnym wyjeździe znowu będą zmieniać daty wyjazdów i szukać w zamian nędznej rodziny i pracy jako au-pair, byleby tylko nie przelać mi wpłaconych pieniędzy.
Sprawę zgłosiłam na policję, ale powiedziano mi że "nie wiadomo" i może potrwać to nawet do pół roku.
Czy jest tu ktoś, kto ma podobne doświadczenie lub wie jak tą sprawę załatwić na własną rękę?
Na pewno istnieje coś takiego jak wezwanie do zapłaty itd. tylko jak to wszystko zorganizować?
Serdecznie proszę o pomoc.
1000zł to nie małe pieniądze, ale również samo traktowanie i zbywanie klienta właśnie w taki sposób jest dla mnie nie do przyjęcia.
Proszę o pomoc w jednej sprawie, dość długiej historii sporu między mną a agencją pracy z Hiszpanii. Proszę o informację, czy na tym forum znajduje się osoba ze znajomością hiszpańskiego, również hiszpańskiego sytemu prawa i tamtejszych sposobów na rozwiązanie problemu.
Tamtego lata miałam okazję skorzystać już z usług jednej agencji- wszystko przebiegło bez problemów, dlatego postanowiłam po powrocie do kraju wyjechać ponownie, jednak wybrałyśmy z koleżanką już pośrednictwo innej agencji.
W wielkim skrócie- mój wyjazd, miał odbyć się teraz na przełomie stycznia i lutego- z agencją załatwiałam już możliwość pracy od października, wiedziałam, że samo załatwiania może dużo potrwać, ponadto moja praca miała być uznana na moim Uniwersytecie jako praktyki. Na Majorce- bo tam miałam wrócić do pracy znalazłam hotel, w którym chciałam odbyć takie praktyki, dlatego udałam się tam osobiście aby rozmawiać z dyrektorem, który potwierdził chęć przyjęcia mnie od stycznia, jednak musiałam nawiązać z nim ową współpracę przez domniemaną agencję Aaicap z Palmy.
A więc- nawiązałam kontakt z dyrektorką, która powiedziała, że oczywiście, nie ma problemu, przesłała dokumenty, potwierdziła, że potwierdzi na Uniwersytecie odpowiednimi dokumentami, że praktyki odbędę i w końcu w listopadzie doszło do kwestii płatności. Miało to być 250 euro, które wpłaciłam na dwie raty, oczywiście z uwagi na wiadome przyczyny, również przez to, że Pani dyrektor napisała, że dopiero po wpłacę będę miała zarezerwowane miejsce w hotelu do pracy. Jakiś tydzień potem po przekazaniu już całości sumy 250e na konto Pani dyrektor Cataliny, raczyła mnie poinformować mailowo, że właśnie otrzymała wiadomość od właściciela hotelu, że hotel zamykają- i otwierają w marcu, ale i tak data jest nieznana.
Jeszcze w miarę cierpliwa spytałam, czy agencja znajdzie coś innego w tym terminie- przełom stycznia i lutego. Pani dyrektor na to, że sprawdzi i poinformuje. Minął tydzień i następny- nic. Zbliżał się styczeń i data wyjazdu mojej koleżanki do hotelu- oczywiście Pani Catalina nie znalazła nic innego ani dla mnie, ani dla koleżanki, która straciła wykupiony już bilet- ja na szczęście nie. Poinformowałam Panią Catalinę, że skoro nie dotrzymała daty rozpoczęcia mojej pracy- na umowie 1 luty i zmieniła go na marzec lub "niewiemkiedy" proszę o zwrot pieniędzy. Pani Catalina odpisała, że szuka mi innego hotelu, chociaż w między czasie informując moją koleżankę, że nie ma innego hotelu otwartego i przyjmującego do pracy, więc doskonale o tym wiedziałam, że robi wszystko aby nie oddać pieniędzy. Ponownie ponowiłam prośbę, na którą nie dostałam nawet odpowiedzi. Ponowiłam ponowienie i po około 2 tygodnia Catalina odpisała, że nie odda pieniędzy bo wykonała już swoją pracę. Sprawa od grudnia 11- wtedy napisała mi, że nie mogę jechać do pracy przeciąga się do dziś, a na 1 lutego był umówiony ostateczny termin wyjazdu. Nie mogę czekać w nieskończoność do marca lub kwietnia lub nie wiem kiedy na to, aż ona znajdzie mi praktyki, bo ciągle studiuję i wszystkie te sprawy muszą być załatwiane wcześniej. Poza tym sprawa wygląda też inaczej, bo mam przy sobie tę koleżankę, która miała już wykupiony bilet na 7 stycznia- niestety na Majorkę do tej pory nie dojechała, straciła nie tylko 250e ale i dodatkowe ponad 100e za bilet. Catalina do tej pory nic dla niej nie ma- oprócz marnej oferty aupair od lutego z zarobkiem 60e tygodniowo i 3 dzieci na głowie. Koleżanka jest w innej sytuacji i chce wyjechać koniecznie, więc raczej to zaakceptuje, oczywiście też pyta ją o możliwość wyjazdu od razu jako au-pair i zmiany w marcu na hotel (który ma być ponoć otwarty), ale Pani Catalina "nie pozwala" na taką zmianę, co jest tylko i wyłącznie dowodem na to, że nie otworzą go w marcu.
Na stronie internetowej agencji nie ma żadnego regulaminu. Ja też regulaminu nie podpisałam- mam umowę dot. wykonywanej przeze mnie pracy z datą rozpoczęcia od 1 lutego 2013 i czasem trwania jeden rok.
Catalina nie chce oddać pieniędzy, ponieważ jak twierdzi- wykonała pracę, jednak:
- hotel znalazłam sama i musiałam tylko mieć w nim zatrudnienie przez agencję
- zapewniano mnie o możliwości wyjazdu w tych datach i wzięto ode mnie pieniądze za wyświadczoną usługę
- Catalina broni się, że próbowała mi znaleźć coś innego- jak widać z marnym skutkiem i w ramach rekompensaty mogę skorzystać z ich usług, czyli wyjechać sobie w ciągu całego 2013... Na prawdę, nie mam zamiaru korzystać więcej z usług agencji, która odpisuje na majle po tygodniu i do której nie mam zaufania. Pewnie przy kolejnym wyjeździe znowu będą zmieniać daty wyjazdów i szukać w zamian nędznej rodziny i pracy jako au-pair, byleby tylko nie przelać mi wpłaconych pieniędzy.
Sprawę zgłosiłam na policję, ale powiedziano mi że "nie wiadomo" i może potrwać to nawet do pół roku.
Czy jest tu ktoś, kto ma podobne doświadczenie lub wie jak tą sprawę załatwić na własną rękę?
Na pewno istnieje coś takiego jak wezwanie do zapłaty itd. tylko jak to wszystko zorganizować?
Serdecznie proszę o pomoc.
1000zł to nie małe pieniądze, ale również samo traktowanie i zbywanie klienta właśnie w taki sposób jest dla mnie nie do przyjęcia.